CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Tag: ekranizacja

Federico García Lorca. Życie. Wiersze. Dramat „Krwawe gody” i jego ekranizacja

Zaczęło się od filmu. Który to już raz? Miłość do literatury i kina jest jak dwie nici spirali DNA. Splątane i nierozerwalne.

Zazwyczaj staram się czytać, a dopiero później oglądać ekranizację, ale nie raz zdarzyła się sytuacja odwrotna. Tak bywa chociażby w przypadku klasyki kina, genialnych filmów, które sławą przerosły swoje literackie pierwowzory. Kilka razy zdarzyło mi się też szukać powieści albo poematów pod wpływem zasłyszanego w filmie krótkiego cytatu, czy dłuższego  fragmentu… A jak było z Krwawymi godami

Na film natknęłam się całkowicie przypadkowo, nigdy o nim nie słyszałam. Może ze względu na analogiczny do Gorzkich godów – które uwielbiam – tytuł postanowiłam obejrzeć w ciemno. Najpierw zachwyt i wzruszenie wywołane seansem, później szperanie po bibliotekach w poszukiwaniu wszystkiego, co wyszło spod pióra Federico Garcii Lorci, autora dramatu, który był podstawą scenariusza filmu. Samo nazwisko Lorci było mi znane, ale  jego twórczość pozostawała terra incognita. Jak zwykle był lęk, czy udźwignę jego poezję – okazuje się, że nawet dramaty Lorci są bardzo poetyckie – czy zrozumiem, o czym pisał, co chciał powiedzieć. Szybko dałam się porwać tekstom Lorci. Zarówno dramatom, tak pięknie łączącym mimetyzm z realizmem magicznym, jak i poezji, która umieszcza hiszpańską tradycję i folklor w szerszym kontekście. 

Continue reading

Joanna Bator – wieczór autorski (Olsztyn, Dom Mendelsohna)

Z wczorajszego spotkania z Joanną Bator wyszłam odurzona. Dam sobie dziś spokój ze stopniowaniem napięcia i powiem od razu, bo będzie się działo w moich ulubionych światach – czyli książkowym i filmowym. Po pierwsze trwają prace nad ekranizacją Ciemno, prawie noc (za reżyserię odpowiada Borys Lankosz). Po drugie kolejna powieść Joanny Bator – której premiera za około dwa miesiące – będzie o… sobowtórach i podwojeniach, słowem zaroi się w niej od doppelgängerów. Nie mogło mnie spotkać większe szczęście. Chociaż mogło. I spotkało. Możliwość krótkiej rozmowy z Joanną Bator i podpisane przez nią egzemplarze książek, które zajmą honorowe miejsce w mojej domowej biblioteczce… Na długo zapamiętam ten wieczór.

Continue reading

Jan Jakub Kolski – „Jańcio Wodnik i inne nowele” [recenzja + konkurs]

Jańcio Wodnik i inne nowele to zbiór sześciu obszerniejszych opowiadań, z których większość została zekranizowana przez samego autora. Jan Jakub Kolski jest nie tylko pisarzem, ale też scenarzystą filmowym i teatralnym oraz reżyserem. Zarówno jego proza jak i filmy przenoszą w świat baśniowy, ale i mroczny, nieprzewidywalny, niepokojący.

Historie Kolskiego z jednej strony są do siebie podobne – wszystkie dzieją się na wiejskiej prowincji, w przybliżeniu w latach 60-tych i 70-tych, a głównym bohaterem każdej z nich jest prosty mężczyzna – jednak odnajdziemy w tych opowieściach różnorodność, bogactwo tematyki i symboliki. Opisywany przez Kolskiego świat to miejsce na styku realności i snu. Głęboka wiara chrześcijańska, na każdym kroku miesza się z zabobonami i pogańskimi obrzędami. Jasnowidzenie, prorocze sny, wizje i małe cuda są tu niemal codziennością. Spotkania z duchami, które błąkają się po okolicy nie mogąc odejść w zaświaty, widma nie tylko ludzi, ale i zwierząt, których ujrzenie jest złym omenem, groźne istoty znane z legend, przenikające do świata realnego. Klątwy i uroki, prawdziwi uzdrowiciele i szarlatani, stygmatycy, noworodki z ogonkami, strzygi, wodniki i inne demony, miejsca o magicznej mocy, etc., etc. Opowiadania Kolskiego to kwintesencja niesamowitości. Jest nastrojowo, nad każdą chatą unosi się aura tajemnica, ale jednocześnie istnieje balans między ziemskim a nadprzyrodzonym. Wszystkie elementy do siebie pasują, nie czujemy się przytłoczeni nadmiarem niezwykłości, jesteśmy skłonni uwierzyć w istnienie tego nadzwyczajnego świata opisywanego w sposób poetycki i subtelny.

Po chwili zza prześwietlonych na srebrnoszaro drzew wychynęła wolno jakaś postać. Podeszła kilka kroków (…) Był to prawie nagi mężczyzna… z głową wilka (…) Stworzenie podeszło jeszcze dwa kroki. Zatrzymało się. Było dość daleko, a mimo to zobaczyła wyraźnie wielki wilczy łeb z mądrymi oczami, zrośnięty z muskularnym ciałem mężczyzny. Patrzyli na siebie przez długą chwilę. Potem istota wydała z siebie cienki zaświst. Wilczyca postawiła uszy, naprężyła się i kilkoma skokami przypadła do nóg swojego pana. Odeszli w noc.

Continue reading

„Mechaniczna pomarańcza”. Oryginał, przekłady, cenzura, kontrowersje wokół publikacji, ekranizacja

Clockwork Orange budzi na kolejnych etapach lektury sprzeczne odczucia. Ambiwalentny stosunek do tej powieści mieli zarówno jej twórca, jak i autor polskich przekładów. Fascynacja i bunt. Zachwyt nad odwagą i pomysłowością Anthony’ego Burgessa i przerażenie, że wizja ta po części już się ziściła i codziennie urzeczywistnia się na naszych oczach…

Długo zastanawiałam się, od czego zacząć ten tekst. Zdecydowałam, że najlepiej od cytatów. Jeśli przez nie przebrniecie, to znaczy że Mechaniczna pomarańcza zaintrygowała was na tyle, by czytać dalej. Jeśli nie dacie rady przetrawić tego obłąkańczego słowotoku, jeszcze nie czas na zmierzenie się z kultowym dziełem Burgessa…

Przyznaję, że sama nie od razu doceniłam tę powieść. Miałam dwa podejścia do Mechanicznej pomarańczy. Za pierwszym nie szło mi najlepiej… Minęło kilka lat… Za drugim to już nie było czytanie, to była obsesja. Na pierwszy ogień poszedł u mnie przekład w wersji R, relatywnie najmniej przystępny, ale podejrzewam, że tylko dla kogoś, kto – jak ja – słabo zna język rosyjski. Potem przekład w wariancie A. Czysta lekturowa przyjemność. I na koniec angielskojęzyczny oryginał. Wisienka na torcie, chociaż nie obeszło się bez zaglądania do słowniczka na końcu książki.

Continue reading

Pomiędzy wróblem a brzegiem ust. „Kosmos” Gombrowicza

Wszystko znaleźć można w kotle bezdennym stających się zdarzeń (…) Nie ma kombinacji niemożliwej… Każda kombinacja jest możliwa…

Pisał Witold Gombrowicz w Kosmosie. Kosmos. Cóż to takiego…? Opowieść o martwym wróblu, który stał się adresatem regularnych pielgrzymek, „personatem, odbierającym wizyty”? Pełna absurdu i dialogów rodem z domu wariatów powieść o tajemniczym spisku? Historia człowieka, który się nieszczęśliwie zakochał? Opowieść o zdeformowanych, abiektalnych ustach, które z jednej strony wydają się odrażająca aberracją – w sensie fizycznym i kosmologicznym – z drugiej obsesyjnie pociągają? Traktat o nieskończoności, ciągłym stawaniu się i transformacji świata, niemożności uchwycenia chwili, dojrzenia prawdy i kształtu rzeczywistości? Kosmos to po prostu kosmos. Jest w nim wszystko i może być wszystkim. Nie do końca zbadany, piękny ale i przerażający. Przytłaczający swym ogromem.

Continue reading

Piknik pod Wiszącą Skałą – prawda czy fikcja? [książka, film, fakty i mity]

Wszyscy się zgadzali, że dzień jest wymarzony na piknik pod Wiszącą Skałą – roziskrzony letni ranek, ciepły i bezwietrzny, a za oknami na drzewach nieśplika przez całe śniadanie dzwonienie cykad i brzęczenie pszczół nad bratkami okalającymi podjazd (…) Ogrodnik już zaczął podlewać hortensje, wciąż jeszcze skryte w cieniu kuchennego skrzydła na tyłach domu. Pensjonarki z Pensji Pani Appleyard dla Młodych Dam były na nogach i spoglądały w jasne bezchmurne niebo już od szóstej, a teraz fruwały w swoich świątecznych muślinach niby chmara podnieconych motyli.

Tymi słowami rozpoczyna się powieść Joan Lindsay. Natomiast ekranizację książki otwiera poetycki cytat, będący parafrazą puenty wiersza A Dream Within a Dream Edgara Allana Poego. Rozpoczynając seans filmu Piknik pod Wiszącą Skałą, słyszymy z offu słowa:

What we see, and what we seem, are but a dream. A dream within a dream.

Nie widzimy, kto je wypowiada, wiemy tylko, że to młoda dziewczyna. Mówi o iluzoryczności świata, o tym że nasze życie może nie być prawdziwe, może być marzeniem sennym śnionym przez nas samych albo przez kogoś innego… Mówi to powoli, rozmarzonym i sennym głosem.

Historia spisana przez Joan Lindsay również sytuuje się na granicy jawy i snu. Atmosfera towarzysząca piknikowi jest sielska, ospała i oniryczna. Błogie lenistwo, zajadanie smakołyków, niespieszne rozmowy i sjesta na łonie natury. Tak uczciła dzień Świętego Walentego grupa kilkunastu zamożnych dziewcząt, które w 1900 roku przebywały na Pensji Pani Appleyard w australijskim stanie Wiktoria. Podczas pikniku w okolicach Wiszącej Skały czas zdaje się stać w miejscu. Wkrótce okaże się, że i dosłownie, i w przenośni, ponieważ zegarki uczestników wyprawy stają dokładnie w południe.

Continue reading

Yasmina Reza „Bóg mordu”. O książce i ekranizacji

Nie potrafię spojrzeć na tę książkę w oderwaniu od jej filmowej adaptacji. Pewnie dlatego, że ekranizację w reżyserii Romana Polańskiego widziałam najpierw, dlatego że oglądałam ją kilka razy i znam prawie na pamięć, i dlatego że – co się okazało – jest to najwierniejsze przeniesienie utworu literackiego na ekran jakie znam. W konsekwencji, podczas lektury miałam przed oczami twarze Jodie Foster, Kate Winslet, Johna Reilly’ego i Christopha Waltza. Jednak wcale nie umniejszyło to przyjemności z lektury. Przeciwnie. Ciekawie było przeżyć to raz jeszcze, zamiast przed ekranem, z książką w dłoni.

Continue reading

Książka czy ekranizacja? O „Psychozie” i „Dziecku Rosemary” słów kilka

Odwieczne pytanie – co lepsze, książka czy ekranizacja? Lepiej najpierw czytać, a potem oglądać, najpierw oglądać, a później czytać, czy też tylko oglądać i nie czytać wcale?…

Są dobre adaptacje filmowe dobrych książek – jak chociażby Lot nad kukułczym gniazdem, Lolita, Lśnienie, Ptasiek, Mechaniczna pomarańcza, Matka Joanna od Aniołów i… mogłabym tak długo wymieniać – ale istnieje też niemało słabych adaptacji filmowych niezłych książek. Lista tych drugich jest znacznie dłuższa, szczególnie jeśli przyjrzeć się ekranizacjom literatury współczesnej.

Najczęściej adaptacja filmowa ma to do siebie, że opowiedzianą w dziele literackim historię spłyca i upraszcza. Ale od każdej reguły są wyjątki. Dzisiaj opowiem o fenomenie filmów, które biją na głowę literackie oryginały. Nie jest to wcale sytuacja tak rzadka, jak się z pozoru zdaje. Mnie samej przychodzi na myśl kilka tytułów, których znam wersje zarówno książkowe jak i filmowe. Na przykład Harry Angel – powieść Williama Hjortsberga dobra, ale film Alana Parkera bardzo dobry. Podobnie jest w przypadku Co się zdarzyło baby Jane? Robert Aldrich zrealizował na podstawie niezłej powieści Henry’ego Farrella genialny thriller z niezapomnianymi kreacjami Bette Davis i Joan Crawford. Albo coś bardziej klasycznego – i nie z gatunku grozy – Jules i Jim. Z całym szacunkiem dla pana Henriego Pierre’a Roché’a, książka momentami mocno mnie znużyła. Tymczasem film Françoisa Truffauta – wspaniały. Prekursor nowej fali we francuskim kinie pominął wszystko co niepotrzebne. Pozbył się pretensjonalności, wykroił męczące fragmenty, a rozwinął to, co w historii najlepsze, tworząc uniwersalną opowieść o miłości i przyjaźni. O tak, byli – i nadal są – filmowcy, którzy unieśmiertelniają dzieła literackie.

Continue reading

Henry James „W kleszczach lęku” [powieść i ekranizacja]

Idealna książka na długie jesienne wieczory. Za oknem mrok, deszcz i mgła – klimat sprzyjający zatopieniu się w lekturze niepokojącej opowieści. A dlaczego ja sięgnęłam po nią właśnie teraz…? Powieść W kleszczach lęku leżała na mojej półce od dawna i od dawna obiecywałam sobie, że wreszcie ją przeczytam, ale dopiero Bernard Minier dostatecznie mnie zmotywował. Jeżeli już czytaliście Paskudną historię, o której pisałam dwa tygodnie temu, wiecie, że powieść W kleszczach lęku była ulubionym dziełem literackim jej głównego bohatera. Czytając Miniera przypomniałam sobie o zapomnianym Jamesie i nie było już odwrotu. Poza tym, od dawna jest mi znana świetna ekranizacja książki, dlatego musiałam się przekonać, jak wygląda literacki pierwowzór. A ponieważ czas i aura odpowiednia, zabrałam się za tę klasyczną, pochodzącą sprzed ponad stu lat, historię.

Powieść gotycka W kleszczach lęku została po raz pierwszy wydana w 1898 roku. Jak wiele utworów pochodzących z tej epoki, jest stylizowana na autentyczne wspomnienia. Właściwą historię poprzedza krótka relacją ze spotkania towarzyskiego. Zgromadzona przy kominku grupa ludzi, zabija nudę zimowych wieczorów, snując budzące grozę opowieści. Jeden z mężczyzn wspomina o tajemniczym manuskrypcie, zostawionym mu po śmierci przez znajomą. Przez kilka dni trzyma towarzyszy w niepewności, stopniowo rozbudzając ich ciekawość, w końcu odczytuje na głos słowa spisane przed laty przez guwernantkę, której udziałem stały się dziwne, nie dające się do końca wyjaśnić zdarzenia.

Continue reading