Pupilla to kolejna – po Początku świata – książka z serii „Przygody ciała”, która mnie niebywale wciągnęła. Katarzyna Przyłuska-Urbanowicz kreśli historię lolitek obecnych w literaturze i sztuce XX wieku, posługując się entomologiczną metaforą. Zgodnie z tą analogią, nimfetka jest stadium larwalnym (larva) późniejszej dorosłej kobiety (imago). Tyle że, jak zauważa autorka, lolity z jakiegoś powodu nie mają szansy przekształcić się z fille fatale w femme fatale, bo regułą jest, że umierają młodo…

Według słownika pupilla to z francuskiego „dziewczynka”, „uczennica”, „pupilka” oraz „źrenica”. Dociekając etymologi tego słowa, Katarzyna Przyłuska-Urbanowicz dodaje też znaczenia takie jak: laleczka, sierota, poczwarka. W publikacji wydawnictwa Słowo/obraz terytoria pupilla staje się częściowo synonimem lolity – dziecka i drapieżnego demona seksu w jednym. Nieskalanej i perwersyjnej zarazem, anielsko-demonicznej kusicielki.

Drapieżne dziewczynki to figury inicjacji, patronujące odbieraniu niewinności – intelektualnej, erotycznej, metafizycznej. Figury paradoksalne, bo istniejące dzięki zwodniczej masce kogoś, kto inicjacji potrzebuje. W tym tkwi ich siła i na tym między innymi polega groza zapowiadanego przez nie doświadczenia.

Continue reading