Dwie kobiety. Cztery imiona. Cztery życiorysy – dwa publiczne i dwa sekretne. Jeden spędzony razem dzień, który zamienia się w koszmar i warunkuje całe przyszłe życie. Ponad czterysta stron powieści wbijającej w fotel. Tysiące słów, które nie chcą opuścić głowy. The wicked girls. Czas lektury – jeden dzień. Czas trawienia – do tygodnia, w zależności od indywidualnych predyspozycji, albo tego, jak szybko zajmiecie się czymś innym, zaczniecie czytać coś innego, aby już dłużej nie myśleć o Dziewczynach, które zabiły Chloe. I jeszcze jedno. Lektura tej historii zatruwa organizm. Jest jak mała dawka arszeniku, nie zabija, ale odkłada się w tkankach, by pozostać w nich na zawsze.

Sam tytuł powieści wskazuje na sprawców zbrodni, dlatego – inaczej niż w przypadku większości thrillerów – nie zadajemy sobie pytania, kto zabił, tylko jak to zrobił, w jakich okolicznościach i dlaczego. Nietrudno się domyślić, że motywacją autorki będzie chęć ukazania drugiego dna tych zdarzeń. Udowodnienie, że na ich fatalny finał złożyło się wiele czynników zewnętrznych.

Jest upalny dzień. Pozbawione opieki dzieci błąkają się po wyludnionej wsi. Najpierw spotykają się Bel i Jade. Są jak ogień i woda. Bel pochodzi z zamożnej rodziny, ma nowe ubranie, kieszenie wypchane pieniędzmi oraz maniery i akcent arystokratki. Jade jest głodnym obdartusem, najmłodszym członkiem dobrze znanej policji i opiece społecznej rodziny. Jedyne co je łączy, to poczucie samotności i zagubienia. Kiedy na ich drodze staje znacznie młodsza, zaledwie czteroletnia, Chloe, nie chcą zrobić jej krzywdy. A jednak dzieje się inaczej.

Podczas procesu oskarżone nie są w stanie spojrzeć sobie nawzajem w oczy. Dostają dożywotni zakaz kontaktowania się ze sobą, po czym wchłania je machina resocjalizacyjna. Po dwóch dekadach, zupełnie przypadkowo, ich drogi znów się przecinają. Kim teraz są? Całkowitym przeciwieństwem tego, co im wróżono i  czego się po nich spodziewano.

Dziewczyny, które zabiły Chloe nie jest historią o tym jednym morderstwie. Opowieść toczy się na dwóch płaszczyznach. Bohaterki skandalu sprzed lat zostają wplątane w kolejną zbrodnię, a później następną… W nadmorskim Whitmouth znajdziecie nagromadzenie psychopatycznych zbrodniarzy i szaleńców. Powieść Marwood daje wgląd w umysł człowieka obłąkanego i opętanego żądzą mordu. Takiego, który raz zasmakowawszy krwi, poczuł że żyje. Zabijanie daje mu złudzenie władzy, siły, bycia Kimś przez wielkie K. Upajająca moc zbrodni hipnotyzuje i napędza. Ktoś taki nigdy nie przestanie zabijać, chyba że ktoś inny odkryje jego tożsamość i go powstrzyma.

Za sprawą tych współczesnych zbrodni, wkraczamy do świata Amber i Kirsty, dawniej Bel i Jade. Prawdę o wydarzeniach sprzed lat przemyca autorka w małych dawkach. Okazuje się, że właściwie nie ma znaczenia, co naprawdę wydarzyło się tamtego letniego dnia przed laty. Ważne, jak sytuację przedstawiły media, jak zapamiętali to ludzie. Nastolatki zapisały się na kartach historii, jako wcielone diablice, torturujące bezbronne dziecko i tuszujące ślady zbrodni.

Publikująca pod pseudonimem Alex Marwood autorka – z zawodu dziennikarka – obnaża działanie środków masowego przekazu. Bez przekłamań pokazuje reporterów żerujących na ludzkim nieszczęściu, doszukujących się sensacji, bezwstydnie wymyślających newsy, przekręcających cudze słowa, tak by wpasowywały się w politykę gazety czy stacji telewizyjnej. Obrywa się nie tylko mediom, ale też ich odbiorcom. Tym, którzy pozwalają narzucać sobie stanowisko, którym obce jest samodzielne myślenie, za to nieobce bezkrytyczne powtarzanie tego, co sądzi ktoś inny.

Jest to jeden z powodów, dla którego obie bohaterki żyją pod zmienionymi nazwiskami w piekle kłamstw, strachu i niepewności. Boją się „prawdy” o sobie i medialnego szumu wokół wydarzeń z dzieciństwa. Czytając o „dożywotnim zwolnieniu warunkowym” kobiet, przypomniałam sobie refleksje Fiodora Dostojewskiego i jego biografa Stanisława Mackiewicza na temat kary śmierci. Oczekiwanie na wyrok jest cierpieniem większym od samej śmierci. Świadomość rychłego odejścia, perspektywa utraty życia, sprawia, że człowiek zabijany jest dwukrotnie. Najpierw unicestwia się go psychicznie, dopiero potem fizycznie. Mam wrażenie, że morderczynie Chloe, chociaż wolne i żywe, dzielą przeżycia człowieka w celi śmierci. Są psychicznie zabijane. Nie mogą być sobą, okłamują bliskich, nie opuszcza ich strach, że prawda wyjdzie na jaw… Żyją w więzieniu, którego mury same postawiły. Wcale nie czują się wolne ani żywe. Być może dlatego Amber dokonuje na koniec tak zaskakującego wyboru. Przecież to i tak niczego nie zmieni.

Czy tak zwani urodzeni mordercy rzeczywiście istnieją? Czy zło może być genetycznie uwarunkowane i przekazywane z pokolenia na pokolenie? A może to kwestia wychowania, powielania negatywnych wzorców. Czy dorastanie w patologii może uczynić z człowieka mordercę? Czy patologiczna rodzina zawsze oznacza alkoholizm, przemoc i zaniedbane? Kto powiedział, że piękna rezydencja, zagraniczne wakacje i kucyk w stajni uczynią dziecko szczęśliwym? Skąd karmiona oziębłością, przez własną matkę traktowana jak obcy, dziewczynka ma wiedzieć czym jest delikatność i troska? Lektura Dziewczyn, które zabiły Chloe da wam odpowiedzi na część z tych pytań. Na inne będziecie musieli  odpowiedzieć sobie sami.

Żal, poczucie niesprawiedliwości, obwinianie innych, zazdrość. Odrzucenie, samotność, strach, niskie poczucie własnej wartości. Głód, zimno, bezsilność, desperacja… Powieść Marwood kipi doznaniami, odczuciami i emocjami. Autorka kreśli wiarygodne i złożone portrety psychologiczne pojedynczych bohaterów, a także portret społeczeństwa, ogólnie ludzkości. Nie jest to obraz, który napawałby dumą.

Nagroda imienia Edgara Allana Poego dla Alex Marwood w pełni zasłużona. Dziewczyny, które zabiły Chloe to historia wciągająca i wstrząsająca. Zdecydowanie warta, by ją czytać i o niej mówić. A refleksja z lektury, niestety gorzka. Nie zawsze prawda zostaje odkryta i nie zawsze płaci ten, kto zawinił. Krew na rękach nie zawsze oznacza okrutną zbrodnię, ale jeśli raz nazwą cię mordercą, zostaniesz nim na zawsze.

img006

Autor: Alex Marwood
Tytuł: Dziewczyny, które zabiły Chloe
Przekład: M. Koziej

Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 447
Wydanie: I (2015)
Oprawa: Miękka za skrzydełkami
Format: 13 x 20 cm
Cena z okładki: 34.90
ISBN: 978-83-7885-390-9