CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Page 4 of 7

Był sobie raz niewidzialny człowiek, którego znudziło bycie niewidocznym. Nie chodziło wcale o to, że on naprawdę był niewidzialny, po prostu ludzie przyzwyczaili się, że go nie dostrzegają. Bo jeśli nikt cię nie widzi, to czy naprawdę istniejesz? Lecz pewnego dnia niewidzialny człowiek zdecydował. Zmuszę ich by mnie dostrzegli. Postanowił wezwać potwora….

– Patrick Ness „Siedem minut po północy” – 

Patrick Ness – „Siedem minut po północy” [recenzja]

Historie to najbardziej dzikie ze wszystkich stworzeń. Potrafią nas ścigać, gryźć i prześladować (…) Opowieści to dzikie stworzenia. Gdy je uwolnisz, kto wie, jakiego spustoszenia mogą narobić – czytamy w powieści Siedem minut po północy. To książka niezwykła z dwóch powodów, po pierwsze jest opowieścią dedykowaną dzieciom i młodzieży, a zachwyca też dojrzałych czytelników, po drugie książka jest zilustrowane niesamowicie mrocznymi ale i pięknymi grafikami autorstwa Jima Kaya. Do rąk czytelnika trafiają zatem dwie opowieści, jedna wyrażona słowami, druga obrazami.

Siedem minut po północy to powieść szkatułkowa. Jej rdzeń stanowi historia nastoletniego Conora, którego matka choruje na raka. Chłopca dręczą koszmary. Jeden z nich przenika ze świata snu do rzeczywistości. Pewnej nocy Conor budzi się dokładnie siedem minut po północy i widzi za oknem potwora… Potworem tym jest ożywiony cis. Stare drzewo rosnące przy cmentarzu nieopodal domu chłopca. Cis zabiera Conora do świata wyobraźni i snów. Podczas kolejnych spotkań przekazuje chłopcu kilka opowieści i prosi, by Conor zrewanżował się tym samym. Historie potwora są ponure i drastyczne, skrywa się w nich jednak morał, są cenna lekcją. Pokazują, że świat nie jest czarno-biały, istnieje wiele półtonów i odcieni, a niektórych ludzi i czynów nie można jednoznacznie ocenić i potępić. Na koniec Conor opowiada potworowi własną mroczną historię, której dotąd nikomu nie zdradził.

Continue reading

Perła miała niebieską spinkę we włosach. Ja – czerwoną. Perła mówiła gładko. Ja wyrzucałam z siebie wartki potok słów, często przerywany, usiany pauzami. Perła miała skórę białą jak mąka. Moją znaczyła letnia opalenizna i piegi, jak u łaciatego konia. Perła była dziewczęca. Bardzo starałam się być Perłą, lecz stale byłam tylko sobą.

– Affinity Konar „Mischling, czyli kundel” – 

Affinity Konar – „Mischling, czyli kundel” [recenzja]

Nietrudno się domyślić, że książka Affinity Konar zainteresowała mnie ze względu na motyw bliźniąt. Miała to być następna lektura pozwalająca zbliżyć się o kolejny krok do tajemnicy motywu sobowtóra i poznać kilka nowych faktów o niesamowitej więzi bliźniąt, tymczasem stała się podróżą do przeszłości – jednego z najbardziej dramatycznych okresów w dziejach świata – oraz wyprawą w głąb umysłu dziecka rozdzielonego ze swoją drugą połową i zamkniętego w obozie zagłady.

Continue reading

Próbowałam prześledzić ścieżkę między ciągle otwartymi oczami martwego chłopca a krokwiami. Co widział, gdy od nas odchodził? Nigdy nie byłam nieżywa, lecz zbliżyłam się do śmierci na tyle, by wiedzieć, że najpewniej skupił wzrok na niewielkiej szczelinie w dachu stodoły, na pęknięciu, w którym zmieścił się odległy blask gwiazdy.

– Affinity Konar „Mischling, czyli kundel” – 

Liebster Blog Award 2016 – dziesięć faktów o mnie

Kilka dni temu zostałam nominowana do zabawy/wyzwania/tagu pod hasłem Liebster Blog Award. Za sprawą Eweliny z bloga Cocteau & Co. macie okazję poznać mnie trochę lepiej, dowiedzieć się o moich pozaksiążkowych pasjach, a także wadach, zaletach i dziwactwach ;) Zastanawiając się nad dziesięcioma faktami, które mnie w jakiś sposób wyróżniają i składają się na to kim i jaka jestem, ja sama trochę lepiej siebie poznałam. Pisząc ten tekst, uświadomiłam sobie kilka rzeczy, nad którymi na co dzień za dużo się nie zastanawiam, nie analizuję… To ciekawe doświadczenie. Mam nadzieję, że moje wynurzenia was nie zanudzą. Kolejność faktów przypadkowa. Zapraszam do mojego świata :)

Continue reading

Bogumiła Salmonowicz – spotkanie autorskie (Braniewo, BCK)

Grudzień został w Braniewie zainaugurowany bardzo kulturalnie i bardzo emocjonująco. 2 grudnia w Braniewskim Centrum Kultury odbyła się wystawa malarska Andrzeja Zielińskiego, zebrani mieli okazję wypić kieliszek wina i posłuchać recitalu piosenki francuskiej, a zwieńczeniem tego niezwykle miłego wieczoru było spotkanie autorskie z elbląską poetką Bogumiłą Salmonowicz, które miałam zaszczyt poprowadzić.

Bogumiła Salmonowicz przyznaje, że pisze od dawna, ale dopiero kilka lat temu zdecydowała się opublikować swoje wiersze. Poetka aktywnie uczestniczy w elbląskim życiu artystycznym, jest członkinią Alternatywnego Elbląskiego Klubu Literackiego i Stowarzyszenia Alternatywni, autorką dwóch tomików poetyckich, „BoSa” i „Abrazje”.

Continue reading

Odkąd dojrzałam, moje ciało nie było w pełni moje. Zabrały mi je zakazy i wstyd.

– Marta Motyl „Odcienie czerwieni” – 

Marta Motyl – „Odcienie czerwieni” [recenzja]

Odcienie czerwieni to druga książka Marty Motyl, ale pierwsza, którą miałam okazję przeczytać. Na początek przyszłego roku planowana jest premiera kontynuacji tej powieści. Nie ukrywam, że mnie to cieszy, bo pierwszy tom historii o młodej wyzwolonej kobiecie poszukującej mocnych wrażeń i miłości, połknęłam w dwa wieczory i mam pewien niedosyt…

Przyznam szczerze, że zanim odebrałam książkę z rąk listonosza, wiedziałam o niej tylko tyle, że dosyć odważnie opisuje kwestie seksualności. Na różnych poziomach. Spodziewałam się, że powieść w najlepszy wypadku trafi do mojej prywatnej sekcji tak zwanych guilty pleasures. Grzeszne rozkosze to wszystko to – książki, filmy, muzyka, etc. – co nas „kręci”, a jednocześnie nie jest czymś, czym byśmy się chcieli chwalić w towarzystwie. Grzeszne rozkosze w jakiś pokrętny sposób wolą pozostać w ukryciu. Bo wstyd, bo inni by wyśmiali, nie zrozumieli. To coś intymnego. I choć Odcienie czerwieni dotykają spraw intymności i seksualności, bardzo się co do nich pomyliłam.

Rozkosze owszem, lecz wcale nie guilty. Powieść jest bardzo odważna, właściwie czytałam w życiu tylko jedną książkę, w której natknęłam się na mocniejsze sceny erotyczne, ale to chyba też dlatego, że rzadko sięgam po literaturę o podobnej tematyce. Marta Motyl ma niezwykły dar pisania o seksie w sposób obrazowy, ale nie obsceniczny. Nie ma w tym żadnej wulgarności. Kiedy opisuje się sceny erotyczne łatwo popaść w dwie skrajności – dosłowność na granicy ordynarności albo przeciwnie, uwznioślenie i przepoetyzowanie  na granicy grafomani. Marcie Motyl udaje się znaleźć złoty środek. Pisze pięknie, lirycznie. Opowiada tak, że czujemy zapach i muśnięcie oddechu na skórze, wyczuwamy napięcie i magnetyzm między bohaterami, widzimy kolory, chłoniemy słowa i obrazy wszystkimi zmysłami. To proza niespotykanie sensualna i subtelna, dobrze wyważona, nie przesadzona. A jednocześnie oddająca oba oblicza miłości fizycznej – ekstazę i destrukcyjność.

Continue reading

Ptaki nie płaczą. Chyba jedynym zwierzęciem zdolnym do płaczu, śmiechu i kłamstwa jest człowiek.

– William Wharton „Ptasiek” – 

Tegoroczna nagroda Nike. Bronka Nowicka – „Nakarmić kamień”

Dziecko wzięło stołową łyżkę i poszło kopać grób resztkom ryby. Nie był to dobry pochówek, bo nie szyty na miarę, zbyt obco skrojony. Droga z wody przez powietrze do ziemi wydaje się zbyt długa, nawet jak na ostatnią.
Smutek wyciągnął się na leżaku i czytał.
– Jak to jest – zapytał, składając gazetę – że ty w ogóle nie potrafisz płakać? Nie jesteś przecież zwierzęciem, tylko małym człowiekiem, powinnaś mieć tę sztukę w małym palcu. Zobaczmy, czy czasem nie płaczesz do środka.
Otworzył dziecku usta, w których po chwili wezbrała woda, przelała się i nie przestawała spadać po brodzie. Smutek przyłożył do niej palec i oblizał:
– Słone. Jest tak, jak myślałem.
Oderwał kawałek gazety, zagniótł w statek, włożył do niego mrówkę i zwodował w ciągle otwartych ustach.
– Tak – powiedział, patrząc, jak papier nasiąka, a mrówka wspina się na żagiel. – Tak – powtórzył, a miało to znaczyć tyle co westchnienie nad pięknem stworzonej przed chwilą figury.
Po jakimś czasie wyrzuciło statek na brzeg ust. Mrówka suszyła się przy nich dopóty, dopóki nie była w stanie przebierać nogami. Później poszła w dół. Gdy dziecko wylało już wszystkie zaległe łzy, smutek powiedział:
– Teraz nauczę cię jak się płacze. Jeśli tego nie pojmiesz, możesz utopić się w sobie.

Powyżej przytaczam w całości jedną z miniatur z tomiku Nakarmić kamień, zatytułowaną Statek. Wyróżnia się na tle zbioru czymś co nazwałabym surrealistycznym obrazowaniem. Jestem ciekawa czy autorka, oprócz pióra, sięga czasem po pędzel… Czytając ten krótki utwór miałam opisaną tu metaforyczną scenę – współczesną parabolę – wyraźnie przed oczami, jakby była powieszonym na ścianie płótnem, na które spoglądam.

Continue reading

Iwona Partyka – „Mroczna tajemnica Don Orestesa Gonzagi Greco” [przedpremierowo]

Spokojne osiedle gdzieś na obrzeżach Trójmiasta. Niezwykle oryginalnie nazwane ulice Homera, Ikara, Herkulesa, Oriona i Merkurego zamieszkują równie oryginalni bohaterowie. W dniu śmierci króla popu, Michaela Jacksona, w tym sielskim dotąd miejscu zaczyna dochodzić do niepokojących zdarzeń. Najpierw w lokalnych delikatesach umiera mężczyzna w średnim wieku. Właściciel nakazuje wynieść trupa na zaplecze i kontynuować sprzedaż… Później na ścianach domków jednorodzinnych, sklepu i kościoła pojawiają się enigmatyczne napisy. Groźby? Proroctwa? W zwyczajne życie zwyczajnych ludzi wkrada się przerażenie i paranoja. Podejrzliwość, prywatne śledztwa domorosłych detektywów, nieufne łypanie sąsiada na sąsiada.

Książka od początku skojarzyła mi się z Kosmosem Gombrowicza, obie historie mają podobny punkt wyjścia. Amatorskie śledztwo w sprawie… No właśnie. Jakiej? Przecież nie dzieje się nic szczególnego. Denat ze spożywczaka padł na zawał, ktoś bazgrze po murach… i tyle. Ale znudzeni monotonią codzienności obywatele nadmorskiego miasta szukają sensacji. Wyjątkowo podejrzani wydają się im nowi sąsiedzi. Rodzina, której głową jest mężczyzna z diastemą, łysy i do tego chodzący w czarnym golfie… Paskudnie podejrzane połączenie. Nie, tu zdecydowanie dzieje się coś złego…

Continue reading

Marek Šindelka – „Zostańcie z nami” [recenzja premierowa]

W moje ręce wpadła kolejna książkowa nowość od wydawnictwa Afera, które specjalizuje się we współczesnej literaturze czeskiej. Marek Šindelka to autor absolutnie mi nieznany, ale z informacji na skrzydełku książki dowiedziałam się, że, mimo młodego wieku, jest w ojczyźnie cenionym i odnoszącym sukcesy pisarzem. Zanim zabrałam się za lekturę tomu jego opowiadań, wyczytałam jeszcze na odwrocie okładki następuję słowa: Šindelka pisze rytmicznie, dynamicznie, w punkt, bez dłużyzn, jakby zdawał sobie sprawę, że w naszych czasach nic, co nie spodoba się „od pierwszego kliknięcia”, nie zostanie przeczytane.

No właśnie… Po lekturze dwóch pierwszych niedługich opowiadań w mojej głowie pojawiła się myśl, że albo nie potrafię zrozumieć i docenić prozy czeskiego autora – bo w opowiadaniach Imię i Łuk zupełnie nie dostrzegłam jego kunsztu – albo ten opis to zmyślna prowokacja. Wydawca testuje czytelnika, sprawdza, czy jest jednym z tych małostkowych i powierzchownych odbiorców, którzy nie doczekawszy się już na początku literackich fajerwerków, odkładają książkę nie dając jej – i sobie – prawdziwej szansy. Przecież już sam tytuł zbioru, Zostańcie z nami, zdaje się sugerować, że warto „zostać”. Ta fraza to sygnał, że autor ma coś w zanadrzu, że jeszcze nas zaskoczy. I rzeczywiście tak się dzieje.

Continue reading

Carl Sagan – „Kosmos” [recenzja]

Wiecie dlaczego zapragnęłam przeczytać Kosmos Carla Sagana? Nie, wcale nie przez zbieżność tytułu z moim książkowym odkryciem roku czyli Kosmosem Gombrowicza. Zapałałam kosmiczną ciekawością, ponieważ usłyszałam o tej książce w Stranger Things

W jednym z odcinków serialu szukający zaginionego przyjaciela chłopcy pytają nauczyciela, Pana Clarke’a, czy to czasem nie Sagan pisał w Kosmosie o możliwości istnienia równoległych wszechświatów. Tak trochę to zabawne, już widzę jak dwunastolatkowie czytają Sagana, ale z drugiej strony, nie jest to niemożliwe…

Paralelne wszechświaty. Od lat fascynuje mnie to zagadnienie. Dlatego kiedy usłyszałam tę frazę, w połączeniu z tytułem książki i nazwiskiem autora, wiedziałam, że to pozycja dla mnie. Miałam wyjątkowe szczęście, bo napisana w latach osiemdziesiątych książka właśnie została wznowiona przez Wydawnictwo Zysk i S-ka.

Continue reading

Charles Bukowski – „Śmieję się z bogami” [recenzja premierowa]

Śmieję się z bogami to kolejna – po O literaturze. Wykłady w Berkeley, 1980 Cortázara – publikacja od wydawnictwa W Podwórku, która jest zapisem dialogu między wielkim pisarzem, a całymi generacjami czytelników i twórców literatury. I choć tutaj sytuacja komunikacyjna była znacznie bardziej intymna niż w przypadku wykładów Cortazara, możemy chyba uznać Fernandę Pivano za medium i przedstawicielkę wszystkich tych, którzy chcieliby poznać tajniki pisarstwa i zajrzeć za kulisy życia osobistego Bukowskiego.

Włoska dziennikarka, pisarka i tłumaczka spotkała się po raz pierwszy z sześćdziesięcioletnim wówczas Charlesem Bukowskim w 1980 roku. Uzbrojona w notatnik i dyktafon odwiedziła pisarza w jego domu w San Pedro. Owocem ich szczerej rozmów jest wywiad rzeka, którego polskie wydanie właśnie trafiło do księgarń.

Continue reading

Joanna Bator – wieczór autorski (Olsztyn, Dom Mendelsohna)

Z wczorajszego spotkania z Joanną Bator wyszłam odurzona. Dam sobie dziś spokój ze stopniowaniem napięcia i powiem od razu, bo będzie się działo w moich ulubionych światach – czyli książkowym i filmowym. Po pierwsze trwają prace nad ekranizacją Ciemno, prawie noc (za reżyserię odpowiada Borys Lankosz). Po drugie kolejna powieść Joanny Bator – której premiera za około dwa miesiące – będzie o… sobowtórach i podwojeniach, słowem zaroi się w niej od doppelgängerów. Nie mogło mnie spotkać większe szczęście. Chociaż mogło. I spotkało. Możliwość krótkiej rozmowy z Joanną Bator i podpisane przez nią egzemplarze książek, które zajmą honorowe miejsce w mojej domowej biblioteczce… Na długo zapamiętam ten wieczór.

Continue reading

Łukasz Maurycy Stanaszek – „Wampiry w średniowiecznej Polsce” [recenzja premierowa]

Wraz z końcem lata zamknęłam cykl artykułów „Wakacje z wampirami”, jednak wracam do tego tematu, bo krwiopijcy ponowie w natarciu. Na rynku pojawiła się właśnie publikacja, jakiej jeszcze nie było. Tym razem książka całkowicie abstrahująca od popkulturowych, literackich i filmowych przedstawień wampira. Wampiry w średniowiecznej Polsce to opracowanie raczej wąskiego wycinka wampirycznej rzeczywistości, ale umieszczonego w kontekście całej dostępnej dziś wiedzy o wampirach, nie tylko z Polski czy Europy, ale całego świata. Przenosimy się do średniowiecza, do miasteczek i na daleką prowincję. Obserwujemy jak z połączenia nowo zaszczepionego chrześcijaństwa i przekazywanych od pokoleń ludowych wierzeń, wykluwa się idea wampira. Istoty ludzkiej i nadprzyrodzonej zarazem. Żywego trupa. Martwego ciała ożywionego demonicznym pierwiastkiem…

Continue reading

Jan Jakub Kolski – „Jańcio Wodnik i inne nowele” [recenzja + konkurs]

Jańcio Wodnik i inne nowele to zbiór sześciu obszerniejszych opowiadań, z których większość została zekranizowana przez samego autora. Jan Jakub Kolski jest nie tylko pisarzem, ale też scenarzystą filmowym i teatralnym oraz reżyserem. Zarówno jego proza jak i filmy przenoszą w świat baśniowy, ale i mroczny, nieprzewidywalny, niepokojący.

Historie Kolskiego z jednej strony są do siebie podobne – wszystkie dzieją się na wiejskiej prowincji, w przybliżeniu w latach 60-tych i 70-tych, a głównym bohaterem każdej z nich jest prosty mężczyzna – jednak odnajdziemy w tych opowieściach różnorodność, bogactwo tematyki i symboliki. Opisywany przez Kolskiego świat to miejsce na styku realności i snu. Głęboka wiara chrześcijańska, na każdym kroku miesza się z zabobonami i pogańskimi obrzędami. Jasnowidzenie, prorocze sny, wizje i małe cuda są tu niemal codziennością. Spotkania z duchami, które błąkają się po okolicy nie mogąc odejść w zaświaty, widma nie tylko ludzi, ale i zwierząt, których ujrzenie jest złym omenem, groźne istoty znane z legend, przenikające do świata realnego. Klątwy i uroki, prawdziwi uzdrowiciele i szarlatani, stygmatycy, noworodki z ogonkami, strzygi, wodniki i inne demony, miejsca o magicznej mocy, etc., etc. Opowiadania Kolskiego to kwintesencja niesamowitości. Jest nastrojowo, nad każdą chatą unosi się aura tajemnica, ale jednocześnie istnieje balans między ziemskim a nadprzyrodzonym. Wszystkie elementy do siebie pasują, nie czujemy się przytłoczeni nadmiarem niezwykłości, jesteśmy skłonni uwierzyć w istnienie tego nadzwyczajnego świata opisywanego w sposób poetycki i subtelny.

Po chwili zza prześwietlonych na srebrnoszaro drzew wychynęła wolno jakaś postać. Podeszła kilka kroków (…) Był to prawie nagi mężczyzna… z głową wilka (…) Stworzenie podeszło jeszcze dwa kroki. Zatrzymało się. Było dość daleko, a mimo to zobaczyła wyraźnie wielki wilczy łeb z mądrymi oczami, zrośnięty z muskularnym ciałem mężczyzny. Patrzyli na siebie przez długą chwilę. Potem istota wydała z siebie cienki zaświst. Wilczyca postawiła uszy, naprężyła się i kilkoma skokami przypadła do nóg swojego pana. Odeszli w noc.

Continue reading

Twin Peaks w literaturze – „Sekretny dziennik Laury Palmer”, „Sowy nie są tym, czym się wydają”, „W pogoni za wielką rybą”

Za niecałe trzy tygodnie na rynku pojawi się książka Sekrety Twin Peaks autorstwa współscenarzysty słynnego serialu, Marka Frosta. Wprost nie mogę się doczekać, kiedy wpadnie w moje ręce, a tymczasem przygotowałam krótki przegląd pozycji książkowych, które stanowią dopełnienie serialowego świata i są dla miłośników Miasteczka Twin Peaks – zarówno wiernych fanów, jak i tych nowo przybywających, których jest ostatnio coraz więcej – pozycjami obowiązkowymi.

Serial Miasteczko Twin Peaks z miejsca zrobił furorę. Kiedy tylko trafił na ekrany telewizyjne w USA zaczęło się twinpeaksowskie szaleństwo, które trwa nieprzerwanie od ponad dwudziestu pięciu lat. Jednak kto śledził poczynania najprzystojniejszego na świecie agenta, Dale’a Coopera, ten wie, że dwa sezony serialu nie dają odpowiedzi na wszystkie pytania. Wiele tajemnic i wątków pozostaje nierozwiązanych. Tę lukę częściowo wypełnia napisany przez córkę twórcy Twin Peaks niezwykle poczytny Sekretny dziennik Laury Palmer, a także późniejszy film pełnometrażowy Ogniu krocz ze mną. Dziennik Laury został wydany także w Polsce przez nieistniejące już niezależne wydawnictwo FIS i – jak na polskie realia – również stał się bestsellerem.

Jennifer Lynch Sekretny dziennik Laury Palmer (The Secret Dairy of Laura Palmer, 1990)

Książka Jennifer Lynch to quasi-autentyczny pamiętnik dojrzewającej Laury Palmer. Dziewczyna notuje w nim swoje doświadczenia i refleksje od dwunastego roku życia. Początkowo wpisy pojawiają się dość nieregularne, z czasem stają się coraz częstsze, głębsze, bardziej tajemnicze i mroczne.

Continue reading

Rose Tremain – „Lato zimą” [recenzja premierowa]

Lato zimą, zbiór trzynastu opowiadań, lektura w sam raz na jeden lub dwa jesienne wieczory.

Już otwierająca zbiór historia zatytułowana Amerykański kochanek trafia w czuły punkt. To niezwykle smutna i gorzka opowieść o kobiecie, która w wieku zaledwie trzydziestu lat czuje, że jej życie się skończyło. Ognisty i perwersyjny romans, nagle się kończy, ale okazuje się, że nie można zapomnieć. Ta historia wyniszczającego i spalającego od środka uczucia nie jest może niczym nowym, ale wyjątkowo mnie poruszyła. Zakończenie jest dokładnie takie, jakie sama bym napisała. Prawdziwe w swej prostocie i rozdzierające. Każdy kto doświadczył w życiu tęsknoty i niespełnienia, wraz z finałem tej opowieści poczuje lekkie ukłucie, może nawet uroni łezkę…

Tylko nie zrozumcie mnie źle. Opowiadania Rose Tremain absolutnie nie są ckliwe. Są za to bardzo autentyczne. Zwyczajne, można by powiedzieć, ale jest w nich jakiś ciężar i melancholia, która sączy się z stopniowo z kolejnych stron. Muszę jednak zaznaczyć, że poziom opowiadań jest dość nierówny. Jedne wdzierają się w umysł, jakby chciały tam zamieszkać na zawsze, inne niemal od razu ulatują, jak mało znacząca impresja. Na szczęście te dobre przeważają, dlatego bez wahania poleciłam zbiór Tremain, szczególnie kobietom.

Continue reading

Każda podróż jest ucieczką przed śmiercią. Joanna Bator „Wyspa Łza”

„Każda podróż jest ucieczką przed śmiercią”, pisze Joanna Bator w Wyspie Łzie. Ucieczką przed przemijaniem, ale i bezsensem trwania w bezruchu. Poprzez podróż wyraża się potrzeba spontaniczności i czerpania z życia garściami. Daleka wyprawa może też być ucieczką przed własnym cieniem, doppelgangerem, który za nami podąża. Taka podróż jest pełna niesamowitych zdarzeń. Życie zaczyna przypominać sen na jawie, realne przeplatać się z fantastycznym…

Continue reading

O czym śnią pszczoły. Laline Paull „Rój” [recenzja premierowa]

Recenzja z lekkim poślizgiem, bo książkę Laline Paull przeczytałam już ponad tydzień temu, ale opowiem wam jak to ze mną i z Rojem było.

Pierwsze rozdziały pochłonęłam jak zahipnotyzowana. Właśnie na początku powieści tak silnie wyczuwalna jest paralela pomiędzy światem pszczół a światem ludzi. Po kilkunastu stronach, na których autorka skumulowała różne oblicza przemocy aparatu władzy wobec jednostki i ukazała opresywność kontroli absolutnej, byłam gotowa zaliczyć Rój do tak zwanych powieści parabolicznych, które uwielbiam. Indoktrynacja od chwili narodzin. Wszechobecne hasło: „Podporządkowanie, posłuszeństwo, służba”… Świat przedstawiony w powieści w metaforyczny sposób odzwierciedla ludzkie społeczeństwo, ukazując pułapki utopijnych idei i zagrożenia systemu totalitarnego dla wolności jednostki. Rój jako alegoria państwa zamkniętego na zewnętrzne, broniącego się przed, obcym, innym, państwa rządzonego przez dyktatora, który wymaga bezwzględnego posłuszeństwa… Rzeczywiście na początku lektury właśnie tak postrzegałam książkę Laline Paull, jednak im dalej brnęłam w tę opowieść, tym coraz rzadziej wyobrażałam sobie w miejsce pszczół ludzi. I chociaż analogia między egzystencją pszczelą a ludzką sama się nasuwa, to może wcale nie dlatego, że autorka chciała zbudować wielką literacką metaforę człowieczego losu, ale dlatego że nasze życie w pewnych aspektach rzeczywiście bardzo przypomina życie pszczół…

Continue reading

Sobowtór: historia nieznana. Opowieść o mojej (nie)istniejącej bliźniaczce

Nie jest tajemnicą, że mam obsesję na punkcie sobowtórów. Oprócz Czepiam się książek moim drugim blogowym dzieckiem jest strona Doppelganger Universe, która jest swoistym internetowym notatnikiem, w którym gromadzę informacje na temat sobowtórów, bliźniąt, wszelkich podwojeń i rozdwojeń. Pytanie tylko, dlaczego to robię?

Już we wczesnym dzieciństwie odczuwałam coś jakby obecność drugiej siebie. Mając kilka lat uroiłam sobie, że moja mama będąc w pierwszej ciąży, miała urodzić bliźnięta, ale jedno dziecko nie przeżyło. Przeżyłam tylko ja. To podwójnie dziwne, bo nie byłam samotnym dzieckiem. Miałam i mam o trzy lata młodszą siostrę, ale w dzieciństwie nie byłyśmy sobie szczególnie bliskie. Bardzo się różniłyśmy, a ja chyba potrzebowałam kogoś do mnie podobnego. Zewnętrznie i wewnętrznie. Nie potrafię powiedzieć w jakim dokładnie byłam wtedy wieku. Mogłam mieć siedem, osiem, może dziewięć lat… Na pewno więcej niż sześć i nie więcej niż dziesięć. Mój doppelganger nie był klasycznym wyimaginowanym towarzyszem, nic z tych rzeczy. Po pierwsze nigdy nie zwizualizowałam mojej bliźniaczki. Podświadomie wiedziałam, że jest taka jak ja, ale nigdy nie widziałam jej siedzącej ze mną w pokoju, czy chodzącej u mojego boku. To było tylko wyobrażenie – słowo fantazmat, którego wtedy rzecz jasna jeszcze nie znałam, idealnie tu pasuje – i poczucie, że jest ktoś jeszcze.

Przeczytałam kiedyś, że wcale nie jest to taki rzadkie, jak mogłoby się wydawać. Wielu ludzi na pewnym etapie życia uważa, że jest jednym z pary bliźniąt, tym które ocalało, podczas gdy drugie zmarło jeszcze w łonie matki, lub tuż po porodzie. Jest to pewien archetyp, który musi mieć związek z poczuciem niepełności, utraty i braku, ale nie potrafię – jeszcze – tego bliżej wyjaśnić. Czasami to irracjonalne poczucie znika, a czasami nie. Wtedy urojony sobowtór zostaje z człowiekiem do końca życia…

Continue reading

„Mechaniczna pomarańcza”. Oryginał, przekłady, cenzura, kontrowersje wokół publikacji, ekranizacja

Clockwork Orange budzi na kolejnych etapach lektury sprzeczne odczucia. Ambiwalentny stosunek do tej powieści mieli zarówno jej twórca, jak i autor polskich przekładów. Fascynacja i bunt. Zachwyt nad odwagą i pomysłowością Anthony’ego Burgessa i przerażenie, że wizja ta po części już się ziściła i codziennie urzeczywistnia się na naszych oczach…

Długo zastanawiałam się, od czego zacząć ten tekst. Zdecydowałam, że najlepiej od cytatów. Jeśli przez nie przebrniecie, to znaczy że Mechaniczna pomarańcza zaintrygowała was na tyle, by czytać dalej. Jeśli nie dacie rady przetrawić tego obłąkańczego słowotoku, jeszcze nie czas na zmierzenie się z kultowym dziełem Burgessa…

Przyznaję, że sama nie od razu doceniłam tę powieść. Miałam dwa podejścia do Mechanicznej pomarańczy. Za pierwszym nie szło mi najlepiej… Minęło kilka lat… Za drugim to już nie było czytanie, to była obsesja. Na pierwszy ogień poszedł u mnie przekład w wersji R, relatywnie najmniej przystępny, ale podejrzewam, że tylko dla kogoś, kto – jak ja – słabo zna język rosyjski. Potem przekład w wariancie A. Czysta lekturowa przyjemność. I na koniec angielskojęzyczny oryginał. Wisienka na torcie, chociaż nie obeszło się bez zaglądania do słowniczka na końcu książki.

Continue reading

Wioletta Lekszycka „Siewcy chwastu” [recenzja przedpremierowa]

Siewcy chwastu rozpoczynają się od prawdziwego trzęsienia ziemi. W małym miasteczku dochodzi do zuchwałej zbrodni. Ktoś morduje starszą kobietę. Do zabójstwa dochodzi w kościele… Wydaje się znajome? Dokładnie tak wyglądała pierwsza zbrodnia seryjnego mordercy Karola Kota, który terroryzował Kraków w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Jedna z niechlubnych kart naszej historii. Zaatakowana przez Kota staruszka przeżyła atak. Ofiara z powieści Wioletty Lekszyckiej nie miała tyle szczęścia. Czy było to zabójstwo na tle seksualnym, czy tylko je na takie upozorowano, by zmylić śledczych? Czy mieszkańcy spokojnej dotąd miejscowości powinni obawiać się o swoje bezpieczeństwo?

Tym co od początku uderza w powieści Siewcy chwastu, jest zestawienie prostoty i czystości natury z ludzkim zezwierzęceniem. Na idyllicznym krajobrazie pojawia się obrzydliwa rysa. Za sprawą ludzkiego bestialstwa Arkadia przemienia się w ziemskie inferno. Trafiamy do miasteczka, które słynie z jeziora o krystalicznie czystej wodzie. Przyciąga ono turystów, pragnących wypocząć w zacisznym zakątku, w baśniowych okolicznościach przyrody. Z podobnego powodu zaszyła się tutaj Joanna, młoda kobieta, która przed czymś ucieka… To ona znajduje ciało zamordowanej staruszki i angażuje się w policyjne śledztwo. Podejrzenia natychmiast padają na lokalnego pijaczka i gbura, który mieszka po drugiej stronie jeziora, z dala od reszty sąsiadów. Ten gwałtowny, wynaturzony człowiek od dawna żyje poza nawiasem społeczeństwa, gardzi wszelkimi kodeksami i zasadami. Ale czy byłby w stanie popełnić tak okrutną zbrodnię? Może jest tylko kozłem ofiarnym? Wkrótce okazuje się, że znał zamordowaną kobietę, tych dwoje łączyła relacja, której nikt by nie podejrzewał…

Continue reading

Joanna Bator „Rekin z parku Yoyogi” [recenzja]

Odkąd książka Joanny Bator Ciemno, prawie noc została nominowana do Nagrody Literackiej „Nike”, a następnie ją zdobyła, obiecuję sobie, że ją przeczytam. Jestem beznadziejna w spełnianiu złożonych samej sobie obietnic, bo minęły całe lata, a ja nadal nie sięgnęłam po tę powieść. Ale… zawsze jest jakieś ale. Będąc ostatnio w bibliotece, dostrzegłam leżącą tuż przy ladzie nowszą książkę Bator. I mimo że moim łupem miały paść zupełnie inne lektury, podjęłam spontaniczną decyzję. Biorę. Od czegoś trzeba zacząć. Spodobała mi się ta nietypowa okładka i równie niecodzienny tytuł. Następnego dnia wzięłam się za Rekina z parku Yoyogi i pochłonęłam go błyskawicznie. Kiedy już zaczęłam czytać, jak zwykle opublikowałam kilka zdjęć na Instagramie. Dzięki komentarzom odkryłam, że dla wielu osób jest to najsłabsza z książek Bator. Mnie się bardzo spodobała. A skoro tak, to wszystkie inne – te znacznie lepsze – tym bardziej muszę przeczytać. I to jak najprędzej!

Continue reading

John Steinbeck „Dziennik z podróży do Rosji” [recenzja przedpremierowa]

W 1948 roku Rosja była dla przeciętnego Amerykanina terra incognita. Miejscem nieznanym, takim o którym trochę się słyszy, ale prawie nic z tego co się słyszy, nie jest prawdą. Tak samo wyglądała inwersja tej sytuacji. Dla Rosjanina Ameryka była równie tajemniczym i okrytym złą sławą krajem, znanym z opowieści, plotek, propagandy… To co obce i nieznane zawsze budzi w człowieku lęk. Amerykański pisarz, John Steinbeck, postanowił ten strach oswoić. Pokazać – bo intuicyjnie to wyczuwał – że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Tak rozpoczęła się podróż do krajów ZSRR. Od niewiadomej oraz pragnienia poznania i oswojenia legendarnego sowieckiego potwora.

Późniejszy laureat literackiej Nagrody Nobla wyruszył w nieznane wraz z fotografem – a właściwie fotoreporterem wojennym – Robertem Capą. Wspólnie stworzyli reportaż abstrahujący od polityki i uprzedzeń, aspirujący do ukazania konkretnych miejsc i codziennego życia ich mieszkańców.

Continue reading

Mateusz Kuśmierek „Historie śmiertelne” [recenzja]

Co za okładka! Androgyniczna twarz uwalana błotem i krwią. Dłonie dotykające twarzy i szyi. Dłonie dziwnie zdeformowane, z krogulczymi pazurami… Człowiek czy bestia? Żywy czy trup? Spoglądająca martwym wzrokiem postać przypomina zakopanego żywcem człowieka, który jakimś cudem wygrzebał się z grobu… Ból. Cierpienie. Pustka. Pragnienie zemsty… Co wyraża ta twarz…?

Oglądając tak mroczną okładkę, byłam przekonana, że mam przed sobą zbiór opowiadań grozy. Biorąc do ręki Historie śmiertelne myślałam, że wkraczam w świat horroru i makabry. Ale wydawca nieźle sobie zadrwił z czytelnika, albo to ja wpadłam w pułapkę stereotypów i szablonowego myślenia. Bo tom Mateusza Kuśmierka, poza tytułem i budzącą dreszczyk niepokoju okładką, niewiele ma z literacką grozą wspólnego. A wiecie co jest w tym najdziwniejsze – że wcale nie jest mi z tego powodu przykro. Historie śmiertelne to kawał dobrej książki. Osadzonej głównie we współczesności, pełnej wyrazistych bohaterów, opowiadającej o ludziach, którzy z różnych powodów znaleźli się nad przepaścią. Trafiamy w sam środek piekła. Tyle że to ziemskie inferno, które ludzie sami sobie zgotowali. Piekło wojny, piekło więzienia, piekło przemocy domowej, piekło związku bez miłości, piekło…

Continue reading

Justyna Towarek „Bohater Gombrowicza i Lema wobec chaosu rzeczywistości” [recenzja]

Tydzień temu na blogu pojawił się wpis o moich wrażeniach z lektury Kosmosu Witolda Gombrowicza. Zaraz po tym wpadła mi w ręce książka popularnonaukowa Bohater Gombrowicza i Lema wobec chaosu rzeczywistości, o której dziś kilka słów.

Po pierwsze, trochę mnie zdziwiło, że moje obserwacje z lektury Kosmosu zawarte w poprzednim wpisie, w większości pokrywają się z tym, co pisze Justyna Towarek. Wydało mi się to dziwne, bo jest to książka, bardzo bogata w symbolikę i taka, którą różnie można interpretować… Najwidoczniej autorka książki i ja myślimy podobnie i te same rzeczy przykuwają naszą uwagę…

Bohater Gombrowicza i Lema wobec chaosu rzeczywistości to książka z dziedziny literaturoznawstwa. Autorka zestawia dwie bardzo różniące się powieści – Kosmos i Śledztwo – poszukując wspólnego mianownika obu tych dzieł. Kosmos Gombrowicza opisuje dość szczegółowo, Śledztwo Lema zdecydowanie krócej. Analizuje wybrane utwory, odwołując się do różnych metodologii, perspektyw badawczych i filozofii. Psychoanaliza, antropologia ponowoczesna, perspektywa epistemologiczna, Kierkegaardowski egzystencjalizm, to tylko niektóre z nich. W książce pojawiają się też wzmianki o tekstowym charakterze rzeczywistości wykreowanej w omawianych utworach, o pisaniu jako procesie twórczym oraz relacji autor – czytelnik. Sporo miejsca poświęciła autorka kwestiom językowym oraz swoistemu „gwałtowi na języku” w Kosmosie. W rozważaniach na temat literatury nie zabrakło odniesień do biografii twórców. W publikacji znalazły się obszerne cytaty wypowiedzi Gombrowicza. Niby wszystko jest, ale coś tu jednak zgrzyta…

Continue reading

Pomiędzy wróblem a brzegiem ust. „Kosmos” Gombrowicza

Wszystko znaleźć można w kotle bezdennym stających się zdarzeń (…) Nie ma kombinacji niemożliwej… Każda kombinacja jest możliwa…

Pisał Witold Gombrowicz w Kosmosie. Kosmos. Cóż to takiego…? Opowieść o martwym wróblu, który stał się adresatem regularnych pielgrzymek, „personatem, odbierającym wizyty”? Pełna absurdu i dialogów rodem z domu wariatów powieść o tajemniczym spisku? Historia człowieka, który się nieszczęśliwie zakochał? Opowieść o zdeformowanych, abiektalnych ustach, które z jednej strony wydają się odrażająca aberracją – w sensie fizycznym i kosmologicznym – z drugiej obsesyjnie pociągają? Traktat o nieskończoności, ciągłym stawaniu się i transformacji świata, niemożności uchwycenia chwili, dojrzenia prawdy i kształtu rzeczywistości? Kosmos to po prostu kosmos. Jest w nim wszystko i może być wszystkim. Nie do końca zbadany, piękny ale i przerażający. Przytłaczający swym ogromem.

Continue reading

Katarzyna Kaczor „Od Draculi do Lestata. Portrety wampira” [WAKACJE Z WAMPIRAMI #6]

Pora podsumować i zamknąć wakacyjny cykl o literaturze wampirycznej. Nie udało mi się napisać o wszystkich książkach, które miałam w planach, ale wakacje niemal dobiegły końca, więc i my kończymy naszą przygodę z krwiopijcami. Kto wie, może cykl wróci za rok na ‚Czepiam się książek’ i będzie kontynuowany…

W ramach cyklu pojawiło się siedem artykułów. Zaczęłam od klasyki literatury – powieści Dracula i zbioru opowiadań Gość Draculi Brama Stokera, oraz Doliny Issy Czesława Miłosza, w której noblista opisał bogactwo ludowych wierzeń i – choć niewielu o tym pamięta – zawarł w tej poetyckiej powieści również wątek wampiryczny. Napisałam również kilka słów o mniej znanych utworach, takich jak Wampir Reymonta czy Historyk Kostovej. Pojawiły się też teksty o książkach popularnonaukowych: Świat wampirów. Od Draculi do Edwarda oraz W górach przeklętych. Wampiry Alp, Rudaw, Sudetów, Karpat i Bałkanów.

Na zakończenie cyklu również chciałam was zapoznać z pozycją popularnonaukową. Przed wami Katarzyna Kaczor i publikacja Od Draculi do Lestata. Portrety wampira, wydana jako jeden z tomów „Anatomii Fantastyki”. Idealna jako uzupełnienie i uporządkowanie wiedzy o literackich i filmowych krwiopijcach. Obok Wampira Marii Janion – który jest nazywaną biblią wampiryzmu – jest to najrzetelniejsze, choć nie tak obszerne, polskie opracowanie tego tematu. Co ciekawe publikacja Kaczor został wydana po raz pierwszy w 1998 roku (w moich zbiorach posiadam wydanie drugie, rozszerzone, z roku 2010), a więc na kilka lat przed słynną Biografią symboliczną wampira autorstwa profesor Janion…

Continue reading

Andrew Michael Hurley „Pustki” [recenzja przedpremierowa]

Na pewno nie raz zdarzyło się wam trafić na książkę, której autor postawił sobie za cel nie tylko opowiedzenie jakiejś historii – i to z najdrobniejszymi detalami, tak że nieszczęsny czytelnik jest bombardowany masą zbędnych szczegółów, które mógłby sam sobie dopowiedzieć albo, nie bez satysfakcji, odmalować po swojemu w wyobraźni – ale też dogłębne przeanalizowanie jej genezy, drobiazgowe opisanie motywacji bohaterów, wreszcie zadecydowanie za was, co macie o tym wszystkim myśleć, w jaki sposób ocenić, jak wartościować wydarzenia i ludzi, o których czytacie… Takich książek jest wbrew pozorom bardzo wiele i są utrapieniem dla czytelnika, którego pozbawia się przyjemności współtworzenia literackich światów. Dlatego zapominamy o nich w kwadrans po przeczytaniu ostatniej strony… Debiutancka powieść Andrew Michaela Hurleya jest przeciwieństwem opisanego powyżej fenomenu. Dawno już nie czytałam tak nieoczywistej i angażującej powieści. Skończyłam ją przedwczoraj i od tamtej pory nieustannie zastanawiam się nad tym, co wydarzyło się w Moorings…

Continue reading

Aleksander Jurewicz „Lida” [recenzja + konkurs]

„Lidę” rozpoczyna niedługi poemat, składający się głównie z zaprzeczeń… Czas stanął w miejscu. Kilkuletni chłopiec żegna się z miejscem, które do tej pory nazywał domem. Mimo, że minęło kilka dekad, a chłopiec jest już dorosły, nadal tkwi na peronie w Lidzie… Nagromadzenie negacji, pokazuje, że coś  j e s z c z e  nie nastąpiło, ale bliski jest kres. Kres czego? Dzieciństwa i beztroski, które staną się przeszłością, w momencie gdy nieruchomy pociąg jednak ruszy. Zacznie toczyć się po torach, z dudnieniem kół przypominającym rytm bicia ludzkiego serca…

Wciąż mam pięć lat i marynarski
mundurek na sobie
Wciąż na dworcu czeka
ostatni repatriancki pociąg
Nikt nie wsiada do tego pociągu
Nikt nie płacze na peronie

Continue reading

Piknik pod Wiszącą Skałą – prawda czy fikcja? [książka, film, fakty i mity]

Wszyscy się zgadzali, że dzień jest wymarzony na piknik pod Wiszącą Skałą – roziskrzony letni ranek, ciepły i bezwietrzny, a za oknami na drzewach nieśplika przez całe śniadanie dzwonienie cykad i brzęczenie pszczół nad bratkami okalającymi podjazd (…) Ogrodnik już zaczął podlewać hortensje, wciąż jeszcze skryte w cieniu kuchennego skrzydła na tyłach domu. Pensjonarki z Pensji Pani Appleyard dla Młodych Dam były na nogach i spoglądały w jasne bezchmurne niebo już od szóstej, a teraz fruwały w swoich świątecznych muślinach niby chmara podnieconych motyli.

Tymi słowami rozpoczyna się powieść Joan Lindsay. Natomiast ekranizację książki otwiera poetycki cytat, będący parafrazą puenty wiersza A Dream Within a Dream Edgara Allana Poego. Rozpoczynając seans filmu Piknik pod Wiszącą Skałą, słyszymy z offu słowa:

What we see, and what we seem, are but a dream. A dream within a dream.

Nie widzimy, kto je wypowiada, wiemy tylko, że to młoda dziewczyna. Mówi o iluzoryczności świata, o tym że nasze życie może nie być prawdziwe, może być marzeniem sennym śnionym przez nas samych albo przez kogoś innego… Mówi to powoli, rozmarzonym i sennym głosem.

Historia spisana przez Joan Lindsay również sytuuje się na granicy jawy i snu. Atmosfera towarzysząca piknikowi jest sielska, ospała i oniryczna. Błogie lenistwo, zajadanie smakołyków, niespieszne rozmowy i sjesta na łonie natury. Tak uczciła dzień Świętego Walentego grupa kilkunastu zamożnych dziewcząt, które w 1900 roku przebywały na Pensji Pani Appleyard w australijskim stanie Wiktoria. Podczas pikniku w okolicach Wiszącej Skały czas zdaje się stać w miejscu. Wkrótce okaże się, że i dosłownie, i w przenośni, ponieważ zegarki uczestników wyprawy stają dokładnie w południe.

Continue reading

Władysław Stanisław Reymont „Wampir” [WAKACJE Z WAMPIRAMI #5]

Czy każdy wampir musi wysysać krew? Zdawać by się mogło, że tak. Pożywianie się krwią jest jego immanentną cechą… Literatura zna jednak i inne wampiry. Takie, które mimo że nie wbijają ostrych kłów w nagie szyje, są równie mroczne i niebezpieczne. Kto wie, czy nawet nie bardziej…

Wampir Władysława Stanisława Reymonta to utwór niezwykły na tle pozostałej twórczości młodopolskiego artysty. Akcję osadził pisarz w Londynie. Powieść z 1911 roku przesycona jest mistycyzmem i atmosferą grozy. Bohaterką tej mrocznej historii jest Daisy, piękna, młoda i wyjątkowo enigmatyczna kobieta. Jak się okazuje, nienasycona uwodzicielka, omamiająca mężczyzn femme fatale. Z tych, którzy padną jej ofiarą, wysysa… życie.

Reymont sportretował kobietę, która czerpie swoją siłę i moc, odbierając młodym mężczyznom życiodajną energię. Daisy to wyjątkowo groźny wampir – wampir psychiczny, energetyczny. Manipuluje, odbiera wolną wolę, hipnotyzuje, kontroluje umysły i doprowadza do szaleństwa…

Analogiczną postać znajdziemy w twórczości mistrza niesamowitości i grozy, Stefana Grabińskiego. Sara Braga – bohaterka opowiadania W domu Sary – również wysysała siły witalne ze swoich kochanków, zachowując dzięki temu długowieczność, nieskazitelną urodę i młodość.

Właśnie te i podobne symboliczne reprezentacje motywu kobiety fatalnej w literaturze i sztuce legły u podstaw metaforycznego określania dominujących, niebezpiecznych kobiet mianem modliszek, demonów, a z czasem i wampirów.

Continue reading

Po-recenzja „Po-twarzy”, czyli znikający tekst i klaun, który się z ciebie śmieje [antyrecenzja]

Miała być recenzja Po-twarzy, a zamiast tego jest po-recenzji… Kilka godzin pisania na marne. Chciałam Wam opowiedzieć jaka to ciekawa książka, traktująca twarz i ciało jako zagadnienie filozoficzne, umieszczająca je w różnych kontekstach, wyjaśniająca tkwiącą w twarzy ambiwalencję, której na co dzień nie dostrzegamy, etc. Bo czy wiedzieliście, że twarz jednocześnie jest widoczna i niewidoczna – zupełnie jak ta recenzja, która była prawie gotowa, pozostało przeczytać, zrobić korektę i dodać zdjęcia… Ale najpierw lepiej zapisać zmiany, bo trzeba zapisywać – mąż mi to zawsze powtarza.

Continue reading

« Older posts Newer posts »