Jakiś czas temu zachłysnęłam się pewnym specyficznym gatunkiem polskiej literatury współczesnej. Zachwycił mnie jej pozorny autentyzm, to że bez trudu odnajduję w niej odbicie własnych doświadczeń, że przeglądam się w tych historiach jak w przyprószonych kurzem lustrach. Książki te i ich autorów zaczęto – początkowo nieśmiało, z czasem coraz odważniej i częściej – nazywać świadectwami i głosami pokolenia. Naszego pokolenia. Mojego.

Tyle że z każdą kolejną lekturą tego typu mój entuzjazm słabnie. Niby identyfikuję się z bohaterami, ich przeżyciami, fascynacjami, upadkami, ale… Zaczynam dostrzegać, że temu światu brakuje głębi. Jego każdy kolejny portret jest coraz bardziej banalny i płytki. Próbuję sobie przypomnieć, czy rzeczywiście tak to było. Transformacja, względny dobrobyt, poszerzające się granice wolności, zero dramatów, nawet nad tragediami i traumami szybko przechodzi się do porządku dziennego, nad wszystkim unosi się cynizm i sarkastyczne komentarze. Może jestem nadwrażliwa, ale inaczej to pamiętam. 

Continue reading