Śmierć przytrafia się każdemu (…)
a przeżycie śmierci czyjejś
jest zawsze
w jakiś sposób przeżyciem śmierci własnej.

R. Kleśta-Nawrocki

Nie mogłam przejść obojętnie obok książki S. K. Tremayne z dwóch irracjonalnych powodów. Sobowtórowe sylwetki na okładce i słowo bliźnięta w tytule to dla mnie wystarczająca rekomendacja.

Lydia i Kirstie – bliźnięta z lodu. Urodziły się w najzimniejszy, najmroźniejszy dzień roku i miały lodowobłękitne oczy i włosy jasne jak śnieg. Wyglądały identycznie. Nawet rodzice nie potrafili ich rozróżnić. Dopóki, nie zaczęły mówić, dopóki nie ujawniły się ich skrajnie różne temperamenty…

Dwie śliczne dziewczynki. Przebojowa Kirstie i introwertyczna Lydia. Kiedy mają siedem lat, zaczynają eksperymentować ze swoimi osobowościami. Topniejące, zlewające się ze sobą bliźnięta udają siebie nawzajem, testują rodziców. Robią to, co każde dziecko. Bawią się. Ale te jeux interdits, zakazane zabawy, mogą okazać się niebezpieczne. Tematowi bliźniąt niedaleko do motywu sobowtóra, a wszyscy wiemy, jak kończą się historie o rywalizujących ze sobą doppelgängerach… Cytując Johana Grimonpreza, mówi się, że jeśli spotkasz swojego sobowtóra, powinieneś go zabić, albo on zabije ciebie, was dwóch, to o jednego za dużo.

Nie inaczej jest u brytyjskiego autora. Jedna z dziewczynek ginie. Czy jest to nieszczęśliwy wypadek, a może zbrodnia z zazdrości? Po śmierci jednej z bliźniaczek podwojenie zastępuje zdwojenie. Nie istnieją już identyczne Kirstie i Lydia. Jest Lydia/Kirstie. W ciele jednego dziecka ujawniają się na przemian dwie świadomości, dwie tożsamości.

Co ma zrobić matka, która po ponad roku od śmierci ukochanego dziecka słyszy od drugiego, ocalałego, słowa: Dlaczego ciągle nazywasz mnie Kirstie, mamusiu? Kirstie nie żyje. To Kirstie umarła. Ja jestem Lydia? Zdezorientowana kobieta próbuje ustalić kim jest jej żyjąca córka i „trzymać się tego”. Tak jakby tożsamość była kwestią spontanicznego wyboru i jakby wybór ten zapewniał stabilizację psychiczną i gwarantował spokój.

Jak pomóc ośmioletniemu dziecku, które zatraciło siebie i u innych szuka odpowiedzi na pytanie, kim jestem? Jakie to musi być uczucie nie wiedzieć, kim się jest? Nie być pewnym, które ja nie żyje? Jakie to uczucie, brać udział we własnym pogrzebie?…

W powieść S.K. Tremayne na pierwszy plan wysuwają się tematy takie jak: miłość, śmierć, trauma, żałoba, kryzys tożsamości. W thrillerze tym nie pojawia się zbrodnia sensu stricto, ale są liczne małe zbrodnie. To historia rodziny trawionej przez poczucie winy, wzajemne oskarżenia, sekrety i kłamstwa. Historia ludzi ukrywających się za maskami, odgrywającymi uczucia. To opowieść o winie, wyrzutach sumienia i w pewien sposób także karze. A może odkupieniu…

Autor Bliźniąt z lodu wyzbył się hipokryzji i poprawności w odniesieniu do „podstawowej komórki społecznej”, by powiedzieć wprost, że rodzice nie kochają swoich dzieci jednakowo. Jedne są kochane bardziej, inne mniej. Jedne są ulubieńcami, inne czują się odtrącone. I nie chodzi tu o rodziny dysfunkcyjne czy patologiczne. Tremayne pisze o zwyczajnej, przeciętnej rodzinie, jakich wiele. Trudno przejść obojętnie obok rozdzierającego wyznania matki, która przedkłada jedno dziecko nad drugie i wolałaby, aby to które umarło, wróciło, a to które żyje, odeszło. Jednak taka jest brutalna prawda. Miłość ma swoją skalę. Zawsze kogoś kochamy bardziej. I siła tej miłości jest proporcjonalna do siły bólu, jaki odczuwamy po stracie. „Nie tyle moja własna śmierć jest nie do zniesienia, ile śmierć najbliższych. Bo ich kocham. I część mnie umiera razem z nimi. Dlatego można by powiedzieć, że wszelka miłość jest formą samobójstwa” – przeczytamy w Bliźniętach z lodu.

Tym, co szczególnie spodobało mi się w powieści – oprócz obsesyjnie uwielbianego przez mnie motywu bliźniąt/sobowtóra/tożsamości rzecz jasna – są elementy realizmu magicznego. Lokalizacja, wyspa, która – jak wskazują tradycyjne wierzenia i dosłowne tłumaczenie gaelickiej nazwy – jest miejscem, gdzie zaciera się cienka granica między światem żywych i światem duchów. Niejasna obecność drugiej bliźniaczki, którą można interpretować jako wytwór wyobraźni, zaburzonej psychiki, albo też odbierać jako istotę nadprzyrodzoną, metafizyczną, która ma określoną rolę do spełnienia…

Czasem wszystko jest zupełnie inne, niż sobie wyobrażamy, a czasem to, co uważaliśmy za rzeczywistość, w ogóle nie istnieje – pisze Tremayne, po czym umiejętnie rozmieszcza w powieści fałszywe tropy, tak by obraz, który czytelnik zobaczy na końcu lektury, był potężnym zaskoczeniem.

W powieści Bliźnięta z lodu znajdziecie wszystko, czego można oczekiwać od thrillera psychologicznego. Napięcie i atmosfera zagrożenia jak w Lśnieniu Stephena Kinga. Duchy, szaleństwo, krwawe wizje, izolacja, niepewność, utrata kontroli nad samym sobą, etc. A wszystko to w scenerii szalejącej nawałnicy, jakby nawet złowrogie żywioły sprzysięgły się przeciw bohaterom, chciały przypieczętować ich upadek… A może przeciwnie, zburzenie wszystkiego do fundamentów, jest jedyną drogą do katharsis? Dopiero radykalne oczyszczenie pozwoli zacząć wszystko od nowa…

Bliźnięta z lodu to emocjonująca lektura w sam raz na chłodne wczesnozimowe popołudnia i wieczory. Polecam!

S. K. Tremayne_Bliźnięta z lodu FRONT.indd

Autor: S. K. Tremayne
Tytuł: Bliźnięta z lodu
Przekład: R. Kędzierski
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 331
Wydanie: I (2015)
Oprawa: Miękka
Format: 13 x 21 cm
Cena z okładki: 34.99
ISBN: 978-83-7554-940-9