CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Edward Lee „Sukkub” [limitowane wydanie, recenzja]

W moje ręce wpadła ostatnio nienowa już, bo wydana ponad trzy lata temu, książka. Spoczywające na moim biurku wydanie kolekcjonerskie Sukkuba Edwarda Lee, to jeden ze stu numerowanych egzemplarzy powieści. Książka zawiera następujące bonusy: opowiadanie Matka autorstwa Lee, wywiad z pisarzem przeprowadzony krótko po polskiej premierze Sukkuba oraz odręczny autograf autora. A teraz spuśćmy trochę z tonu, bo zaleciało bufonadą i snobizmem. Fanką Lee nie jestem. Sukkub to pierwszy i jedyny jego utwór, jaki miałam okazję przeczytać. Kolekcjonerskie wydanie powieści chyba nie przyciągnęło oczekiwanej uwagi, ponieważ nadal można nabyć w Internecie nowiuteńkie książki za niewygórowaną kwotę. Od opublikowanego wcześniej komercyjnego wydania różni się nie tylko wspomnianymi wyżej dodatkami, ale też okładką. I to właśnie ona sprawiła, że – chociaż nazwisko Lee zupełnie nic mi nie mówiło – postanowiłam książkę kupić. Uwielbiam czerń i biel, a oprawa Sukkuba jest moim zdaniem naprawdę stylowa.

Sukkub to wywodząca się z wierzeń ludowych demon, nawiedzający śpiących mężczyzn, by odbywać z nimi stosunki seksualne. Męskimi odpowiednikami sukkubów są inkuby. Niektóre źródła sugerują, że inkub i sukkub to jedna i ta sama istota, mająca zdolność transformacji płciowej, raz wcielająca się w postać pięknej kobiety, a innym razem uwodzicielskiego mężczyzny. Jednak Lee całkowicie pominął tę tezę w swojej książce, skupiając się na żeńskim demonie snu.

Powieściowe Lockwood to małe miasteczko zamieszkałe niemal wyłącznie przez kobiety. Tworzą one odizolowane od świata zewnętrznego społeczeństwo matriarchalne, w którym mężczyźni sprowadzani są do roli sług, tylko częściowo świadomych nieustającej manipulacji niewolników, ewentualnie kochanków.

Główna bohaterka powieści, prawniczka Ann, opuściła przed laty rodzinne strony. Teraz, za sprawą śmiertelnej choroby ojca, niechętnie wraca do Lockwood. Pytanie, czy ojciec naprawdę miał wylew? A może Ann, jej partner i nastoletnia córka są tutaj z zupełnie innego powodu?

Sporo miejsca poświęcił Lee odwołaniom do freudowskiej analizy marzeń sennych. Na długo przed przyjazdem Ann do rodzinnego miasteczka kobietę dręczyły nocne koszmary, które tutaj jeszcze się nasiliły. Rozmawiała o nich z terapeutą. Wspólnie analizowali trudne relacje Ann z apodyktyczną matką i niepokorną, wkraczającą w okres buntu, córką. Zgłębianie traumatycznych przeżyć z przeszłości i powielanych od pokoleń wzorców zachowań na niewiele się zdało. Z powieści Lee wyłania się prosty i banalny wniosek, że od przeznaczenia nie uciekniesz.

Oprócz psychoanalizy w Sukkubie znajdziemy sporo wiadomości na temat mitologii celtyckiej i asyryjskiej. Jeśli kogoś pasjonują zagadnienia związane z dawnymi cywilizacjami, wierzeniami ludowymi i demonologią, nie będzie książką zawiedziony.

Pozostaje jeszcze kwestia archaicznego języka którym posługują się niektórzy bohaterowie powieści. Nie udało mi się znaleźć odpowiedzi na pytanie, na ile jest on oparty na staroangielskim – o którym wspomina się w książce – a na ile został przez autora wymyślony. W jednym i drugim przypadku należy się pisarzowi uznanie. Jeśli spreparował wszystkie wyrażenia opisujące obrzędowość Ur-loków – brawo za inwencję. Jeśli zaś rzeczywiście język żyjącego przed wiekami plemienia kanibali ma coś wspólnego z dawnym angielskim, tym bardziej trzeba docenić pracę Lee.

Nie chcę zdradzać zbyt wiele na temat samej fabuły powieści, powiem tylko, że Sukkub zawiera wszystkie elementy dobrego horroru: początek  – rodem z Egzorcysty Blatty’ego – opisujący przypadkowe odkrycie przez archeologów śladów pradawnej cywilizacji czczącej tajemniczego demona, duszny klimat spisku i paranoi, w połączeniu z wglądem w psychikę głównej bohaterki, która przestaje dostrzegać granicę jawy i snu (silnie kojarzące się z Dzieckiem Rosemary), a także niemało ze stylu ociekającej krwią i flakami prozy Ketchuma – skądinąd wieloletniego przyjaciela autora Sukkuba.

Książka wydana w USA w 1992, na polski rynek trafiła dopiero w drugiej dekadzie XXI wieku. Jakoś szczególnie mnie to nie dziwi, bo określenie „rzeźnia”, w odniesieniu do Sukkuba, to nie przenośnia. Podejrzewam, że dwadzieścia lat temu w Polsce za pisanie – i czytanie – takich książek zamykali u czubków. Tak wiem, przesadzam, ale tylko troszeczkę. Horror jako gatunek literacki – ale też filmowy – wciąż się przeobraża i przekracza kolejne granice, a Lee posunął książkowy horror do ekstremum. Nie jest to powieść dla każdego. Trzeba akceptować obecność pornografii śmierci w popkulturze, w jakiś sposób fascynować się, ale też być odpornym na cały ten obłęd przemocy, żeby wyjść z takiego doświadczenia literackiego bez obrażeń psychicznych i koszmarów.

Sukkub to nie jest zwykły horror, to hardcore do sześcianu. Czytanie w łóżku przed snem raczej odpada. A może odważycie się wpuścić sukkuba do swojej sypialni?

img003

Autor: Edward Lee
Tytuł: Sukkub
Przekład: B. Czartoryski

Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 370
Wydanie: II (2012)
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 14.5 x 20 cm
Cena z okładki: Brak
ISBN: 978-83-7674-202-1

2 Comments

  1. Mnie te flaki odstraszyły. Zaczynałam książkę właśnie ze 2-3 lata temu ale nie przetrwałam.. Zbyt mnie obrzydziła brutalność :/

    • czepiamsieksiazek
      czepiamsieksiazek

      17 października 2015 at 14:14

      Doskonale Cię rozumiem. Jeszcze dziesięć lat temu po zapoznaniu się z kilkunastoma stronami podobnej książki, pewnie prędko odniosłabym ją do biblioteki. Ale warto się przełamać. Odpowiedni moment sam przyjdzie. I możesz mi wierzyć, że im więcej takich tekstów czytasz, tym mniej jest w stanie Cię zaskoczyć czy zniesmaczyć ;)

Dodaj komentarz