CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Search results: "bliźnięta"

„The Silent Twins”. Książki, po których chodzę posiniaczona, czyli raz jeszcze o bliźniętach

Przechodzę żałobę. Kolejny raz. Naszła mnie myśl, że powracająca fantomowa żałoba nawiedza mnie dlatego, że nigdy nie miałam okazji przeżyć tej właściwej, realnej. Nie jestem pewna kogo tym razem opłakuję. Jennifer Gibbons, swoją nieistniejącą bliźniaczkę, wszystkie rozdzielone albo zmarłe bliźnięta, siebie?

Continue reading

S.K. Tremayne „Bliźnięta z lodu” [recenzja premierowa]

Śmierć przytrafia się każdemu (…)
a przeżycie śmierci czyjejś
jest zawsze
w jakiś sposób przeżyciem śmierci własnej.

R. Kleśta-Nawrocki

Nie mogłam przejść obojętnie obok książki S. K. Tremayne z dwóch irracjonalnych powodów. Sobowtórowe sylwetki na okładce i słowo bliźnięta w tytule to dla mnie wystarczająca rekomendacja.

Lydia i Kirstie – bliźnięta z lodu. Urodziły się w najzimniejszy, najmroźniejszy dzień roku i miały lodowobłękitne oczy i włosy jasne jak śnieg. Wyglądały identycznie. Nawet rodzice nie potrafili ich rozróżnić. Dopóki, nie zaczęły mówić, dopóki nie ujawniły się ich skrajnie różne temperamenty…

Dwie śliczne dziewczynki. Przebojowa Kirstie i introwertyczna Lydia. Kiedy mają siedem lat, zaczynają eksperymentować ze swoimi osobowościami. Topniejące, zlewające się ze sobą bliźnięta udają siebie nawzajem, testują rodziców. Robią to, co każde dziecko. Bawią się. Ale te jeux interdits, zakazane zabawy, mogą okazać się niebezpieczne. Tematowi bliźniąt niedaleko do motywu sobowtóra, a wszyscy wiemy, jak kończą się historie o rywalizujących ze sobą doppelgängerach… Cytując Johana Grimonpreza, mówi się, że jeśli spotkasz swojego sobowtóra, powinieneś go zabić, albo on zabije ciebie, was dwóch, to o jednego za dużo.

Continue reading

Tetralogia nowojorska ǀ 4 3 2 1 Paula Austera ǀ Wszystkie żywoty Archibalda Isaaca Fergusona

Trochę wody upłynęło od ostatniego wpisu… Nie ma co udawać, pisze mi się ostatnio ciężko, czyta też nielekko. Napotykam na lekturowe rozczarowania i autorskie blokady, ale pojawiła się na horyzoncie pewna książka, o której muszę opowiedzieć, i której nie mam za złe, że wykradła mi tydzień z życia.

Ostatnia notka na blogu dotyczyła prozy Siri Hustvedt, dziś o monumentalnej książce jej męża, cenionego amerykańskiego powieściopisarza, Paula Austera.

Znacie to uczucie, kiedy bezpośrednio po przeczytaniu książki albo obejrzeniu filmu, macie ochotę zrobić powtórkę? Teraz, od razu. Zdarza się, jak mawiał osobliwy pisarz. Albo coś za mną chodzi, jak zauważył pewien oryginalny reżyser. Auster i jego 4321 chyba jeszcze długo będą za mną chodzić. I na pewno zdarzy mi się wrócić do tej niecodziennej powieści. A kiedy już to zrobię, posłużę się – być może wbrew intencji autora – pewnym kluczem. Postąpię tak, jak z jedną z najoryginalniejszych powieści jakie czytałam, postmodernistyczną Grą w klasy Julio Cortázara. Książką, którą można czytać na dwa sposoby: od deski do deski, strona po stronie albo według stworzonego przez pisarza szyfru. Kluczem do ponownej lektury 4321 będzie właśnie ta numeracja, tyle że odwrócona. Najpierw przeczytam wszystkie rozdziały z życia Fergusona pierwszego, późnej Fergusona drugiego, następnie trzeciego i czwartego. Może wtedy uda mi się złamać kod Austera, upewnić się, czy wewnątrz poszczególnych rozdziałów wprowadził pewne sprzeczności i alternatywy, na które – zdaje mi się – natrafiłam, ale złożona natura tej książki nie pozwala mieć pewności po jednorazowej lekturze.

Continue reading

Mój portret podwójny, czyli historia pewnej fotografii [czepiam się nie książki]

Czekały tam na mnie. Wiem to. Irracjonalna pewność. A przecież nie zobaczyłam ich od razu, chociaż stały przy samym wejściu, twarzą do kasy. Tak, twarzą. Jedną. Bliźniaczki… 

Obite i podrapane. Przybrudzone bluzki, siniaki na rękach, wyrwane włosy. Ktoś trzy razy zmieniał na nich metkę z ceną. 249, 39, 29. Chyba mimo przeceny nikt ich nie chciał. A dla mnie są bezcenne. Wyglądają na mocno zakurzone, pewnie stoją tak od dawna. Portret podwójny. Wybrakowany i uszkodzony, jak zauważyła pani w kasie, szczerze zdziwiona, że chcę go kupić. Przy wejściu panuje półmrok, może myślała, że nie zauważyłam ich blizn, więc czuła się w obowiązku mnie ostrzec. Czy zdarzyło się, że ktoś je zechciał, a kiedy zabrał na światło dzienne i zauważył, że nie są tak nieskazitelne, jak się z pozoru zdaje, odniósł i zażądał zwrotu pieniędzy? Ktoś z obsługi krzyknął, bliźniaczki do reklamacji, a po salonie rozszedł się pomruk zniechęcenia. Pod sufitem zakłębiły się niewypowiedziane na głos myśli: o, wróciły, córy marnotrawne; wiedziałem, że tak będzie; spodziewałam się tego; który to już raz… Decyduje się pani, mimo że są uszkodzone? Przecież to bliźniaczki, odpowiadam. Dla mnie to oczywistość, dla kasjerki moja odpowiedź nie ma najmniejszego sensu. Płacę mniej niż za nową książkę i wynoszę je na deszcz. Żartuję do męża, że nie mamy wolnej ściany, żeby je zawiesić – już dla Vincenta było trudno znaleźć miejsce – więc będę z nimi spała. Cieszę się, że zabieram je do domu. Tato chce otworzyć bagażnik, ale protestuję. Nie! Nie zmieszczą się, przekrzykuję wiatr. Pewnie by weszły, ale nie chcę, by jeszcze bardziej się poobijały. Wolę, żeby resztę drogi siedziały obok mnie.

Continue reading

May Swenson „Gdybym miała dzieci” [łyk poezji]

Pewne okoliczności sprawiają, że ostatnio – znów – coraz częściej słyszę zestaw pytań, którymi prawdopodobnie są torpedowane niemal wszystkie zamężne, około trzydziestoletnie kobiety. Masz dzieci? Dlaczego nie masz dzieci? Kiedy planujesz mieć dzieci?

Odpowiedź na pierwsze pytanie jest bardzo prosta i ma tylko dwa warianty. Odpowiedź na drugie i trzecie może składać się z wielu argumentów i wątpliwości, ale właściwie nie istnieje. 

Continue reading

W świecie cielesnych oraz narracyjnych podwojeń i potrojeń. Joanna Bator „Rok królika”

Czytanie ostatnich słów i patrzenie na ostatnie litery książki Joanny Bator to dla mnie mała trauma. Z dwóch całkowicie sprzecznych powodów. Po pierwsze dlatego, że książka się kończy, po drugie dlatego, że się nie kończy…

Hipnotyzująca i surrealistyczna proza Bator działa na mnie zupełnie jak filmy Davida Lyncha. Całkowicie zatapiam się w tym wyimaginowanym świecie, a koniec opowieści wywołuje we mnie niezrozumiałe przygnębienie i uczucie pustki. Co! Już koniec? Dlaczego ta powieść taka krótka? Mogłaby mieć kolejne czterysta stron… Ale paradoksalnie powieści Joanny Bator nie mają wyraźnego zakończenia ani jednoznacznej puenty. Z jednej strony ten brak finału irytuje, z drugiej cieszy, bo historie Bator się nie zamykają. Pozostają niedomknięte. To pewne, że będą miały swój dalszy ciąg. Co więcej sama mogę sobie zalążek tej nowej opowieści wyobrazić. Początek i koniec zawsze jest podróżą, ruchem. Każdy kto czytał poprzednią książkę pisarki, Wyspę Łzę, dostrzeże, że Rok królika jest jej przedłużeniem, ale też alternatywną wersją. Z jednej strony czymś na kształt kontynuacji, z drugiej przeobrażoną i przeniesioną na bardziej nam znany grunt historią o podróży, uciekaniu przed sobą i jednoczesnym gonieniu siebie.

Continue reading

Affinity Konar – „Mischling, czyli kundel” [recenzja]

Nietrudno się domyślić, że książka Affinity Konar zainteresowała mnie ze względu na motyw bliźniąt. Miała to być następna lektura pozwalająca zbliżyć się o kolejny krok do tajemnicy motywu sobowtóra i poznać kilka nowych faktów o niesamowitej więzi bliźniąt, tymczasem stała się podróżą do przeszłości – jednego z najbardziej dramatycznych okresów w dziejach świata – oraz wyprawą w głąb umysłu dziecka rozdzielonego ze swoją drugą połową i zamkniętego w obozie zagłady.

Continue reading

Sobowtór: historia nieznana. Opowieść o mojej (nie)istniejącej bliźniaczce

Nie jest tajemnicą, że mam obsesję na punkcie sobowtórów. Oprócz Czepiam się książek moim drugim blogowym dzieckiem jest strona Doppelganger Universe, która jest swoistym internetowym notatnikiem, w którym gromadzę informacje na temat sobowtórów, bliźniąt, wszelkich podwojeń i rozdwojeń. Pytanie tylko, dlaczego to robię?

Już we wczesnym dzieciństwie odczuwałam coś jakby obecność drugiej siebie. Mając kilka lat uroiłam sobie, że moja mama będąc w pierwszej ciąży, miała urodzić bliźnięta, ale jedno dziecko nie przeżyło. Przeżyłam tylko ja. To podwójnie dziwne, bo nie byłam samotnym dzieckiem. Miałam i mam o trzy lata młodszą siostrę, ale w dzieciństwie nie byłyśmy sobie szczególnie bliskie. Bardzo się różniłyśmy, a ja chyba potrzebowałam kogoś do mnie podobnego. Zewnętrznie i wewnętrznie. Nie potrafię powiedzieć w jakim dokładnie byłam wtedy wieku. Mogłam mieć siedem, osiem, może dziewięć lat… Na pewno więcej niż sześć i nie więcej niż dziesięć. Mój doppelganger nie był klasycznym wyimaginowanym towarzyszem, nic z tych rzeczy. Po pierwsze nigdy nie zwizualizowałam mojej bliźniaczki. Podświadomie wiedziałam, że jest taka jak ja, ale nigdy nie widziałam jej siedzącej ze mną w pokoju, czy chodzącej u mojego boku. To było tylko wyobrażenie – słowo fantazmat, którego wtedy rzecz jasna jeszcze nie znałam, idealnie tu pasuje – i poczucie, że jest ktoś jeszcze.

Przeczytałam kiedyś, że wcale nie jest to taki rzadkie, jak mogłoby się wydawać. Wielu ludzi na pewnym etapie życia uważa, że jest jednym z pary bliźniąt, tym które ocalało, podczas gdy drugie zmarło jeszcze w łonie matki, lub tuż po porodzie. Jest to pewien archetyp, który musi mieć związek z poczuciem niepełności, utraty i braku, ale nie potrafię – jeszcze – tego bliżej wyjaśnić. Czasami to irracjonalne poczucie znika, a czasami nie. Wtedy urojony sobowtór zostaje z człowiekiem do końca życia…

Continue reading

Claire Douglas – „Siostry” [recenzja premierowa]

Claire Douglas to kolejna autorka, która postawiła sobie za cel wywiedzenie czytelnika jej książki w pole… Chyba taka już specyfika tego gatunku. Dobre thrillery, thrillery psychologiczne i opowieści z elementami kryminału okazują się w finale czymś innym niż na początku. Nie inaczej jest w tym przypadku. Chociażby okładka. Wystarczy rzucić okiem, a  w umyśle pojawia się jakieś – choć jeszcze dość mgliste – wyobrażenie, o czym może być ta książka. Opisy na froncie i z tyłu okładki, tak zwane blurby, i ta wizja odrobinkę się wyostrza. Fragment powieści na skrzydełku okładki – o będzie mrocznie i może nawet trochę psychodelicznie… Dzień, dwa lub trzy spędzone z tą lekturą i zakończenie, kiedy przekonujecie się, że nic nie było takie, jak się spodziewaliście, a wasze teorie i domysły raczej się nie potwierdziły. Misja zmylenia i przechytrzenia czytelnika zakończona sukcesem.

Continue reading

Fatum i Furia, Amor i Psyche, theatrum mundi i pisarka-wiedźma – Lauren Groff „Fatum i Furia”

Fatum i Furia. Lotto i Mathilde. Poznali się i niemal natychmiast pobrali. Oboje piękni i młodzi. Oboje odtrąceni przez matki. Oboje spragnieni bliskości i miłości. On, czarujący i pewny siebie. Mimo uroku i charyzmy, w gruncie rzeczy przeciętny mężczyzna. Nie wyróżniający się żadnym wielkim talentem, ale przekonany o swej wyjątkowości. Nierzadko pompatyczny i próżny. Teatralnymi gestami maskuje swoje wewnętrzne ubóstwo. Ona, enigmatyczna, wyniosła i zimna. Kierująca się w życiu zasadą: dbać o siebie, nie przywiązywać się, zero sentymentów. A jednak pokochała. Pokochała zbyt mocno, by odejść, choć przeczuwała, że nie jest dla niego dość dobra, że z inną mógłby być szczęśliwszy. Oboje poturbowani przez los i samotni. Wielu wróżyło rychły rozpad ich zawartego w pośpiechu związku, a jednak przetrwali razem prawie ćwierć wieku. Każde z nich inaczej pamięta wspólnie spędzony czas. Każde ma swoją odrębną historię, inną opowieść. Oboje mają sekrety, ale tajemnice – nawet te najgłębiej skrywane – mają to do siebie, że z czasem wychodzą na jaw. Fatum i Furia. Małżeńskie wzloty i upadki. Zwyczajna historia opowiedziana w niezwyczajny sposób.

W przeciwieństwie do wielu czytelników powieści Lauren Groff, i wbrew zapowiedzi widniejącej na odwrocie okładki, nie dostrzegam w Fatum i Furii wielkich zwrotów akcji. Nie twierdzę, że książka nie zaskakuje, mówię tylko, że nie odnalazłam w niej sugerowanego literackiego trzęsienia ziemi. Powiedziałabym raczej, że lektura przypomina w tym przypadku układanie puzzli. Powolne i niestrudzone budowanie w wyobraźni kompletnego obrazu życia dwojga ludzi.

Continue reading

52 Książki #2015 – Podsumowanie roku

Podsumowanie minionego roku z lekkim poślizgiem, ale miałam ważne powody. Sporo się wydarzyło pod koniec tego roku, a zwieńczył go mój ślub w Sylwestra.

Nowy rok zaczynam z nowym nazwiskiem, ale jedno na pewno się nie zmieni – moja miłość do książek.

Wyzwanie przeczytania jednej książki tygodniowo w 2015 roku zaliczone. W minionym roku udało mi się przeczytać dokładnie pięćdziesiąt siedem książek – w tym pięćdziesiąt cztery nowe i trzy już kiedyś czytane.

W 2016 roku chciałabym utrzymać ten poziom. Ponieważ w sieci krążą wyzwania czytelnicze, których ideą jest, by przeczytać zgromadzone dotąd zapasy książek – zamiast dokupować wciąż nowe i okładać na półki na wieczne zapomnienie – i ja postanowiłam poświęcić trochę więcej uwagi tomom, które już posiadam. Oczywiście nie wyrzeknę się książkowych zakupów – to nałóg, z którym nie zamierzam walczyć – ale już zaczęłam wpisywać na listę lektur roku 2016 nieprzeczytane dotąd pozycje, które zalegają na moim biurku i na regałach.

Continue reading