CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Tag: Ryszard Kapuściński

John Steinbeck „Zagubiony autobus” [recenzja premierowa]

Zagubiony autobus Johna Steinbecka to powieść z 1947 roku. Pierwsze polskie wydanie pojawiło się czternaście lat później. Dzisiaj, nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka, na rynek trafiło nowe wydanie książki laureata literackiej nagrody Nobla.

Jedyny literacki obraz autobusu, jaki wyrył mi się w pamięci, to ten z Hebanu Ryszarda Kapuścińskiego. Mieliśmy tam do czynienia z osobliwym rodzajem podróżowania. Bez rozkładu jazdy, bez pośpiechu. Autobus odjedzie wtedy, kiedy się cały zapełni. Nikt nie narzeka na niedogodności, że podróż trwa długo, że upał, etc. W powieści Steinbecka jest zgoła inaczej, ale zaczyna się ona i toczy równie leniwie jak autobus sunący po afrykańskich bezdrożach. W Hebanie autor pozostawił odpowiedź na pytanie, co w czasie długiej podróży dzieje w głowach pasażerów, w sferze domysłów. „Nie myślą? Śnią? Wspominają? Układają plany? Medytują? Przebywają w zaświatach?” – zastanawiał się Kapuściński. Steinbeck zaś dokładnie zilustrował, co dzieje się w umysłach pasażerów autobusu jadącego z Rebel Corners do San Juan de la Cruz…

Continue reading

Charlie LeDuff „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki” [recenzja]

Książka o wymownym tytule Detroid. Sekcja zwłok Ameryki jest czymś zupełnie innym niż się spodziewałam. Publikacja promowana jako reportaż, niewiele ma z tym gatunkiem wspólnego. Reportaż najsilniej kojarzy mi się z twórczością zmarłego kilka lat temu Ryszarda Kapuścińskiego. To jego relacje z afrykańskich podróży, oraz teksty ilustrujące sytuację polityczną i społeczną w krajach za żelazną kurtyną, uchodzą dla mnie za wzór literatury faktu. Ale Ameryka, to Ameryka. Widocznie panują tam  inne standardy dziennikarstwa.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ Charlie LeDuff jest przeciwieństwem Kapuścińskiego, dla którego źródłem twórczej inspiracji była obserwacja uczestnicząca, który miał niebywały zmysł dziennikarski, w swych tekstach pozwalał przemówić sytuacjom i ludziom, umiejętnie dozując informacje o sobie samym. Tymczasem amerykański autor od początku książki stawia w centrum właśnie siebie. Snując rozważania o własnej wielkości i dziennikarskim kunszcie, jawi się jako nieokiełznany egocentryk i pospolity megaloman. Owszem otrzymał niegdyś nagrodę Pulitzera, ale czy to powód, by tak stroszyć piórka i kreować się na megagwiazdę? Można odnieść wrażenie, że LeDuff robi Detroit wielką przysługę rezygnując z wysokiej pozycji, jaką sobie wypracował, rzucając pracę w „The New York Times”, by przenieść się do tego miasta widma i zatrudnić w lokalnej gazecie.

Continue reading