Farma – książka, którą świetnie się czyta, i o której nie wiadomo co i jak napisać. Konstrukcja powieści niezwykle prosta – rozmowa dwojga ludzi. Dialog, który z czasem przybiera formę monologu, ponieważ zszokowana druga strona nie wie co powiedzieć, boi się o cokolwiek pytać…

Początek powieści to przysłowiowe trzęsienie ziemi. Młody Brytyjczyk odbywa dwie krótkie rozmowy telefoniczne z rodzicami, którzy niedawno zamieszkali w Szwecji. Ojciec Dana informuje go, że matka trafiła do kliniki psychiatrycznej, jest z nią źle i wymaga leczenia. Matka twierdzi, że ojciec zamieszany jest w okrutną zbrodnię i aby ją zatuszować, usiłuje zrobić z żony wariatkę.

Mamy zatem słowo przeciwko słowu i człowieka, który musi dokonać trudnego wyboru, komu zaufać, po czyjej stanąć stronie.

Matka Dana niespodziewanie zjawia się w Londynie. Prosi młodego mężczyznę, by wysłuchał jej opowieści „z otwartym umysłem” i nie oceniał zbyt pochopnie, dopóki nie usłyszy wszystkiego. Relacja kobiety jest podejrzanie precyzyjna i uporządkowana. Brakuje w niej naturalności i emocji. Brzmi jak wyuczona na pamięć. Odczuć tych nie zmienia nawet powtarzany przez kobietę jak mantra argument, że „pilnowanie chronologii jest oznaką zdrowia psychicznego”. Oprócz słów jest coś jeszcze – wielka torba wypchana po brzegi „dowodami”. Świadectwa prezentowane przez kobietę, są mało przekonujące. Dowodzą prawdziwości pewnych zdarzeń, ale niekoniecznie trafności ich interpretacji.

Historia przedstawiona w Farmie trzyma w napięciu i wywołuje ambiwalentne odczucia. Szczegółowe sprawozdanie z minionych miesięcy momentami wydaje się wiarygodne, a momentami sfabrykowane. Snująca opowieść bohaterka jest racjonalna i spokojna – chwilami aż za spokojna – ale też zdradza symptomy paranoi. Czytając jedną stronę odbiorca wierzy jej słowom, czytając następną, już nie. Lektura Farmy to emocjonalna huśtawka, a prawda do samego końca pozostaje nieodkryta.

Prostota przekazu tej powieści jest odwrotnie proporcjonalna do ładunku emocjonalnego, jaki zawiera. Książka zrobiła na mnie takie wrażenie, że paradoksalnie nie wiem co miałabym napisać, żeby zachęcić do jej lektury, jednocześnie nie demaskując przed potencjalnym czytelnikiem jej atutów. Dlatego moja dzisiejsza recenzja też jest oszczędna. Warto sięgnąć po Farmę. Gwarantuję, że najpierw trudno się od niej oderwać, a później o niej zapomnieć.

img007

Autor: Tom Rob Smith
Tytuł: Farma
Przekład: A. Szulc

Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 383
Wydanie: I (2015)
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 13 x 20 cm
Cena z okładki: 34.90
ISBN: 978-83-7885-459-3