CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Tag: szaleństwo

Statek obłąkany. Olga Hund „Psy ras drobnych” [przedpremierowo]

W błogosławieństwie burz na morzu się ocknąłem
Dziesięć nocy jak korek tańczyłem na fali
Którą zowią odwiecznym ludzkich ofiar kołem
I nie dbałem czy głupia latarnia się pali!

Arthur Rimbaud, Statek pijany

Psy ras drobnych – zbiór miniopowiadań, albo powieść w odcinkach. Miejsce akcji – krakowski szpital psychiatryczny. Czas akcji – współczesność, ale okoliczności są na tyle uniwersalne, że może to być kiedykolwiek. Narratorka – skażona prozą Nałkowskiej młoda dziewczyna, która po raz kolejny trafia na oddział. Znajome miejsce, przed laty odwiedzała tu matkę. Felerne geny.

Książki o domach wariatów kojarzą mi się z okrucieństwem (treść) i patosem (forma). Oczywiście są wyjątki, ale historia taka jak ta opowiadana przez Olgę Hund nie zdarza się często. Notatki dające pozór zapisywanych na bieżąco, dialogi pacjentek, reminiscencje i zabawne anegdoty, składają się na kolaż – czy raczej skomponowaną w przemyślany sposób trójwymiarową dioramę – tego świata na opak. Instrukcja obsługi wariatkowa. W humorystyczny sposób wyłożone zasady, rytuały i prawa, te martwe, których nikt nie przestrzega i te, które są bezwzględnie respektowane. Hund nie diagnozuje rzeczywistości, ani się nie mądrzy, ona oswaja. Wstyd i strach. Rejestrując migawki codzienności podmiejskiego psychiatryka, który jest jak wyjęte z orbity odrębne uniwersum, ale też miniatura świata „na zewnątrz”. Oddając cały cykl pobytu w izolacji w kilku prostych zdaniach.

Continue reading

(Nie)uwaga, to nie jest tekst o książkach, czyli dlaczego zniknęłam na pięć miesięcy

Przez cały ten czas nie mówiłam o tym, ale dzisiaj powiem. Trzy tygodnie temu, umarł jeden z moich psów. Płakałam tylko pół dnia, a później kupiłam ciastka kokosowe i poszłam z przyjaciółką do kina. Gdyby to się wydarzyło rok temu, podeszłabym do najbliższej kanapy lub fotela i przyrosła do niego na tydzień, dwa. W tych samych łachach, płacząc i śpiąc na zmianę. Przerabiałam to nie raz. Udało mi się przeżyć trzydzieści dwa lata i cztery miesiące bez wizyty u psychiatry, ale to już nieaktualne.

Continue reading

Ulotna normalność, przelotny obłęd. Christine Lavant „Zapiski z domu wariatów” [impresja]

Co ty wiesz o szaleństwie? Mówi mi drwiący głosik w głowie. Przeczytałaś dziesiątki książek o wariatach, domach wariatów i ludziach niesłusznie nazywanych wariatami, ale co ty o tym wiesz? Brat twojego dziadka skończył w wariatkowie, ciotka miała problemy psychiczne, ale co ty wiesz o prawdziwym obłędzie. Poruszyła cię powieść W ciemność, pomyślałaś o jej bohaterce, rozumiem ją, to mogłabym być ja, ale czy to znaczy, że wiesz jak to jest być nią? Oglądałaś po kilka razy Lot nad kukułczym gniazdem, Ptaśka, Lokatora, Przerwaną lekcję muzyki, Jak w zwierciadleetc., ba, napisałaś nawet o nich artykuł pod zgrabnym tytułem Filmy o (nie)zwykłym szaleństwie, ale co ty o nim wiesz? Tak, tak, masz graniczącą z obłędem obsesję na punkcie sobowtórów, czasem widzisz i słyszysz coś, czego nie ma, ale… Dopóki nie trafisz do okolicznego szpitala psychiatrycznego – miejsca, które odkąd pamiętasz wszyscy nazywają zieloną górką nim nie wylądujesz w pokoju bez klamek, zanim nie spojrzysz w twarze ludzi, którzy nie wiedzą już kim są i żyją w wewnętrznym piekle, nie możesz mieć pojęcia, czym naprawdę jest szaleństwo. Możesz za to łudzić się, że wszystko jest normalnie, masz normalne życie, jesteś normalna.

Continue reading

Sobowtór: historia nieznana. Opowieść o mojej (nie)istniejącej bliźniaczce

Nie jest tajemnicą, że mam obsesję na punkcie sobowtórów. Oprócz Czepiam się książek moim drugim blogowym dzieckiem jest strona Doppelganger Universe, która jest swoistym internetowym notatnikiem, w którym gromadzę informacje na temat sobowtórów, bliźniąt, wszelkich podwojeń i rozdwojeń. Pytanie tylko, dlaczego to robię?

Już we wczesnym dzieciństwie odczuwałam coś jakby obecność drugiej siebie. Mając kilka lat uroiłam sobie, że moja mama będąc w pierwszej ciąży, miała urodzić bliźnięta, ale jedno dziecko nie przeżyło. Przeżyłam tylko ja. To podwójnie dziwne, bo nie byłam samotnym dzieckiem. Miałam i mam o trzy lata młodszą siostrę, ale w dzieciństwie nie byłyśmy sobie szczególnie bliskie. Bardzo się różniłyśmy, a ja chyba potrzebowałam kogoś do mnie podobnego. Zewnętrznie i wewnętrznie. Nie potrafię powiedzieć w jakim dokładnie byłam wtedy wieku. Mogłam mieć siedem, osiem, może dziewięć lat… Na pewno więcej niż sześć i nie więcej niż dziesięć. Mój doppelganger nie był klasycznym wyimaginowanym towarzyszem, nic z tych rzeczy. Po pierwsze nigdy nie zwizualizowałam mojej bliźniaczki. Podświadomie wiedziałam, że jest taka jak ja, ale nigdy nie widziałam jej siedzącej ze mną w pokoju, czy chodzącej u mojego boku. To było tylko wyobrażenie – słowo fantazmat, którego wtedy rzecz jasna jeszcze nie znałam, idealnie tu pasuje – i poczucie, że jest ktoś jeszcze.

Przeczytałam kiedyś, że wcale nie jest to taki rzadkie, jak mogłoby się wydawać. Wielu ludzi na pewnym etapie życia uważa, że jest jednym z pary bliźniąt, tym które ocalało, podczas gdy drugie zmarło jeszcze w łonie matki, lub tuż po porodzie. Jest to pewien archetyp, który musi mieć związek z poczuciem niepełności, utraty i braku, ale nie potrafię – jeszcze – tego bliżej wyjaśnić. Czasami to irracjonalne poczucie znika, a czasami nie. Wtedy urojony sobowtór zostaje z człowiekiem do końca życia…

Continue reading