CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Tag: literatura francuska

Udawałem więc, że czytam, aby go oszukać, gdyż on również mnie śledził; i nagle poczułem z całą pewnością, że on czyta przez moje ramię, że stoi tuż i muska mi ucho. Wstałem i odwróciłem się tak szybko, że o mało nie upadłem (…) Było widno jak w biały dzień… a ja nie zobaczyłem się w lustrze. Było puste, jasne, nasycone światłem. Nie było tam mojego obrazu… A ja stałem naprzeciwko. Od góry do dołu widziałem duże, przejrzyste szkło. Spoglądałem oszalałbym wzrokiem i nie śmiałem podejść bliżej, czując dobrze, że on jest pomiędzy lustrem a mną, że jeszcze raz wymknie mi się z rąk, że to jego niewidoczne ciało wchłonęło moje odbicie.

– Guy de Maupassant „Horla” – 

„Horla” Guya de Maupassanta. Dwie wersje opowiadania [powiało grozą]

John Gardner powiedział, że istnieją właściwie tylko dwie opowieści: jedna o wyruszaniu w podróż, druga o pojawianiu się kogoś obcego. Trudno się z tym nie zgodzić. Bycie w drodze jest genezą większości literackich i filmowych fabuł. Początek podróży bądź jej kres… Podróży rozumianej bardzo szeroko, nie zawsze dosłownie. Metaforycznej, fantazmatycznej, niejednokrotnie podróży w głąb siebie. 

Nie inaczej jest w przypadku klasycznego opowiadania Guya de Maupassanta, Horla. Znajdziemy w nim podróż w dosłownym rozumieniu tego słowa, odnajdziemy też ucieczkę. Udamy się w podróż symboliczną za sprawą literackiej introspekcji, wędrówki do wnętrza własnego umysłu i duszy. Ale przede wszystkim spotkamy tajemniczego przybysza. Intruza, który pojawił się nieproszony i z pewnością nie ma dobrych intencji.

Continue reading

Pisarz, ilustrator, aktor… Artysta totalny – oblicza Rolanda Topora

Roland Topor. Aktor, reżyser filmowy i teatralny, scenarzysta, dramatopisarz, autor licznych powieści, opowiadań i tekstów piosenek. Artysta, satyryk, prowokator. Człowiek, który „straszył uśmiechem”. Najsławniejszy – obok René Magritte’a – mężczyzna w meloniku. Hedonista. Spał do późnego popołudnia, kochał kobiety, wino i śpiew. Raczej nie gustował w ludzkim mięsie, ale nie przeszkadzało mu to stworzyć kanibalistyczną książkę kucharską. Miał w sobie coś z mitomana. Podobno jedyny sport jaki uprawiał, to jazda na sankach. Zmarł dwadzieścia lat temu, ale pozostaje żywy, a jego śmiech wciąż unosi się w powietrzu.

Erudyta, który nie popisywał się wiedzą i inteligencją. Zamiast tego mówił o życiu w sposób prosty i prześmiewczy. Szokujący – nierzadko obrazoburczy i niecenzuralny – ale zawsze szczery. Komentował rzeczywistość za pomocą absurdalnych historii literackich i filmowych, plakatów i rysunków.

Założyciel Grupy Panicznej. Twórca takich kuriozów jak alfabet antropomorficzny oraz  lista stu argumentów na rzecz niezwłocznego samobójstwa. Miał też w planach stworzenie wielkiego atlasu Świata Wyobraźni. Szyderca. Redaktor satyrycznego magazynu „Hara Kiri – czasopismo głupie i złośliwe”. Człowiek, który podszywał się pod kobietę i wydał pod pseudonimem Élisabeth Nerval rzewne opowiadanie o miłości.

Mężczyzna z obsesją śmierci, który codziennie na nowo rodził się i umierał, próbując na różne sposoby oswajać pierwotny lęk. Dlatego jeszcze za życia pisał „wspomnienia pośmiertne”. Dlatego w powieści Księżniczka Angina włożył w usta ojca tytułowej bohaterki słowa: Na zakończenie tych złych wieści mam jedną dobrą. Wreszcie wiem, co to jest owa śmierć, o której tyle się ostatnio mówi. To ciastko, ponoć o bardzo oryginalnym smaku, coś między ptysiem a truskawkowym plackiem. Zamknięty w błędnym kole obsesyjnych myśli o życiu i umieraniu w Balu na ugorze pisał: Równie absurdalnie jest żyć, straciwszy z oczu bezwzględny parametr śmierci, jak pozwolić, by myśl o bliskiej śmierci psuła mi krótkie istnienie. Ten podwójny nonsens umożliwia jedyną, najzupełniej pragmatyczną trasę: w tę i z powrotem. Wykupiłem abonament na linii Życie-Śmierć. Moje myśli wciąż krążą między stacjami docelowymi i uważam, by na nich nie wysiąść. Wciśnięty w kąt przy oknie, patrzę na przesuwający się krajobraz, a gdy zamykam oczy, widzę jak jadę w przeciwnym kierunku: czerwone światełko w tunelu. Rok przed śmiercią powiedział w wywiadzie: Życie jest jak mała gałązka wrzucona do ognia, która w chwili między wypuszczeniem jej z dłoni a dotknięciem płomieni ma przebłysk świadomości. To najstraszliwsza z powieści grozy. 

Continue reading

Pierre Péju „Śmiech ogra” [recenzja]

Najlepsza powieść francuska 2005 roku! Kiedy na okładce książki widnieją podobne słowa, nic dziwnego, że oprócz ciekawości rodzą się pewne oczekiwania. Pierwsze cztery strony Śmiechu ogra owszem zaintrygowały mnie, ale później było trochę gorzej… Z trudem przebrnęłam przez kilkanaście kolejnych, ale ponieważ w mojej naturze nie leży odkładanie raz zaczętej książki, czytałam dalej. I chyba dobrze się stało, bo mimo wszystko powieść zaczęła mnie wciągać.

Klamrą kompozycyjną utworu Pierre’a Péju jest mroczna baśń o dwojgu dzieciach zaatakowanych przez krwiożerczego ogra. Te kilka stron na początku i na końcu książki są metaforą zmagania się z życiem i wyznaczają kierunek refleksji o dobru, złu, miłości, wojnie, śmierci, etc.

Powieść francuskiego pisarza można chyba nazwać szkatułkową. Oprócz dziejącej się na przestrzeni kilkudziesięciu lat historii życia głównego bohatera –  Paula – czytelnik poznaje kilka opowieści osadzonych w różnych miejscach Europy w czasach drugiej wojny światowej, historię szalonego zabójcy własnej rodziny, oraz wspomnianą baśń, którą opowiadają sobie bohaterowie Śmiechu ogra.

Continue reading

Roland Topor – „Bal na ugorze”

Dzisiejsza recenzja rozpoczyna się – na wzór otwarcia Balu na ugorze – ostrzeżeniem. Uprzedzam, że tym razem piszę nie tylko o literaturze. Dzisiejszym tekst zawiera mnóstwo wspomnień i subiektywnych wrażeń. Traktuje o książkach, filmach, moich osobistych doświadczeniach, etc. Krótko mówiąc, o sztuce, życiu i śmierci.

Po raz pierwszy mam okazję napisać na blogu o autorze, którego uważam za genialnego człowieka i artystę totalnego, dlatego nie umiem ograniczyć się do prostej recenzji przeczytanej lektury. W ogóle zauważyłam już jakiś czas temu, że pochłaniając kolejne utwory, nierzadko na tyle mocno przesiąkam ich stylem, że kiedy siadam do pisania recenzji, w pewnym stopniu ten styl kopiuję. Wszystko to dzieje się podświadomie i intuicyjnie, dlatego nie zamierzam tego zwalczać. Dzisiaj daję się ponieść i zamierzam pogawędzić trochę w duchu toporowskim.

Continue reading