CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Tag: Podwojenie

Sobowtór: historia nieznana. Opowieść o mojej (nie)istniejącej bliźniaczce

Nie jest tajemnicą, że mam obsesję na punkcie sobowtórów. Oprócz Czepiam się książek moim drugim blogowym dzieckiem jest strona Doppelganger Universe, która jest swoistym internetowym notatnikiem, w którym gromadzę informacje na temat sobowtórów, bliźniąt, wszelkich podwojeń i rozdwojeń. Pytanie tylko, dlaczego to robię?

Już we wczesnym dzieciństwie odczuwałam coś jakby obecność drugiej siebie. Mając kilka lat uroiłam sobie, że moja mama będąc w pierwszej ciąży, miała urodzić bliźnięta, ale jedno dziecko nie przeżyło. Przeżyłam tylko ja. To podwójnie dziwne, bo nie byłam samotnym dzieckiem. Miałam i mam o trzy lata młodszą siostrę, ale w dzieciństwie nie byłyśmy sobie szczególnie bliskie. Bardzo się różniłyśmy, a ja chyba potrzebowałam kogoś do mnie podobnego. Zewnętrznie i wewnętrznie. Nie potrafię powiedzieć w jakim dokładnie byłam wtedy wieku. Mogłam mieć siedem, osiem, może dziewięć lat… Na pewno więcej niż sześć i nie więcej niż dziesięć. Mój doppelganger nie był klasycznym wyimaginowanym towarzyszem, nic z tych rzeczy. Po pierwsze nigdy nie zwizualizowałam mojej bliźniaczki. Podświadomie wiedziałam, że jest taka jak ja, ale nigdy nie widziałam jej siedzącej ze mną w pokoju, czy chodzącej u mojego boku. To było tylko wyobrażenie – słowo fantazmat, którego wtedy rzecz jasna jeszcze nie znałam, idealnie tu pasuje – i poczucie, że jest ktoś jeszcze.

Przeczytałam kiedyś, że wcale nie jest to taki rzadkie, jak mogłoby się wydawać. Wielu ludzi na pewnym etapie życia uważa, że jest jednym z pary bliźniąt, tym które ocalało, podczas gdy drugie zmarło jeszcze w łonie matki, lub tuż po porodzie. Jest to pewien archetyp, który musi mieć związek z poczuciem niepełności, utraty i braku, ale nie potrafię – jeszcze – tego bliżej wyjaśnić. Czasami to irracjonalne poczucie znika, a czasami nie. Wtedy urojony sobowtór zostaje z człowiekiem do końca życia…

Continue reading

Guillermo Martínez „Powolna śmierć Luciany B.”

Na początek zachęcam was do wykonania małego eksperymentu. Przygotujcie kartkę i długopis. Weźcie do ręki dowolną monetę. Podrzućcie ją dziesięć razy, po każdym rzucie notując wynik. Mój jest następujący: orzeł, orzeł, reszka, orzeł, orzeł, orzeł, reszka, reszka, orzeł, reszka. W sumie sześć razy orzeł i cztery reszki. Ciągi powtarzających się po sobie orłów pojawiły się z większą częstotliwością niż reszek. O czym to świadczy?

Podobne pytanie stawia Guillermo Martínez w powieści Powolna śmierć Luciany B. W dużym skrócie jest to książka rozważająca kwestię, czy jest możliwe, aby ktoś otrzymywał od losu same orły albo same reszki. Czy to, że wokół kogoś z niepokojącą regularnością i w podejrzanych okolicznościach umierają ludzie, jest przypadkiem, chronicznym pechem, świadomym spiskowym działaniem wroga, przekleństwem, fatum zesłanym przez opatrzność jako kara za grzechy, a może wynika z prawa determinizmu?

To co robiliście przed chwilą z monetą, nazywane jest w matematyce procesem stochastycznym i dotyczy rachunku prawdopodobieństwa. Powolna śmierć Luciany B. to druga powieść, w której dostrzegam tak silnie zarysowaną perspektywę probabilistyczną. Pierwszą jest Podwojenie autorstwa José Saramago, w którym stawiał pytanie: Jakie jest prawdopodobieństwo, że w mieście, w którym żyje pięć milionów obywateli, istnieje dwóch identycznych niespokrewnionych ze sobą mężczyzn oraz jaka jest szansa, że kiedykolwiek się oni spotkają? Po czym dowodził, że oba zdarzenia są  możliwe, i oba będą zwyczajnym przypadkiem.

Continue reading

Jerzy Pilch „Wiele demonów” [recenzja premierowa]

Wiele demonów – powieść, która znalazła się w finałowej siódemce tegorocznej edycji nagrody Nike – to utwór specyficzny. Nie jest, a przynajmniej dla mnie nie była, to książka, którą pochłania się jednym tchem. Ta nielinearna opowieść pełna retrospekcji i retardacji zdecydowanie wymaga skupienia. W moim przypadku tygodniowej lekturze towarzyszyło wiele przemyśleń. Do niektórych fragmentów wracałam kilkakrotnie. Zawsze zaznaczam samoprzylepnymi zakładkami indeksującymi interesujące fragmenty, cytaty, do których warto wrócić. Książka Pilcha wygląda jakby dorwał ją jakiś szaleniec, uwielbiający ozdabiać wszystko kolorowymi wstążeczkami, bo tym razem zakładek było nie kilka, a kilkadziesiąt. Mówiąc krótko: zrobiła na mnie duże wrażenie.

Tytułowe demony występują w utworze na dwóch poziomach. Po pierwsze tkwią w nas samych. Każdy je ma. Wielu filozofów i artystów metaforycznie określało demonami ludzkie słabości. Demonem może być wszystko: lęki, wyrzuty sumienia, wpojony światopogląd i wychowanie nie idące w parze z pragnieniami i ambicjami, etc. Po drugie Pilch opisuje małą społeczność żyjąca w latach pięćdziesiątych XX wieku na Śląsku Cieszyńskim. Ludziom tym nieobca jest wiara w zabobony. Zjawiska, których nie rozumieją i nie potrafią wyjaśnić, nadal przypisują diabłom, demonicznym istotom i siłom nieczystym. Wszelkie pokusy, które atakują purytańską społeczność również muszą być dziełem jakiegoś demona, bo kogóż by innego?

Continue reading