CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Tag: książka

Twin Peaks w literaturze – „Sekretny dziennik Laury Palmer”, „Sowy nie są tym, czym się wydają”, „W pogoni za wielką rybą”

Za niecałe trzy tygodnie na rynku pojawi się książka Sekrety Twin Peaks autorstwa współscenarzysty słynnego serialu, Marka Frosta. Wprost nie mogę się doczekać, kiedy wpadnie w moje ręce, a tymczasem przygotowałam krótki przegląd pozycji książkowych, które stanowią dopełnienie serialowego świata i są dla miłośników Miasteczka Twin Peaks – zarówno wiernych fanów, jak i tych nowo przybywających, których jest ostatnio coraz więcej – pozycjami obowiązkowymi.

Serial Miasteczko Twin Peaks z miejsca zrobił furorę. Kiedy tylko trafił na ekrany telewizyjne w USA zaczęło się twinpeaksowskie szaleństwo, które trwa nieprzerwanie od ponad dwudziestu pięciu lat. Jednak kto śledził poczynania najprzystojniejszego na świecie agenta, Dale’a Coopera, ten wie, że dwa sezony serialu nie dają odpowiedzi na wszystkie pytania. Wiele tajemnic i wątków pozostaje nierozwiązanych. Tę lukę częściowo wypełnia napisany przez córkę twórcy Twin Peaks niezwykle poczytny Sekretny dziennik Laury Palmer, a także późniejszy film pełnometrażowy Ogniu krocz ze mną. Dziennik Laury został wydany także w Polsce przez nieistniejące już niezależne wydawnictwo FIS i – jak na polskie realia – również stał się bestsellerem.

Jennifer Lynch Sekretny dziennik Laury Palmer (The Secret Dairy of Laura Palmer, 1990)

Książka Jennifer Lynch to quasi-autentyczny pamiętnik dojrzewającej Laury Palmer. Dziewczyna notuje w nim swoje doświadczenia i refleksje od dwunastego roku życia. Początkowo wpisy pojawiają się dość nieregularne, z czasem stają się coraz częstsze, głębsze, bardziej tajemnicze i mroczne.

Continue reading

Rose Tremain – „Lato zimą” [recenzja premierowa]

Lato zimą, zbiór trzynastu opowiadań, lektura w sam raz na jeden lub dwa jesienne wieczory.

Już otwierająca zbiór historia zatytułowana Amerykański kochanek trafia w czuły punkt. To niezwykle smutna i gorzka opowieść o kobiecie, która w wieku zaledwie trzydziestu lat czuje, że jej życie się skończyło. Ognisty i perwersyjny romans, nagle się kończy, ale okazuje się, że nie można zapomnieć. Ta historia wyniszczającego i spalającego od środka uczucia nie jest może niczym nowym, ale wyjątkowo mnie poruszyła. Zakończenie jest dokładnie takie, jakie sama bym napisała. Prawdziwe w swej prostocie i rozdzierające. Każdy kto doświadczył w życiu tęsknoty i niespełnienia, wraz z finałem tej opowieści poczuje lekkie ukłucie, może nawet uroni łezkę…

Tylko nie zrozumcie mnie źle. Opowiadania Rose Tremain absolutnie nie są ckliwe. Są za to bardzo autentyczne. Zwyczajne, można by powiedzieć, ale jest w nich jakiś ciężar i melancholia, która sączy się z stopniowo z kolejnych stron. Muszę jednak zaznaczyć, że poziom opowiadań jest dość nierówny. Jedne wdzierają się w umysł, jakby chciały tam zamieszkać na zawsze, inne niemal od razu ulatują, jak mało znacząca impresja. Na szczęście te dobre przeważają, dlatego bez wahania poleciłam zbiór Tremain, szczególnie kobietom.

Continue reading

Piknik pod Wiszącą Skałą – prawda czy fikcja? [książka, film, fakty i mity]

Wszyscy się zgadzali, że dzień jest wymarzony na piknik pod Wiszącą Skałą – roziskrzony letni ranek, ciepły i bezwietrzny, a za oknami na drzewach nieśplika przez całe śniadanie dzwonienie cykad i brzęczenie pszczół nad bratkami okalającymi podjazd (…) Ogrodnik już zaczął podlewać hortensje, wciąż jeszcze skryte w cieniu kuchennego skrzydła na tyłach domu. Pensjonarki z Pensji Pani Appleyard dla Młodych Dam były na nogach i spoglądały w jasne bezchmurne niebo już od szóstej, a teraz fruwały w swoich świątecznych muślinach niby chmara podnieconych motyli.

Tymi słowami rozpoczyna się powieść Joan Lindsay. Natomiast ekranizację książki otwiera poetycki cytat, będący parafrazą puenty wiersza A Dream Within a Dream Edgara Allana Poego. Rozpoczynając seans filmu Piknik pod Wiszącą Skałą, słyszymy z offu słowa:

What we see, and what we seem, are but a dream. A dream within a dream.

Nie widzimy, kto je wypowiada, wiemy tylko, że to młoda dziewczyna. Mówi o iluzoryczności świata, o tym że nasze życie może nie być prawdziwe, może być marzeniem sennym śnionym przez nas samych albo przez kogoś innego… Mówi to powoli, rozmarzonym i sennym głosem.

Historia spisana przez Joan Lindsay również sytuuje się na granicy jawy i snu. Atmosfera towarzysząca piknikowi jest sielska, ospała i oniryczna. Błogie lenistwo, zajadanie smakołyków, niespieszne rozmowy i sjesta na łonie natury. Tak uczciła dzień Świętego Walentego grupa kilkunastu zamożnych dziewcząt, które w 1900 roku przebywały na Pensji Pani Appleyard w australijskim stanie Wiktoria. Podczas pikniku w okolicach Wiszącej Skały czas zdaje się stać w miejscu. Wkrótce okaże się, że i dosłownie, i w przenośni, ponieważ zegarki uczestników wyprawy stają dokładnie w południe.

Continue reading

Yasmina Reza „Bóg mordu”. O książce i ekranizacji

Nie potrafię spojrzeć na tę książkę w oderwaniu od jej filmowej adaptacji. Pewnie dlatego, że ekranizację w reżyserii Romana Polańskiego widziałam najpierw, dlatego że oglądałam ją kilka razy i znam prawie na pamięć, i dlatego że – co się okazało – jest to najwierniejsze przeniesienie utworu literackiego na ekran jakie znam. W konsekwencji, podczas lektury miałam przed oczami twarze Jodie Foster, Kate Winslet, Johna Reilly’ego i Christopha Waltza. Jednak wcale nie umniejszyło to przyjemności z lektury. Przeciwnie. Ciekawie było przeżyć to raz jeszcze, zamiast przed ekranem, z książką w dłoni.

Continue reading

Rafał Donica „Frankenstein. 100 lat w kinie”

Muszę zaznaczyć, że nie miałam okazji zapoznać się z pierwszym wydaniem książki Frankenstein. 100 lat w kinie, która ukazała się w formie tradycyjnej trzy lata temu. Nie będę zatem porównywać obu wydań, napiszę tylko o tym, co znajdziecie w nowej, uzupełnionej wersji dostępnej od niedawna w formie e-booka.

Oczekiwania miałam wielkie. Spodziewałam się monografii totalnej, opracowania na miarę Wampira. Biografii symbolicznej Janion, dostałam coś podobnego, a równocześnie całkiem innego. Frankenstein. 100 lat w kinie to studium wcieleń Frankensteina i zjawisk frankensteinopodobnych w popkulturze, w której jednak akcent z interpretacji i analizowania symboliki przełożono na historię kinematografii i śledzenie zmieniającego się wizerunku jednego z najsłynniejszych potworów. Nie jest to literatura naukowa – bliżej jej do krytyki filmowej – zbyt dużo tu swobodnych, subiektywnych obserwacji i ocen, ale nie można książce odmówić głębi. Treść publikacji i obszerne przypisy świadczą o tym, że twórca gruntownie zbadał temat (stworzył nawet tabelę systematyzującą śmierci i powroty monstrum do świata żywych w kolejnych filmowych sequelach). Tytuł sugeruje, że czeka nas lektura o Frankensteinie z wielkiego ekranu, tymczasem autor niemało miejsca poświecił literackiemu oryginałowi – powieści Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz Mary W. Shelley – prześledził też i streścił odkrycia medyczne i naukowe, które prawdopodobnie zainspirowały angielską pisarkę. Donica tropi najdrobniejsze nawet przejawy obecności Frankensteina i jego mitu w otaczającej nas rzeczywistości. A jest go od ponad wieku pełno nie tylko w kinie i telewizji, ale – jak się okazuje – także w przedstawieniach teatralnych, musicalach, serialach, kreskówkach, reklamach, komiksach, grach komputerowych… słowem wszędzie.

Continue reading

Książka czy ekranizacja? O „Psychozie” i „Dziecku Rosemary” słów kilka

Odwieczne pytanie – co lepsze, książka czy ekranizacja? Lepiej najpierw czytać, a potem oglądać, najpierw oglądać, a później czytać, czy też tylko oglądać i nie czytać wcale?…

Są dobre adaptacje filmowe dobrych książek – jak chociażby Lot nad kukułczym gniazdem, Lolita, Lśnienie, Ptasiek, Mechaniczna pomarańcza, Matka Joanna od Aniołów i… mogłabym tak długo wymieniać – ale istnieje też niemało słabych adaptacji filmowych niezłych książek. Lista tych drugich jest znacznie dłuższa, szczególnie jeśli przyjrzeć się ekranizacjom literatury współczesnej.

Najczęściej adaptacja filmowa ma to do siebie, że opowiedzianą w dziele literackim historię spłyca i upraszcza. Ale od każdej reguły są wyjątki. Dzisiaj opowiem o fenomenie filmów, które biją na głowę literackie oryginały. Nie jest to wcale sytuacja tak rzadka, jak się z pozoru zdaje. Mnie samej przychodzi na myśl kilka tytułów, których znam wersje zarówno książkowe jak i filmowe. Na przykład Harry Angel – powieść Williama Hjortsberga dobra, ale film Alana Parkera bardzo dobry. Podobnie jest w przypadku Co się zdarzyło baby Jane? Robert Aldrich zrealizował na podstawie niezłej powieści Henry’ego Farrella genialny thriller z niezapomnianymi kreacjami Bette Davis i Joan Crawford. Albo coś bardziej klasycznego – i nie z gatunku grozy – Jules i Jim. Z całym szacunkiem dla pana Henriego Pierre’a Roché’a, książka momentami mocno mnie znużyła. Tymczasem film Françoisa Truffauta – wspaniały. Prekursor nowej fali we francuskim kinie pominął wszystko co niepotrzebne. Pozbył się pretensjonalności, wykroił męczące fragmenty, a rozwinął to, co w historii najlepsze, tworząc uniwersalną opowieść o miłości i przyjaźni. O tak, byli – i nadal są – filmowcy, którzy unieśmiertelniają dzieła literackie.

Continue reading

David Toscana „Ostatni czytelnik” [recenzja]

Co przychodzi ci do głowy, kiedy spoglądasz na okładkę książki Ostatni czytelnik? Mnie jedno nazwisko. René Magritte. A konkretnie pewna fotografia, na której malarz ubrany w elegancki garnitur i czarny melonik zasłania twarz prawą dłonią. Anonimowy pan w kapeluszu, którego oblicza nie można dojrzeć, jest także bohaterem wielu obrazów artysty, takich jak chociażby Syn człowieczy, Spacer samotnego marzyciela, Bukiet ready-made. To, że projektant okładki polskiego wydania książki Davida Toscany zainspirował się postacią i twórczością belgijskiego surrealisty, aż bije po oczach. Zapożyczył o Magritte’a nie tylko wizerunek, ale i jego główne przesłanie – tajemniczość.

Zapewne większość ludzi zna parafrazę słynnej wypowiedzi Alfreda Hitchcocka, która jest często umieszczania w artykułach na temat filmów i książek. Na początku trzęsienie ziemi, a potem napięcie już tylko rośnie. No cóż, zdanie to nijak się ma do książki meksykańskiego autora. Ostatni czytelnik to coś na kształt antykryminału. Fabuła rozpoczyna się od znalezienia w studni ciała dziewczynki, a później… napięcie już tylko spada. Jest trup, jest zagadkowa zbrodnia, ale wydaje się, że nikomu – nawet matce dziecka – nie zależy na odkryciu prawdy i ukaraniu sprawcy. Policja co prawda aresztuje miejscowego mężczyznę, ale czy nie jest on jedynie kozłem ofiarnym?

Continue reading