CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Search results: "powieść inicjacyjna"

Jonas Gardell „Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek. Miłość”

Dwa pierwsze zdania powieści Jonasa Gardella i widzę Toma Hanksa w Filadelfii. Jestem zaintrygowana, jednocześnie czuję podenerwowanie, bo już wiem, że to jedna z tych książek, które wyciskają z czytelnika pot i łzy.

Jesteśmy w szpitalu. Wszystko sterylne, dookoła biel i żółć. Na łóżku umierający mężczyzna, obok niego drugi. Czyta choremu poezję, czasem coś mówi, najczęściej jednak milczy. Rozmyśla. „Zniknął w sobie”. Początkowo nawet nie znamy imion bohaterów, są to po prostu „młodzi mężczyźni”.

Powieść ma formę przypominającą strumień myśli uzupełniony dialogami (autor z rozmysłem pozbył się z narracji akapitów i odstępów). Historia tego co tu i teraz przeplata się z licznymi reminiscencjami. Kontrastowe obrazy przenikają się, tworząc kolaż postaci i zdarzeń: szpitalna izolacja, lato nad jeziorem, pierwsze prześladowania, wyzwiska, bicie, dzieciństwo, wspólne rodzinne obiady i rozmowy… Opowieść o dwóch chłopcach, później nastolatkach, mężczyznach zlewa się w jedno, symbolizując jedność, którą kiedyś się staną i życie, które będą dzielić.

Continue reading

Zwykła anomalia. „Jezioro”, współczesna baśń Bianci Bellovej

Boros, rybacka wioska położona nad ogromnym jeziorem. Na jej krajobraz składają się skromne chaty, rdzewiejące wraki statków oraz szarzy ludzie. A także pojawiające się z niepokojącą regularnością anomalie. Susza, plaga szarańczy, owca rodząca się z dwoma głowami, niemowlę bez nogi, niemowlę z trzema rękami, owrzodzone psy, guzy oraz wysypka na ciele dzieci i dorosłych. Wszystkie te wspominane mimochodem osobliwości rodzą podejrzenia, że osada jest miejscem skażonym. Nieprzychylnym człowiekowi. Złym.

Bianca Bellová wykreowała na kartach Jeziora pejzaż pełen paradoksów. Świat, który cechuje i nadmiar, i wybrakowanie. Niepełność symbolizują chociażby trudne do odszyfrowania napisy i nazwy miejsc z brakującymi literami czy też pozbawieni imion bohaterowie, niemowy, okaleczone rodziny, których członkowie zniknęli bez śladu na wodach jeziora, nadmiar zaś wspomniane wyżej deformacje i wewnętrzne demony bohaterów.

Continue reading

Jabłka i inne żywioły. Maciej Płaza – „Skoruń” [recenzja]

Skoruń, wiejski mikrokosmos zamknięty w szklanej kuli. Ilekroć usłyszę – jeszcze do niedawna tak obco brzmiące – słowo skoruń, wyobrażę sobie właśnie ją. Kulę, której wnętrze wypełnia drewniana chata i kilka drzew. Przed domem będzie stał wysoki mężczyzna, mimo że miniaturowy i niewyraźny, na jego szarej twarzy dostrzegę wyraz gniewu i zaciętości. W mikroskopijnym okienku zobaczę też twarz kobiety. Zatroskaną, może trochę zlęknioną. Nigdzie nie będzie chłopca. Nazywanego skoruniem, leniem, podmieńcem, łobuzem… Nie ma go w szklanej kuli. W mojej wyobraźni on jeden wyrwał się z tego świata. Jest już poza nim.

Każda szklana kula wypełniona jest płynem i drobinkami czegoś, co mieni się i odbija światło, nie inaczej jest z literacką szklaną kulą Macieja Płazy. Jego kieszonkowy glob wypełnia gęsta woda. Woda, która nie raz sprowadzała na mieszkańców tego świata widmo powodzi. I tylko jedno jest w niej niezwykłe, jeden szczegół różni ją od szklanych kul, które widziałam w filmach i na sklepowych wystawach. Kiedy nią potrząsam, zamiast konfetti i brokatu widzę jabłka. Różnej wielkości, wszystkich kolorów i kształtów. Owoce, które zawisają na chwilę jak w próżni, a potem bardzo powoli spływają w dół, by osadzić się na dachu domu, na gałęziach drzew i wilgotnej ziemi.

Continue reading

Niedojrzałe owoce. Wioletta Grzegorzewska „Guguły”

Guguły Wioletty Grzegorzewskiej to żadna nowość, a jednak niedawno o książce zrobiło się głośno za sprawą tegorocznej nominacji do Man Booker International Prize. Od lat mieszkająca w Anglii Grzegorzewska jest tam znana jako Wioletta Greg. Guguły wydano w angielskim przekładzie jako Swallowing Mercury.

Przyznam, że mam co do Guguł mieszane uczucia, jednak z przewagą tych pozytywnych. Ta niedługa, licząca nieco ponad sto stron, opowieść zachwyciła mnie i wywołała nostalgię. Lektura była swoistą podróżą w przeszłość. Własne dzieciństwo i dorastanie mimochodem stawało mi przed oczami. Mogłam identyfikować się z bohaterką i narratorką Guguł, mogłam przeglądać się w jej doświadczeniach jak w lustrze, a jednak były momenty, gdy lektura lekko rozczarowywała. Już po trzydziestu stronach odniosłam wrażenie, że cała ta historia jest jak melodia wygrywana na jednej nucie. Żadnych napięć, zmian tonacji czy tempa, żadnych fałszywych dźwięków… Był też moment, gdy pomyślałam, że Grzegorzewska trywializuje niektóre poważne tematy, takie jak chociażby wykorzystywanie seksualne. Sama nie wiem, może to i dobrze, że w odróżnieniu od innych autorów unika patosu, histerycznych i dramatycznych gestów. Jej bohaterowie nad wszystkim co się dzieje, przechodzą do porządku dziennego, bo takie jest życie. 

Continue reading