Wyobraźcie sobie niewielką amerykańską miejscowość niedaleko granicy z Kanadą. Spokojne i ciche miejsce, niemal dziewicza przyroda. Poczujcie szum wiatru, szelest liści w koronach majestatycznych sosen i daglezji. Zobaczcie w oddali wierzchołki Gór Kaskadowych. Usłyszcie pohukiwania sów po zmroku. Jesteście na miejscu?

Mieszka tu szesnastolatka, która uchodzi za ideał i lubi znajdować się w centrum zainteresowania. Młodziutka, wkraczająca w dorosłość kobieta jest zagubiona i zdarza jej się igrać z ogniem. Kiedy pewnego dnia nie zjawia się w szkole, jej chłopak – z którym zerwała poprzedniego wieczoru – i zaniepokojeni przyjaciele przeczuwają najgorsze. Ciało dziewczyny zostaje znalezione na plaży. Po jej śmierci na jaw wychodzą kolejne tajemnice. Seksualne ekscesy, podwójne życie… Bardzo wiele paskudnych sekretów.

Nie. Wcale nie streszczam fabuły serialu Miasteczko Twin Peaks i filmu Ogniu krocz ze mną. Przekonajcie się sami, że właśnie tak zaczyna się najnowsza powieść Bernarda Miniera. Na początku Paskudnej historii pojawia się wiele atrybutów przynależących do – stworzonego dwadzieścia pięć lat temu przez Davida Lyncha – uniwersum Twin Peaks. Oprócz wspomnianych powyżej zdarzeń i lokalizacji są też: trzymany w ukryciu dziennik ofiary, dowody zbrodni zakopywane ukradkiem w lesie, śledztwo prowadzone przez przyjaciół zamordowanej, sny, będące transcendentnymi wskazówkami do odkrycia prawdy o makabrycznej zbrodni, a nade wszystko unoszący się wokoło autentyczny klimat tajemniczości. 

Atmosfera małomiasteczkowej sielanki stopniowo ustępuje scenom rodem z powieści szpiegowskiej. Autor umieścił akcję Paskudnej historii w fikcyjnym miejscu – na niewielkiej wyspie na Pacyfiku, w połowie drogi między Seattle a granicą z Kanadą. Żaden z mieszkańców nawet nie podejrzewa, że odizolowany od kontynentu archipelag San Juan znajduje się pod stałą obserwacją potężnych służb. Minier stworzył portret pozornie zżytej, a w rzeczywistości zakłamanej społeczności, w której każdy bez wyjątku skrywa sekret, i na jej przykładzie zilustrował mechanizmy działania współczesnego Wielkiego Brata. Satelity, drony, podsłuchy, najnowsze komputery etc., wszystko to jest wykorzystywane w celu inwigilowania i kontrolowania mieszkańców Glass Island. Oprócz tego pisarz porusza bardzo aktualny temat internetowej nagonki, hejtu, „mowy nienawiści rozprzestrzeniającej się w sieci jak ogień na kałuży benzyny”, pokazując jak łatwo – naiwnie wierzący w swoją anonimowość – człowiek może zatruć cudze i własne życie. Bohater powieści musi zmierzyć się na przykład z facebookową „ankietą”. Jego nazwisko znalazło się na liście podejrzanych o zabójstwo. Każdy może wyrazić swoja opinię, „oddając głos” na rzekomego sprawcę. Podobne, a nawet gorsze rzeczy już się dzieją. To tylko kwestia czasu, kiedy kolejna granica wolności słowa i zwyczajnej ludzkiej przyzwoitości zostanie przekroczona.

„Nie staraj się być nowoczesny. To jedyna rzecz, która – cokolwiek byś uczynił – niestety cię nie ominie”, powiedział kiedyś Salvador Dali. Nadal istnieją ludzie, którzy, z różnych powodów, stronią od nowoczesnych technologii – chociaż, nie oszukujmy się, ułatwiają nam one życie, pozwalają zaoszczędzić wiele czasu i trudu – i pilnie strzegą własnej prywatności. Jednak większość z nas nie wyobraża sobie dnia, czy nawet godziny, bez komputera, smartphone’a oraz innych dobrodziejstw postępu cywilizacyjnego. I chociaż jesteśmy świadomi zagrożeń, jakie niosą, ta świadomość wcale nie czyni nas mniej narażonymi na utratę intymności i tożsamości.

Wracając do książki, już po kilkudziesięciu stronach miałam swoją teorię, kto jest mordercą. Stopniowo hipoteza ta stawała się coraz mniej prawdopodobna, jednak finał pokazał, że to pierwsze założenie było słuszne. Dzięki wieloperspektywicznej narracji autor igra z czytelnikiem. Pierre Péju napisał: „Aby coś dobrze ukryć, trzeba pokazać, dużo pokazać”. Wydaje się, że Minier – bardziej czy mniej świadomy rady kolegi po fachu – wciela te słowa w czyn. Wprowadzając co i rusz nowe wątki oraz namnażając fałszywe tropy, paskudnie pogrywa sobie z odbiorcą i mistrzowsko go zwodzi. Kiedy zyskujemy pewność, że coś jest takie, a nie inne, Minier wywraca wszystko na nice. Oprócz tego w pewnym momencie dociera do nas, że odkrycie tożsamości mordercy zeszło na dalszy plan. Jest tyle innych pytań bez odpowiedzi i tajemnic do odkrycia…

Chciałabym napisać znacznie więcej o tej trzymającej w napięciu historii, ale wiązałoby się to ze zdradzeniem szczegółów istotnych dla finału opowieści. Nie będę wam psuć przyjemności z lektury. Mam nadzieję, że Paskudna historia dostarczy wam równie silnym wrażeń, jak mnie.

img004

Autor: Bernard Minier
Tytuł: Paskudna historia
Przekład: M. Szewc-Osiecka

Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 436
Wydanie: I (2015)
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 13 x 21 cm
Cena z okładki: 37.90
ISBN: 978-83-7818-772-1