CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Tag: Joanna Bator

Śpiew słodkopłynny. Motyw literacki: syrena

Syrena: domniemane zwierzę morskie. Od jakiegoś czasu ta mitologiczna istota coraz częściej pojawia się w kinie, serialach i literaturze – nie tylko fantastycznej. Wystarczy przywołać hipnotyzujący polski film Córki dancingu, współczesną baśń z elementami horroru, w bardzo wyraźny sposób odwołującą się do baśni o syrenie, która zakochuje się w człowieku i dla niego rezygnuje z dotychczasowego życia, wyrzeka się swojego ciała i staje „pełnowartościową” kobietą. Warto zwrócić uwagę także na dużo bardziej stonowany i poetycki obraz Blue my mind obrazujący odwrotną przemianę.

Poniżej zebrałam literackie wyimki na temat syren. Antycznych, legendarnych, prawdziwych i fałszywych. Wizerunek tych istot jest dość spójny, ale każda lektura odsłania ich nowe atrybuty. Wyraźnie też widać sieć wzajemnych inspiracji. Opowieść jest jedna, ale ma wiele obliczy.

Continue reading

Realizm (nie)magiczny Joanny Bator. „Chmurdalia” i inne dale

Duch męża Jadzi, który nawet po śmierci ogląda telewizję z ulubionego fotela. Fotograf Ludek, który na zdjęciach widzi, kto niebawem opuści świat żywych. Schorowana Halina planująca zakup własnej trumny, żeby zaoszczędzić kłopotu synowej. Dwie nierozłączne stare panny, które pewnego dnia zamieniają się w syreny. Żółtooka Murzynka Sara, nowe wcielenie hotentockiej Wenus. Młoda Polka, z pozoru pozbawiona właściwości dziewczyna-mimikra, która ciągle jest w ruchu, wszędzie się dopasowuje i w której każdy widzi kogoś innego. Nagłe zniknięcia bez śladu i ludzie pojawiający się znikąd. Na styku życia i śmierci, na styku tego, co bliskie i dalekie. W Berlinie, Frankfurcie, Kamieńsku, Nowym Jorku, Paryżu i Wałbrzychu. Teraz i kiedyś. Dawno, dawno temu…

Continue reading

Kiedy piszę, wiem, że w nurcie, który płynie przez mój umysł i ciało, mieszają się dwa teksty: ten dzienny, świadomy, poddany kontroli, i ten bliźniaczy, spod spodu, pulsujący pod powierzchnią, ciemny.

– Joanna Bator „Wyspa Łza” –

Dawna ja żyła z dwoma mężczyznami i obu kochała na swój sposób. Nowa ja pragnęła zniknąć bez śladu, bo nawet jeśli były mniej dramatyczne wyjścia, tylko do tego ostatecznego miała przekonanie (…) Dawna ja to Julia Mrok, pisarka, nowa ja nazywam się Anna Karr i jestem nikim.

– Joanna Bator „Rok królika” – 

W świecie cielesnych oraz narracyjnych podwojeń i potrojeń. Joanna Bator „Rok królika”

Czytanie ostatnich słów i patrzenie na ostatnie litery książki Joanny Bator to dla mnie mała trauma. Z dwóch całkowicie sprzecznych powodów. Po pierwsze dlatego, że książka się kończy, po drugie dlatego, że się nie kończy…

Hipnotyzująca i surrealistyczna proza Bator działa na mnie zupełnie jak filmy Davida Lyncha. Całkowicie zatapiam się w tym wyimaginowanym świecie, a koniec opowieści wywołuje we mnie niezrozumiałe przygnębienie i uczucie pustki. Co! Już koniec? Dlaczego ta powieść taka krótka? Mogłaby mieć kolejne czterysta stron… Ale paradoksalnie powieści Joanny Bator nie mają wyraźnego zakończenia ani jednoznacznej puenty. Z jednej strony ten brak finału irytuje, z drugiej cieszy, bo historie Bator się nie zamykają. Pozostają niedomknięte. To pewne, że będą miały swój dalszy ciąg. Co więcej sama mogę sobie zalążek tej nowej opowieści wyobrazić. Początek i koniec zawsze jest podróżą, ruchem. Każdy kto czytał poprzednią książkę pisarki, Wyspę Łzę, dostrzeże, że Rok królika jest jej przedłużeniem, ale też alternatywną wersją. Z jednej strony czymś na kształt kontynuacji, z drugiej przeobrażoną i przeniesioną na bardziej nam znany grunt historią o podróży, uciekaniu przed sobą i jednoczesnym gonieniu siebie.

Continue reading

Każda podróż jest ucieczką przed śmiercią. Joanna Bator „Wyspa Łza”

„Każda podróż jest ucieczką przed śmiercią”, pisze Joanna Bator w Wyspie Łzie. Ucieczką przed przemijaniem, ale i bezsensem trwania w bezruchu. Poprzez podróż wyraża się potrzeba spontaniczności i czerpania z życia garściami. Daleka wyprawa może też być ucieczką przed własnym cieniem, doppelgangerem, który za nami podąża. Taka podróż jest pełna niesamowitych zdarzeń. Życie zaczyna przypominać sen na jawie, realne przeplatać się z fantastycznym…

Continue reading

Sobowtór: historia nieznana. Opowieść o mojej (nie)istniejącej bliźniaczce

Nie jest tajemnicą, że mam obsesję na punkcie sobowtórów. Oprócz Czepiam się książek moim drugim blogowym dzieckiem jest strona Doppelganger Universe, która jest swoistym internetowym notatnikiem, w którym gromadzę informacje na temat sobowtórów, bliźniąt, wszelkich podwojeń i rozdwojeń. Pytanie tylko, dlaczego to robię?

Już we wczesnym dzieciństwie odczuwałam coś jakby obecność drugiej siebie. Mając kilka lat uroiłam sobie, że moja mama będąc w pierwszej ciąży, miała urodzić bliźnięta, ale jedno dziecko nie przeżyło. Przeżyłam tylko ja. To podwójnie dziwne, bo nie byłam samotnym dzieckiem. Miałam i mam o trzy lata młodszą siostrę, ale w dzieciństwie nie byłyśmy sobie szczególnie bliskie. Bardzo się różniłyśmy, a ja chyba potrzebowałam kogoś do mnie podobnego. Zewnętrznie i wewnętrznie. Nie potrafię powiedzieć w jakim dokładnie byłam wtedy wieku. Mogłam mieć siedem, osiem, może dziewięć lat… Na pewno więcej niż sześć i nie więcej niż dziesięć. Mój doppelganger nie był klasycznym wyimaginowanym towarzyszem, nic z tych rzeczy. Po pierwsze nigdy nie zwizualizowałam mojej bliźniaczki. Podświadomie wiedziałam, że jest taka jak ja, ale nigdy nie widziałam jej siedzącej ze mną w pokoju, czy chodzącej u mojego boku. To było tylko wyobrażenie – słowo fantazmat, którego wtedy rzecz jasna jeszcze nie znałam, idealnie tu pasuje – i poczucie, że jest ktoś jeszcze.

Przeczytałam kiedyś, że wcale nie jest to taki rzadkie, jak mogłoby się wydawać. Wielu ludzi na pewnym etapie życia uważa, że jest jednym z pary bliźniąt, tym które ocalało, podczas gdy drugie zmarło jeszcze w łonie matki, lub tuż po porodzie. Jest to pewien archetyp, który musi mieć związek z poczuciem niepełności, utraty i braku, ale nie potrafię – jeszcze – tego bliżej wyjaśnić. Czasami to irracjonalne poczucie znika, a czasami nie. Wtedy urojony sobowtór zostaje z człowiekiem do końca życia…

Continue reading

Joanna Bator „Rekin z parku Yoyogi” [recenzja]

Odkąd książka Joanny Bator Ciemno, prawie noc została nominowana do Nagrody Literackiej „Nike”, a następnie ją zdobyła, obiecuję sobie, że ją przeczytam. Jestem beznadziejna w spełnianiu złożonych samej sobie obietnic, bo minęły całe lata, a ja nadal nie sięgnęłam po tę powieść. Ale… zawsze jest jakieś ale. Będąc ostatnio w bibliotece, dostrzegłam leżącą tuż przy ladzie nowszą książkę Bator. I mimo że moim łupem miały paść zupełnie inne lektury, podjęłam spontaniczną decyzję. Biorę. Od czegoś trzeba zacząć. Spodobała mi się ta nietypowa okładka i równie niecodzienny tytuł. Następnego dnia wzięłam się za Rekina z parku Yoyogi i pochłonęłam go błyskawicznie. Kiedy już zaczęłam czytać, jak zwykle opublikowałam kilka zdjęć na Instagramie. Dzięki komentarzom odkryłam, że dla wielu osób jest to najsłabsza z książek Bator. Mnie się bardzo spodobała. A skoro tak, to wszystkie inne – te znacznie lepsze – tym bardziej muszę przeczytać. I to jak najprędzej!

Continue reading