CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Tag: Doppelgänger

Władysław Broniewski „Nocny gość” [łyk poezji]

Są takie noce, kiedy coś niepokoi. Złe myśli nie pozwalają zasnąć. Coś niewidzialnego, ale wyraźnie złowieszczego, czai się w kącie. Powietrze jest zimne jak lód. Nie wiesz czy leżeć nieruchomo i cierpliwie czekać na sen, czy wstać z łóżka, chodzić bez celu po mieszkaniu, patrzeć na odcinające się na tle mroku białe ściany, wyglądać przez okno… Boisz się tego, co mógłbyś zobaczyć? Czyje oczy odnajdą twój wzrok w mroku nocy?

Nocny gość. Poetycki hołd oddany innemu poecie? Próba rekonstrukcji ostatnich chwil życia nadwrażliwego artysty? Historia nawiedzenia przez ducha? Wiersz Broniewskiego może być tym wszystkim. Z osobna albo jednocześnie. Mój zmysł do tropienia w literaturze podwojeń, podsuwa mi jeszcze inną możliwą interpretację. Przemawia do nas człowiek, który niedługo umrze. Który albo sam zaplanował, albo wyczuwa szóstym zmysłem zbliżający się nieuchronnie kres życia. Nawiedza go jego własne widmo, doppelgänger, zwiastun śmierci. Mężczyzna nie jest gotowy na to spotkanie, usiłuje odsunąć obraz własnego końca. Jest bezradny wobec przeznaczenia, którego już nie sposób zmienić. Nocny gość, wielowarstwowa liryczna opowieść. Mroczna literacka wizja, zaszczepiająca w wyobraźni sugestywne obrazy w kolorze bieli i krwistej czerwieni. 

Continue reading

Bliźniaki można by nazwać według
planet: Wenus i Merkury albo
Neptun i Mars. Pokochaliby nawzajem

swoje boskie ciała świecące
nad ich sobowtórami na ziemi.

– May Swenson „Gdybym miała dzieci” –

Imperium grozy potwora imieniem Drood. Dan Simmons – „Drood” [powiało grozą]

Kim jest Drood? Tajemniczy osobnik, (nie)człowiek, który sieje postrach i jest nazywany geniuszem zbrodni. Podobno przybył do Anglii z zamiarem odszukania dwojga swoich egipskich krewnych, młodych bliźniąt, które opanowały sztukę czytania sobie nawzajem w myślach. Przywiózł tysiące funtów w gotówce i majątek w złocie. Drugiej nocy został obrabowany: brytyjscy marynarze napadli go w porcie, okrutnie poranili i wrzucili do Tamizy, myśląc, że jest trupem. Ale on wrócił. Z oszpeconym ciałem i równie ohydnym umysłem powrócił z piekła, by krwawo się zemścić. Podobno odpowiada za ponad trzysta brutalnych morderstw. Pytanie tylko, czy Drood w ogóle istnieje? Może jest tylko mitem, opowiadaną od dekad miejską legendą, imieniem, które nadano widmu śmierci, by oswoić strach…

Continue reading

W świecie cielesnych oraz narracyjnych podwojeń i potrojeń. Joanna Bator „Rok królika”

Czytanie ostatnich słów i patrzenie na ostatnie litery książki Joanny Bator to dla mnie mała trauma. Z dwóch całkowicie sprzecznych powodów. Po pierwsze dlatego, że książka się kończy, po drugie dlatego, że się nie kończy…

Hipnotyzująca i surrealistyczna proza Bator działa na mnie zupełnie jak filmy Davida Lyncha. Całkowicie zatapiam się w tym wyimaginowanym świecie, a koniec opowieści wywołuje we mnie niezrozumiałe przygnębienie i uczucie pustki. Co! Już koniec? Dlaczego ta powieść taka krótka? Mogłaby mieć kolejne czterysta stron… Ale paradoksalnie powieści Joanny Bator nie mają wyraźnego zakończenia ani jednoznacznej puenty. Z jednej strony ten brak finału irytuje, z drugiej cieszy, bo historie Bator się nie zamykają. Pozostają niedomknięte. To pewne, że będą miały swój dalszy ciąg. Co więcej sama mogę sobie zalążek tej nowej opowieści wyobrazić. Początek i koniec zawsze jest podróżą, ruchem. Każdy kto czytał poprzednią książkę pisarki, Wyspę Łzę, dostrzeże, że Rok królika jest jej przedłużeniem, ale też alternatywną wersją. Z jednej strony czymś na kształt kontynuacji, z drugiej przeobrażoną i przeniesioną na bardziej nam znany grunt historią o podróży, uciekaniu przed sobą i jednoczesnym gonieniu siebie.

Continue reading

Perła miała niebieską spinkę we włosach. Ja – czerwoną. Perła mówiła gładko. Ja wyrzucałam z siebie wartki potok słów, często przerywany, usiany pauzami. Perła miała skórę białą jak mąka. Moją znaczyła letnia opalenizna i piegi, jak u łaciatego konia. Perła była dziewczęca. Bardzo starałam się być Perłą, lecz stale byłam tylko sobą.

– Affinity Konar „Mischling, czyli kundel” – 

Każda podróż jest ucieczką przed śmiercią. Joanna Bator „Wyspa Łza”

„Każda podróż jest ucieczką przed śmiercią”, pisze Joanna Bator w Wyspie Łzie. Ucieczką przed przemijaniem, ale i bezsensem trwania w bezruchu. Poprzez podróż wyraża się potrzeba spontaniczności i czerpania z życia garściami. Daleka wyprawa może też być ucieczką przed własnym cieniem, doppelgangerem, który za nami podąża. Taka podróż jest pełna niesamowitych zdarzeń. Życie zaczyna przypominać sen na jawie, realne przeplatać się z fantastycznym…

Continue reading

Sobowtór: historia nieznana. Opowieść o mojej (nie)istniejącej bliźniaczce

Nie jest tajemnicą, że mam obsesję na punkcie sobowtórów. Oprócz Czepiam się książek moim drugim blogowym dzieckiem jest strona Doppelganger Universe, która jest swoistym internetowym notatnikiem, w którym gromadzę informacje na temat sobowtórów, bliźniąt, wszelkich podwojeń i rozdwojeń. Pytanie tylko, dlaczego to robię?

Już we wczesnym dzieciństwie odczuwałam coś jakby obecność drugiej siebie. Mając kilka lat uroiłam sobie, że moja mama będąc w pierwszej ciąży, miała urodzić bliźnięta, ale jedno dziecko nie przeżyło. Przeżyłam tylko ja. To podwójnie dziwne, bo nie byłam samotnym dzieckiem. Miałam i mam o trzy lata młodszą siostrę, ale w dzieciństwie nie byłyśmy sobie szczególnie bliskie. Bardzo się różniłyśmy, a ja chyba potrzebowałam kogoś do mnie podobnego. Zewnętrznie i wewnętrznie. Nie potrafię powiedzieć w jakim dokładnie byłam wtedy wieku. Mogłam mieć siedem, osiem, może dziewięć lat… Na pewno więcej niż sześć i nie więcej niż dziesięć. Mój doppelganger nie był klasycznym wyimaginowanym towarzyszem, nic z tych rzeczy. Po pierwsze nigdy nie zwizualizowałam mojej bliźniaczki. Podświadomie wiedziałam, że jest taka jak ja, ale nigdy nie widziałam jej siedzącej ze mną w pokoju, czy chodzącej u mojego boku. To było tylko wyobrażenie – słowo fantazmat, którego wtedy rzecz jasna jeszcze nie znałam, idealnie tu pasuje – i poczucie, że jest ktoś jeszcze.

Przeczytałam kiedyś, że wcale nie jest to taki rzadkie, jak mogłoby się wydawać. Wielu ludzi na pewnym etapie życia uważa, że jest jednym z pary bliźniąt, tym które ocalało, podczas gdy drugie zmarło jeszcze w łonie matki, lub tuż po porodzie. Jest to pewien archetyp, który musi mieć związek z poczuciem niepełności, utraty i braku, ale nie potrafię – jeszcze – tego bliżej wyjaśnić. Czasami to irracjonalne poczucie znika, a czasami nie. Wtedy urojony sobowtór zostaje z człowiekiem do końca życia…

Continue reading

Claire Douglas – „Siostry” [recenzja premierowa]

Claire Douglas to kolejna autorka, która postawiła sobie za cel wywiedzenie czytelnika jej książki w pole… Chyba taka już specyfika tego gatunku. Dobre thrillery, thrillery psychologiczne i opowieści z elementami kryminału okazują się w finale czymś innym niż na początku. Nie inaczej jest w tym przypadku. Chociażby okładka. Wystarczy rzucić okiem, a  w umyśle pojawia się jakieś – choć jeszcze dość mgliste – wyobrażenie, o czym może być ta książka. Opisy na froncie i z tyłu okładki, tak zwane blurby, i ta wizja odrobinkę się wyostrza. Fragment powieści na skrzydełku okładki – o będzie mrocznie i może nawet trochę psychodelicznie… Dzień, dwa lub trzy spędzone z tą lekturą i zakończenie, kiedy przekonujecie się, że nic nie było takie, jak się spodziewaliście, a wasze teorie i domysły raczej się nie potwierdziły. Misja zmylenia i przechytrzenia czytelnika zakończona sukcesem.

Continue reading

Rafał Niemczyk „Mama umiera w sobotę” [recenzja premierowa]

Dziś na blogu ponownie debiutujący polski autor i ponownie coś dla miłośników krótkich form – zbiór siedmiu opowiadań Mama umiera w sobotę. Lejtmotywy pisarstwa Rafała Niemczyka to: śmierć, trup, ciało, opozycja dziecko-dorosły. W każdym z tekstów pojawia się też temat międzyludzkich relacji, interakcji, zależności, a nawet uzależnień. Uniwersum Niemczyka ma w sobie coś z absurdu i surrealizmu pisarstwa Kafki, grozy i niesamowitości twórczych światów Poego, chaosu i opresyjności literackich przestrzeni Dostojewskiego. Bohaterowie większości utworów to szaleńcy i paranoicy, którzy sami są twórcami swojego obłędu. Mają goladkinowski rys – to anonimowi, szarzy ludzie, żyjący urojonymi problemami i walczący z fantazmatycznymi wrogami.

W moim odczuciu opowiadania te można podzielić na dwie kategorie: opowieści realistyczne i historie realistyczno-metafizyczne. W przypadku pierwszych kluczowy jest mimetyzm. Autor wiernie odwzorowuje realia życia, kreśli wiarygodne portrety bohaterów. Opowiadania z drugiej kategorii ocierają się o fantastykę, realizm magiczny, wiele w nich metaforyki i symbolizmu. Zacierają się w nich granice między wyobraźnią a rzeczywistością. Podobne rozgraniczenie widoczne jest także na poziomie formy literackiej. Realistyczne historie pisane są prostym i przejrzystym językiem. Kompozycja i styl są skromne i oszczędne. W utworach tych nie ma nawet jednego zbędnego słowa. W opowiadaniach z wątkami nadnaturalnymi pojawiają się kwiecistości, gawędziarski styl i wielopoziomowa narracja.

Continue reading

S.K. Tremayne „Bliźnięta z lodu” [recenzja premierowa]

Śmierć przytrafia się każdemu (…)
a przeżycie śmierci czyjejś
jest zawsze
w jakiś sposób przeżyciem śmierci własnej.

R. Kleśta-Nawrocki

Nie mogłam przejść obojętnie obok książki S. K. Tremayne z dwóch irracjonalnych powodów. Sobowtórowe sylwetki na okładce i słowo bliźnięta w tytule to dla mnie wystarczająca rekomendacja.

Lydia i Kirstie – bliźnięta z lodu. Urodziły się w najzimniejszy, najmroźniejszy dzień roku i miały lodowobłękitne oczy i włosy jasne jak śnieg. Wyglądały identycznie. Nawet rodzice nie potrafili ich rozróżnić. Dopóki, nie zaczęły mówić, dopóki nie ujawniły się ich skrajnie różne temperamenty…

Dwie śliczne dziewczynki. Przebojowa Kirstie i introwertyczna Lydia. Kiedy mają siedem lat, zaczynają eksperymentować ze swoimi osobowościami. Topniejące, zlewające się ze sobą bliźnięta udają siebie nawzajem, testują rodziców. Robią to, co każde dziecko. Bawią się. Ale te jeux interdits, zakazane zabawy, mogą okazać się niebezpieczne. Tematowi bliźniąt niedaleko do motywu sobowtóra, a wszyscy wiemy, jak kończą się historie o rywalizujących ze sobą doppelgängerach… Cytując Johana Grimonpreza, mówi się, że jeśli spotkasz swojego sobowtóra, powinieneś go zabić, albo on zabije ciebie, was dwóch, to o jednego za dużo.

Continue reading

Rob Zombie „Panowie Salem” [recenzja + fragment powieści]

Rob Zombie jest znany szerszemu odbiorcy jako muzyk i reżyser filmowy. Ja sama nie jestem fanką jego muzyki, ale filmy uwielbiam. Szczególnie Halloween – genialny remake klasycznego horroru Johna Carpentera z 1978 roku.

Nie wiedziałam, że Zombie napisał książkę, dopóki się na nią przypadkowo nie natknęłam. Nazwisko na okładce skłoniło mnie do kupna w ciemno i nie żałuję. Zombie okazał się równie sprawnym pisarzem, jak reżyserem. Może nie powinno to dziwić, w końcu zarówno film, jak i książka, to pewien rodzaj narracji, więc jeśli ktoś pisze scenariusze to i z książką nie powinien mieć większych trudności, ale… Żeby powieść była naprawę dobra, musi mieć to coś. A Rob Zombie i jego mroczna historia to coś mają. Powiem krótko, książka wciąga, wręcz hipnotyzuje. Nie ma w niej dłużyzn, których tak obawia się każdy czytelnik, a krew leje się nieprzerwanym strumieniem. Barwne – powinnam raczej powiedzieć czerwonobarwne – opisy mocno oddziałują na wyobraźnię. Podczas lektury Panów Salem nie raz zjeżył mi się włos na ciele.

Zombie spłodził – we współpracy z B. K. Evensonem – osadzoną we współczesności opowieść luźno nawiązującą do historycznych wydarzeń z Masachusets z 1692 roku. Całkiem niedawno pisałam o Czarownicach z Salem Millera, w którym to utworze autor opierał się na źródłach historycznych. Zombie obrał ten sam temat za punkt wyjścia książki, jednak jego powieść to rasowy horror, w którym dominują wątki fantastyczne.

Continue reading

Lars Kepler „Piaskun” [recenzja premierowa]

Powieść Larsa Keplera Piaskun ma mroczną i hipnotyzującą okładkę. Przyglądałam się jej dłuższą chwilę i pomyślałam, że może znajdę tu swój ulubiony motyw literacki. Nie pomyliłam się. Pojawia się w głębi lektury, ale jaki to motyw nie zdradzę wprost, aby nie psuć nikomu przyjemności z lektury.

Na wstępie kilka słów o Piaskowym Dziadku. To istota z germańskich wierzeń, od wieków pojawiająca się w folklorze i sztuce. Jednak wiele wskazuje na to, że – podobnie jak to było w przypadku Doppelgängera – Sandmann ma swój rodowód nie w kulturze ludowej, a w literaturze. Nie zachowały się żadne podania opisujące Piaskowego Dziadka, najstarszym tekstem, w którym pojawia się ta tajemnicza postać jest opowiadanie niemieckiego romantyka Ernsta Theodora Amadeusa Hoffmanna – twórcy słynnej powieści Diable eliksiry – zatytułowane Piaskun. Możliwe zatem, że Piaskowy Dziadek najpierw pojawił się literaturze – w 1817 roku u Hoffmanna, a następnie, w 1841, w baśni Andersena – i stamtąd został wtórnie zaszczepiony na gruncie wierzeń ludowych.

Keplerowski Piaskun z legendarnym stworzeniem ma niewiele wspólnego. Tytuł powieści należy odbierać raczej jako symboliczny. Oczywiście w książce pojawiają się fragmenty legendy o Piaskunie, a nawet bezpośrednie odwołania do utworu Hoffmanna, ale na tym paralele się kończą.

Continue reading