Fatum i Furia. Lotto i Mathilde. Poznali się i niemal natychmiast pobrali. Oboje piękni i młodzi. Oboje odtrąceni przez matki. Oboje spragnieni bliskości i miłości. On, czarujący i pewny siebie. Mimo uroku i charyzmy, w gruncie rzeczy przeciętny mężczyzna. Nie wyróżniający się żadnym wielkim talentem, ale przekonany o swej wyjątkowości. Nierzadko pompatyczny i próżny. Teatralnymi gestami maskuje swoje wewnętrzne ubóstwo. Ona, enigmatyczna, wyniosła i zimna. Kierująca się w życiu zasadą: dbać o siebie, nie przywiązywać się, zero sentymentów. A jednak pokochała. Pokochała zbyt mocno, by odejść, choć przeczuwała, że nie jest dla niego dość dobra, że z inną mógłby być szczęśliwszy. Oboje poturbowani przez los i samotni. Wielu wróżyło rychły rozpad ich zawartego w pośpiechu związku, a jednak przetrwali razem prawie ćwierć wieku. Każde z nich inaczej pamięta wspólnie spędzony czas. Każde ma swoją odrębną historię, inną opowieść. Oboje mają sekrety, ale tajemnice – nawet te najgłębiej skrywane – mają to do siebie, że z czasem wychodzą na jaw. Fatum i Furia. Małżeńskie wzloty i upadki. Zwyczajna historia opowiedziana w niezwyczajny sposób.

W przeciwieństwie do wielu czytelników powieści Lauren Groff, i wbrew zapowiedzi widniejącej na odwrocie okładki, nie dostrzegam w Fatum i Furii wielkich zwrotów akcji. Nie twierdzę, że książka nie zaskakuje, mówię tylko, że nie odnalazłam w niej sugerowanego literackiego trzęsienia ziemi. Powiedziałabym raczej, że lektura przypomina w tym przypadku układanie puzzli. Powolne i niestrudzone budowanie w wyobraźni kompletnego obrazu życia dwojga ludzi.

Continue reading