Daleko mi do wegetarianki, ale tempo w jakim pożarłam Zwierzynę, nawet mnie samą przeraziło. Nie ma krzty przesady w stwierdzeniu, że tom Macieja Kaźmierczaka jest dla mnie – w kategorii: twórczość polskich autorów – odkryciem roku.

Wyobraźcie sobie, że spacerujecie miastem, a z nieba spadają wam pod nogi opowiadania. Kartki opadają powoli, można złapać je w locie albo podnieść którąś z ziemi. Autor tomu Zwierzyna zorganizował taki happening – a przynajmniej zrobił to w wyobraźni. Otwierające zbiór opowiadanie jest – początkowo dość enigmatycznym – manifestem współczesnego artysty. Przez osadzenie twórcy w roli geniusza, mistrza, demaskatora, a nawet demiurga posiadającego moc kreacji oraz transformacji ludzkich umysłów, gustów i potrzeb, przywodzi na myśl romantyczne i młodopolskie manifesty poetyckie. Przy okazji autor tworzy swoje literackie alter ego, z którym niemal stapia się w jedność. To drugie ja jest kontestatorem o dość brutalnej, wywrotowej naturze i zbrodniczej wyobraźni. Ostatecznie obaj decydują się na bezkrwawą rewolucję artystyczną, której zwieńczeniem jest rozrzucenie z dachu wieżowca kartek maszynopisu… Kolejne teksty zbioru możemy traktować jako te unoszące się w powietrzu strony, zadrukowane historiami z którymi autor chce dotrzeć do czytelników.

A o czym Kaźmierczak pisze? O fałszywych, złych bogach i równie złych ludziach. O fobiach, sennych koszmarach, snach które zlewają się z jawą i przenikają do rzeczywistości. Surrealizm życia odzwierciedla autor w swoim surrealistycznym pisarstwie. Czytelnik nie raz odniesie wrażenie, że doświadcza swoistego dejà vu, czytając w innym tekście po raz drugi te same zdania, czy też oglądając te same zdarzenia z innej perspektywy. Powtórzone słowa oddziałują ze zdwojoną siłą, a umieszczone w nowym kontekście nabierają innego znaczenia. Na przykład utwory Ślepa teoria ludzkości i Zabiorę cię do raju – niełatwo je zinterpretować. Po połączeniu, zdają się na siebie nakładać, wypełniać wzajemnie luki i nieostrości. Ale te wskazówki i odpowiedzi przynoszą jednocześnie kolejne niewiadome. W opowiadaniach tych zacierają się granice logiki, wyobraźni, snu. Może wszechświat to przenikające się wymiary? Może ludzie dzielą te same sny albo śnią nawzajem swoje wspomnienia?…

Powtarzające się w twórczości Kaźmierczaka motywy to: odwieczne zło, poszukiwanie wiary, życie jako czyściec, samobójstwo, seksualność w kontekście grzechu, parafilie, tabu kazirodztwa, kompleks Edypa, sobowtór, religijni szaleńcy – jurodiwi, ukrzyżowanie, eksperymenty naukowe, eugenika, sztuczna inteligencja, archetyp opętanego rządzą władzy iście frankensteinowskiego naukowca, postapokalipsa, zagłada, śmierć.

Najwyraźniej twórca pozostaje też pod silny wrażeniem nazistowskich zbrodni. Osadzona w realiach futurystycznego miasta wizja ponownego holocaustu poraża dosłownością. Podziemia metropolii są współczesnym gettem, w którym wegetują Żydzi-robaki. Ludobójstwo ma u Kaźmierczaka różne oblicza, podobnie jak wojna. Wojny ludzi i zwierząt, ludzi i robotów, ludzi i ludzi… Trawiący wszystko ogień, człowiek i jego mordercze instynkty. Rzeź niewinnych. Ot, collateral damage. Nie przejmujmy się! Zabijanie to przecież świetna zabawa…

W większości opowiadań pojawia się motyw religii, kultu, wiary. Z jednej strony Kaźmierczak reinterpretuje odwieczne mity, dogmaty religijne, z drugiej tworzy alternatywną wersję chrześcijaństwa, prezentuje różne koncepcje genezy życia na ziemi, zarys własnej kosmogonii i kosmologii religijnej. Odwołuje się przy tym do manichejskiej wizji świata opartego na opozycjach: duch – materia, światło – mrok, dobro – zło. Pozornie panuje równowaga, ale chwilami autor zdaje się mówić: „Zła jest więcej niż dobra”. Wiara i metafizyka miesza się z nihilizmem i pesymizmem.

Jeśli chodzi o przypisanie Zwierzyny do konkretnego gatunku literackiego, to jest to zadanie niemal niewykonalne. Poszczególne opowiadania można zaliczyć do: weird fiction, horroru, fantastyki naukowej, etc. Jako całość zbiór jest pozycją eklektyczną – zarówno pod względem treści, jak i formy. Jedno jest pewne, miłośnicy takich twórców jak: George Orwell, H. G. Wells, Stanisław Lem, Aldous Huxley, Michaił Bułhakow, Jonathan Carroll, czy Thomas Ligotti na pewno nie będą książką zawiedzeni.

Mimo licznych inspiracji autor ma swój charakterystyczny styl. Jako dowód, krótka relacja z lektury. Czytając jedno z opowiadań, doznałam silnego wrażenia, że coś podobnego już widziałam. Zbliżone motywy, klimat i styl. Wyszperałam z biurka moje niezbyt liczne czasopisma literackie i w zerowym numerze „Bramy” znalazłam opowiadanie Narodziny ostatniego człowieka autorstwa Macieja Kaźmierczaka. Chyba najlepsze z numeru, skoro tak silnie wryło się w moją – zawodną i słabą jak dotąd myślałam – pamięć.

Myślę że książka Kaźmierczaka może okazać się niezłym wyzwaniem dla badaczy literatury. Wieloznaczne, pełne symboliki i silnie intertekstualne utwory można interpretować według różnych metodologii. Psychoanaliza? Jak najbardziej. Dekonstrukcja? Czemu nie. Na pewno prędzej czy później ktoś się za to zabierze…

Moim faworytem jest ironiczne opowiadanie Immemo. Na ziemi pojawia się Jezus, który postanawia wykreować apokalipsę na wzór tej opisanej w Biblii. Daje ludziom taki koniec świata, jakiego od wieków oczekują. Problem w tym, że „zbawiciel” nie do końca zapoznał się z tekstem objawionej księgi i popełnia – eufemistycznie mówiąc – małe faux pas

Zbiór zamyka trzyaktówka będąca kolażem wcześniejszych dzieł ze zbioru i wspomnianego już utworu Narodziny ostatniego człowieka opublikowanego w „Bramie”. Autor sam dowodzi, że jego niełatwą prozę można paradoksalnie bez trudu przenieść na inne medium. Daje nam gotową sztukę teatralną. Zbiór można by równie dobrze zekranizować. Konwencja sama się nasuwa, już po przeczytaniu pierwszego tekstu ze Zwierzyny. Rozrzucone w przestrzeni kartki lądują przed przypadkowymi czytelnikami, którzy zatopiwszy się w lekturze, wciągani są w wyobrażone światy. Każda strona to odrębna nowela filmowa.

Zwierzyna zawiera bogactwo motywów i silnie oddziałuje na wyobraźnię, mam jednak nieodparte wrażenie, że nie to jest w tekstach Kaźmierczaka najważniejsze. Celem autora jest raczej pobudzenie do refleksji nad przedstawionymi historiami. Twórczość młodego autora naprawdę daje do myślenia. Czy świat jest jednym wielkim domem wariatów? Czy to Bóg stworzył człowieka, czy człowiek Boga? A może to właśnie człowiek jest Bogiem? Czy ludzkość w ogóle jest światu potrzebna? Może lepiej zastąpić człowieka robotem albo hologramem? Czy jesteśmy tylko zwierzętami, a nasze ciała kupą mięsa? A ewolucja? Czy postęp rzeczywiście przynosi lepsze? A może rozwój to tak naprawdę zakamuflowany regres, który nieuchronnie zakończy się powrotem do pierwotnych, gwałtownych instynktów?…

Na uwagę zasługuje także strona graficzna książki. Okładkę zaprojektował sam pisarz. W zbiorze znajdziemy też kilkanaście ilustrujących opowiadania szkiców jego autorstwa. Widać, że Maciej Kaźmierczak to młody człowiek obdarzony pasją, talentem i inteligencją. Aż nie chce się wierzyć, że autorem tak dojrzałego debiutu jest dziewiętnastolatek, który część z zamieszczonych w Zwierzynie opowiadań stworzył już kilka lat temu…

Zachęcam wszystkich moich czytelników do sięgnięcia po Zwierzynę. Sama chętnie przeczytam ją ponownie, a następną książkę Macieja Kaźmierczaka kupuję w ciemno!

*

Książka do nabycia na stronie internetowej http://zwierzyna.kasprowicz.edu.pl/

img011

Autor: Maciej Kaźmierczak
Tytuł: Zwierzyna
Wydawca: Stowarzyszenie Absolwentów i Przyjaciół  II LO im. J. Kasprowicza w Kutnie
Liczba stron: 342
Wydanie: I (2015)
Oprawa: Miękka
Format: 12.5 x 19 cm
Cena z okładki: Brak
ISBN: 978-83-939338-2-2

Książka trafiła do mnie dzięki uprzejmości autora – Macieja Kaźmierczaka.