CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Tag: tabu

Marta Motyl – „Odcienie czerwieni” [recenzja]

Odcienie czerwieni to druga książka Marty Motyl, ale pierwsza, którą miałam okazję przeczytać. Na początek przyszłego roku planowana jest premiera kontynuacji tej powieści. Nie ukrywam, że mnie to cieszy, bo pierwszy tom historii o młodej wyzwolonej kobiecie poszukującej mocnych wrażeń i miłości, połknęłam w dwa wieczory i mam pewien niedosyt…

Przyznam szczerze, że zanim odebrałam książkę z rąk listonosza, wiedziałam o niej tylko tyle, że dosyć odważnie opisuje kwestie seksualności. Na różnych poziomach. Spodziewałam się, że powieść w najlepszy wypadku trafi do mojej prywatnej sekcji tak zwanych guilty pleasures. Grzeszne rozkosze to wszystko to – książki, filmy, muzyka, etc. – co nas „kręci”, a jednocześnie nie jest czymś, czym byśmy się chcieli chwalić w towarzystwie. Grzeszne rozkosze w jakiś pokrętny sposób wolą pozostać w ukryciu. Bo wstyd, bo inni by wyśmiali, nie zrozumieli. To coś intymnego. I choć Odcienie czerwieni dotykają spraw intymności i seksualności, bardzo się co do nich pomyliłam.

Rozkosze owszem, lecz wcale nie guilty. Powieść jest bardzo odważna, właściwie czytałam w życiu tylko jedną książkę, w której natknęłam się na mocniejsze sceny erotyczne, ale to chyba też dlatego, że rzadko sięgam po literaturę o podobnej tematyce. Marta Motyl ma niezwykły dar pisania o seksie w sposób obrazowy, ale nie obsceniczny. Nie ma w tym żadnej wulgarności. Kiedy opisuje się sceny erotyczne łatwo popaść w dwie skrajności – dosłowność na granicy ordynarności albo przeciwnie, uwznioślenie i przepoetyzowanie  na granicy grafomani. Marcie Motyl udaje się znaleźć złoty środek. Pisze pięknie, lirycznie. Opowiada tak, że czujemy zapach i muśnięcie oddechu na skórze, wyczuwamy napięcie i magnetyzm między bohaterami, widzimy kolory, chłoniemy słowa i obrazy wszystkimi zmysłami. To proza niespotykanie sensualna i subtelna, dobrze wyważona, nie przesadzona. A jednocześnie oddająca oba oblicza miłości fizycznej – ekstazę i destrukcyjność.

Continue reading

Katarzyna Przyłuska-Urbanowicz „Pupilla” [recenzja]

Pupilla to kolejna – po Początku świata – książka z serii „Przygody ciała”, która mnie niebywale wciągnęła. Katarzyna Przyłuska-Urbanowicz kreśli historię lolitek obecnych w literaturze i sztuce XX wieku, posługując się entomologiczną metaforą. Zgodnie z tą analogią, nimfetka jest stadium larwalnym (larva) późniejszej dorosłej kobiety (imago). Tyle że, jak zauważa autorka, lolity z jakiegoś powodu nie mają szansy przekształcić się z fille fatale w femme fatale, bo regułą jest, że umierają młodo…

Według słownika pupilla to z francuskiego „dziewczynka”, „uczennica”, „pupilka” oraz „źrenica”. Dociekając etymologi tego słowa, Katarzyna Przyłuska-Urbanowicz dodaje też znaczenia takie jak: laleczka, sierota, poczwarka. W publikacji wydawnictwa Słowo/obraz terytoria pupilla staje się częściowo synonimem lolity – dziecka i drapieżnego demona seksu w jednym. Nieskalanej i perwersyjnej zarazem, anielsko-demonicznej kusicielki.

Drapieżne dziewczynki to figury inicjacji, patronujące odbieraniu niewinności – intelektualnej, erotycznej, metafizycznej. Figury paradoksalne, bo istniejące dzięki zwodniczej masce kogoś, kto inicjacji potrzebuje. W tym tkwi ich siła i na tym między innymi polega groza zapowiadanego przez nie doświadczenia.

Continue reading

Hubert Klimko-Dobrzaniecki „Preparator”

Człowiek myśli, że nic się nie stanie, że będzie sobie żył, śmierć oddala od siebie, wcale nie myśli o niej, a ona przychodzi w najmniej spodziewanym momencie. Samochód, tramwaj, spadająca dachówka, rak, o którym nie miało się pojęcia. Wylew. Tętniak. Można się zakrztusić. Zawał. Wystarczy mieć słabe serce i kibicować złej drużynie. Utonięcia. Sepsa. Porażenie prądem. Porażenie słoneczne. Nawet jazda na rowerze bez kasku. Śliska droga i motocyklista. Dużo wódki, zima i spóźniony autobus. Niezamknięte drzwi ostatniego wagonu pociągu. Pomyłka chirurga, Pomyłka położnej. Pomyłka policjanta. Pomyłka złodzieja. Nieznana alergia, na przykład na użądlenie pszczoły. Gwóźdź w dłoni dziecka i kontakt. Za dużo butaprenu. Grzyby. Nieświeże mięso. Mógłbym jeszcze mnożyć. Prawie każdy z tych wymienionych przypadków leżał u mnie na stole. 

Zanim tytułowy preparator wypowie te słowa, popłyną potoki innych, niezwiązanych ze śmiercią i zawodem „obmacywacza trupów”. Jeśli zdecydujecie się na lekturę Preparatora musicie przygotować się na książkę pełną anegdot, dygresji, komentarzy bardzo dalekich od tematu śmierci i pochówku. Nie znajdziecie tu szczegółów dotyczących preparowania zwłok, ale znajdziecie historię zakompleksionego jąkały i mańkuta, który w pewnym momencie oddalił się od żywych, a za mocno zbliżył do zmarłych.

Continue reading

Thierry Savatier „Początek świata” [recenzja premierowa]

Początek świata. Olej na płótnie o wymiarach czterdzieści sześć na pięćdziesiąt pięć centymetrów, namalowany w 1866 roku przez francuskiego realistę Gustave’a Courbeta. Obraz – znany także jako Pochodzenie świata – który przez niemalże sto trzydzieści lat pozostawał w ukryciu. Otoczone złą sławą, legendarne dzieło przedstawiające akt kobiecy z obnażonym łonem. Współcześnie ikona kobiecej seksualności i symbol twórczej wolności. A jak odbierano obraz dawniej?

Pasjonat historii sztuki Thierry Savatier drobiazgowo odpowiada na to pytanie, zabierając czytelnika w podróż po Europie XIX i XX wieku. Autor metodycznie bada dzieje obrazu, tak jak biograf znanego człowieka bada jego życie. Rekonstruuje historię płótna, które przechodziło z rąk do rąk kolekcjonerów sztuki, a w czasie wojny zostało zrabowane z bankowego skarbca hrabiego Hatvany’ego. Książka Savatiera jest monografią dzieła sztuki, ale chyba można też nazwać ją biografią. I wcale nie dlatego, że opisuje losy kolejnych właścicieli obrazu, ale dlatego, że Początek świata też miał życie. Niezwykle ekscytujące i pełne tajemnic. Dodatkowo intryguje fakt, iż odtworzenie dziejów Początku świata  było utrudniane. Z jakiegoś powodu kolejni właściciele płótna trzymali w sekrecie fakt jego posiadania, a nawet intencjonalnie mylili tropy, tak by obrazu nie można było zidentyfikować. Savatier „systematycznie stawia pod znakiem zapytania wiedzę, którą uznawano za niepodważalną”. Krytykuje i obala ustalenia, z którymi nie może się zgodzić. Posługuje się przy tym metodami naukowymi, zbiera dowody w postaci danych historycznych, dokumentów i świadectw żyjących jeszcze osób, których losy skrzyżowały się z dziejami Początku świata. Kwestie, w których brakuje solidnych dowodów pozostawia otwarte. Przedstawia swoje hipotezy – zawsze tylko takie, które mają sensowne przesłanki i opierają się na prawdopodobieństwie – ale nie forsuje ich na siłę. Mimo rzetelnego opracowania autorstwa Savatiera wiele pytań i kwestii – jak chociażby tożsamość modelki – nie udaje się jednoznacznie rozstrzygnąć, pozostawiając przestrzeń dla dalszych badań.

Continue reading