Długo wyczekiwana przez miłośników thrillerów – w tym przeze mnie – pierwsza powieść brytyjskiej autorki Pauli Hawkins, doczekała się niecały tydzień temu polskiego wydania. Wiele sobie obiecywałam po tej książce, jednak szybko okazało się, że zamieszczone na okładce zachwyty nad iście hitchcockowską intrygą i kunsztem debiutującej autorki mają niewiele wspólnego z rzeczywistością… Ale od początku.

„Dziewczyna z pociągu” to trzy różne relacje, przekazywane czytelnikowi przez młode kobiety. Powieść przypomina trochę dziennik. Najpierw pojawia się data, a następnie dwa wpisy – jeden rano, drugi wieczorem. Narracja jest rzecz jasna pierwszoosobowa. Początkowo schemat „rano – wieczorem” znajduje swoje odzwierciedlenie w podróżach bohaterki, którą poznajemy jako pierwszą, ale na dłuższą metę staje się bardzo nużący. Jeżdżąca do Londynu i z powrotem kobieta obserwuje mieszkańców mijanych domów, wypatruje znajomych twarzy, komentuje w myślach to, co widzi. Zaglądając do wnętrz cudzych domów, ta samotna i znudzona własnym życiem voyeurystka, pragnie podkraść cząstkę intymności innych ludzi. Tych szczęśliwszych. Z opisu wydawcy wynika, że pewnego dnia dziewczyna z pociągu – całkiem przypadkowo i niespodziewane – dostrzega „coś wstrząsającego”, co na zawsze odmieni jej życie. Kiedy już skonfrontujecie się z tym druzgocącym doświadczeniem, (nie, bohaterka nie jest świadkiem brutalnego morderstwa) możliwe, że tak jak ja będziecie mieli ochotę parsknąć śmiechem, a z pewnością nie jest to reakcja, jakiej autorka oczekiwała.

Continue reading