CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Jak smakuje i ile waży słowo? Anna Ciarkowska „Pestki”

Za słownikiem języka polskiego: pestka «wewnętrzna część niektórych owoców składająca się z twardej łupiny oraz z nasiona»; potocznie «drobnostka».

A jak rozpatrywać książkowe Pestki? Jako zbiór utrzymanych w estetyce prozy poetyckiej miniatur na temat wybranych epizodów z życia, literaturę stylizowaną na pamiętnik, powieść? Mimo że prozie Anny Ciarkowskiej brakuje fabularnej ciągłości, jest świetną powieścią inicjacyjną. W moim odczuciu autorka poświęca mniej uwagi dorosłemu życiu niż dzieciństwu i wczesnemu dorastaniu. Ponieważ to właśnie w tym okresie są w człowieku zasiewane pestki wstydu, rozpaczy, strachu przed odrzuceniem, braku wiary w siebie, poczucia niższości, rezygnacji, rozczarowania, balansowania na granicy szaleństwa, pragnienia bycia każdym, tylko nie sobą, albo nie bycia wcale…

Pestki, które zamieszkały w ciele oraz umyśle narratorki, mają metaforyczny ciężar i zaważą na jej przyszłym życiu. Samotnym, pełnym kolejnych – opisywanych dość zwięźle – miłosnych rozczarowań.  Nie umie zaufać, czy ufa za bardzo i za szybko? Nie umie prawdziwie pokochać, czy kocha zbyt mocno?

Książka przemówi do osób wrażliwych, refleksyjnych, ceniących afabularne opowieści skoncentrowane bardziej na przeżyciach wewnętrznych niż zewnętrznych.

Debiut autorki – tomik poetycki Chłopcy, których kocham – wywołał mieszane reakcje. Sporo zachwytów, ale też głosy lekceważenia tej prostej współczesnej poezji. Kolejną książką Anna Ciarkowska udowadnia, że potrafi pisać. Tworzyć płynne, sprawnie skrojone historie, w których jest głębia i psychologiczna prawda. Wspólne doświadczenia – pokoleniowe, kulturowe, związane z kształtowaniem się płci i seksualności – oddaje z prostotą, ale też oryginalnością. W narracji udaje jej się zachować równowagę pomiędzy autentyczną perspektywą dziecka, a nienachalną poetyckością. Młoda pisarka ma wyrazisty styl, naznaczony liryzmem, empatią i tkliwością w pozytywnym sensie tego słowa. Nie znaczy to, że proza Anny Ciarkowskiej jest mdła. Przeciwnie. Jej słowa potrafią uderzyć w czuły punkt, wgryźć się w skórę, zaboleć i odebrać oddech.

Na stronach Pestek toczy się też zabawa językowa. Wszystkie imiona zaczynają się na tę samą literę, tworzywo języka okazuje się bardzo plastyczne i melodyjne. Język jest też na swój sposób jednym z bohaterów książki. Właściwie to języki. Różne. U każdego inny. Prowadzące do nieporozumień.

Jesteś jakaś nienormalna – powiedział Michałek, a ja, żeby zrozumieć, zaczęłam prowadzić rejestr ludzi normalnych, którymi nie jestem. (…) Kartoteka normalności, w której przez kolejne lata będę usiłowała się znaleźć. Jak każdy normalny człowiek.

Normalność tę odbieram ironicznie. W całej historii przewija się temat kształtowania. Urabiania na wzór minionej epoki albo współcześnie panującą modę. Autorka bardzo celnie uchwyciła behawioralne mechanizmy i zobrazowała poddawanie się im, a później nieuchronny bunt.

I człowieka, i roślinę, i zwierzę łamie się tak samo. Łamie się kręgosłup, łodygę, równik, nadaje się nazwy, daje się kolejność i prawidłowość, konieczność i czas. Nadaje się miejsce, z którego nie można się ruszyć, i uczy się, że tak właśnie jest dobrze. Rośliny przesadza się w donice, kieruje się ku światłu, zwierzętom zakłada się uzdę i siodło. Człowieka zaś nazywa się swoim nazwiskiem, daje się mu dom, prawa i obowiązki. I przekonuje się go, że sam nie przeżyje.

Nie mogę nie wspomnieć o temacie podwojenia… Wiele czytelniczek Pestek przyznaje, że odnalazły w prozie Anny Ciarkowskiej siebie. Jej książka to lustro, które – w opozycji do dzisiejszych literackich tendencji by szokować, zniekształcać, komentować zjawiska w sposób wyrazisty, wręcz karykaturalny – pokazuje rzeczy takimi jakie są. Klasyczny mimetyzm. Z wrażliwością, ale bez cienia przesady. Ja też znalazłam tutaj swoje odbicie. Nie tylko jako dziecka a później dorastającej dziewczyny o analogicznych – miejscami wręcz bliźniaczych – przeżyciach, ale też jako osoby wewnętrznie rozdartej, niepełnej, szukającej własnej tożsamości. Wierzyłam, że urodziłam się podwójna i że jakaś druga ja, gdzieś na drugiej stronie świata, wiedzie moje prawdziwe życie. Wyobrażałam sobie, że ona jest dziewczynką urodzoną na granicy południa i że śni mnie co noc. A potem to ja zasypiam i śnię ją – słoneczną, radosną, dobrą. Śnię jej śmiech, jej życie beztroskiego zwierzęcia (…) Chciałam być nią, już się z niej nie budzić. Przecież to o mnie. Z tą niebagatelną różnicą, że bohaterka Pestek dotarła do miejsca, w którym mogła powiedzieć: Nie wiem, kiedy to się stało i kiedy stałam się sobą już zupełnie. Nie słyszałam żadnego sygnału ostrzegawczego, trzasku pękającej skorupy, może tylko cichy szmer lawiny, kamień po kamieniu, myśl po myśli przesuwające się z tyłu mojej głowy. Nie zauważyłam żadnego śladu, żadnej ciemnej pręgi, która biegnie od skaleczenia prosto do serca. Po prostu poczułam, że już jestem sobą. Podczas gdy u mnie proces integracji osobowości zachodzi bardzo powoli, często zwalnia, a czasami przybiera kierunek wstecz.

Podczas lektury wielokrotnie nachodziła mnie myśl, że Anna Ciarkowska zakradła się do mojej pamięci, i wyraziła wszystko to, co sama od dawna próbuję bezskutecznie przelać na papier.

Autor: Anna Ciarkowska
Tytuł: Pestki
Wydawnictwo: Otwarte

Liczba stron: 232
Wydanie: I (2019)
Oprawa: Twarda
Format: 13 x 20 cm

Za nadesłaną książkę dziękuję Autorce i wydawnictwu Otwarte.

3 Comments

  1. Avatar
    Leszek Nord

    26 maja 2019 at 14:05

    Koniecznie muszę przeczytać. Mam podobnie a raczej miałem. Dzięki za wyłowienie z morza osobliwości.

  2. To zakradanie się do pamięci to bardzo znacząca pochwała. Momenty takiego odczucia są rzadkie, ale bliskość taka z prozą na długo w pamięć zapada.

  3. Czytelniczki odnajdują siebie, bo w wielu domach przejawia się pewien schemat. Powielany i niesiony dalej w świat. To tak naprawdę książka o tym, że z domu wynosi się najwięcej. Że dorosłe życie jest w dużej mierze utkane ze słów, czynów takich, które miewało się w nim. Ale też ze środowiska oczywiście. Jako dzieci chłoniemy tak wiele, nie zdając sobie sprawy z obecności tych spraw będąc już dużymi nami i wydawałoby się samodzielnie myślącymi.
    Jak miło, że opisałaś tę książkę. Dobrą książkę.

    Pozdrawiam,
    Inka

Dodaj komentarz