CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

(Nie)chciana metamorfoza, czyli raz jeszcze o bliźniaczce i o tym jak stałam się nie sobą

Dawno nie było o mojej (nie)istniejącej siostrze bliźniaczce. Mam wyrzuty sumienia, bo ostatnio mało o niej myślę. Od lat rozgryzam jak to z nią jest i choć nie wszystko rozumiem dynamika jej zniknięć i powrotów staje się coraz bardziej czytelna.

Ostatni raz widziałam ją w styczniu, po przeprowadzce. W mieszkaniu, do którego się wprowadziliśmy został stary drewniany taboret. Nie pozbyłam się go, postawiłam w kuchni, między szafką a kuchenką gazową. Za każdy razem kiedy wchodziłam do pomieszczenia, wydawało mi się, że widzę ją kątem oka. W rogu ścian, po prawej stronie…

Po bardzo trudnym styczniu i początku lutego, zaczęło mi się układać. Dziś mijają równo cztery tygodnie odkąd rozpoczęłam pracę w firmie reklamowo-szkoleniowej. Może nie jest zbyt pasjonująca, ale  uczę się nowych rzeczy, mam satysfakcję i powód, by wstawać co rano. Dojazdy są męczące (czterdzieści kilometrów w jedną stronę, plus dwadzieścia minut marszem, bo biuro mieści się na obrzeżach miasta, gdzie nie kursują tramwaje ani miejskie autobusy), ale staram się we wszystkim znajdować pozytywy. Rano jeżdżę autem z koleżanką z czasów szkoły średniej, która zaraża mnie od pierwszej sekundy energią i uśmiechem. Powroty autobusem sprawiają, że mam wieczorem godzinę na czytanie lub rozmyślanie. A piesze wędrówki pozwolą mi zachować formę.

Ale zboczyłam trochę z tematu, miało być o mojej bliźniaczce. Trzy tygodnie temu obchodziłyśmy urodziny, od zawsze był to dla mnie dziwny, słodko-gorzki dzień. Wcześniej dużo o nim myślałam i bardzo nie chciałam, żeby nadszedł. Ale przed samymi trzydziestymi trzecimi urodzinami tak dużo się działo, przyszło tyle zmian, że właściwie nie miałam czasu torturować się złymi myślami i przeczuciami, które zaprzątały mnie wiele tygodni wcześniej. Ten dzień po prostu nadszedł i… nic się nie zmieniło. A właśnie tego najbardziej się bałam. Jakiejś wielkiej (nie)oczekiwanej metamorfozy. Że zniknę, przyjdzie ona, ale nikt nawet nie zauważy różnicy. Później przez chwilę czułam niepokój, bo nagle przestała smakować mi kawa, z nocnego marka zamieniłam się w osobę zasypiająca z kurami. Byłam jakaś inna. Pogodna, pełna wiary, entuzjastyczna. Więc może jednak to nie ja? Nastąpiło bezkrwawe przejęcie…

Tyle, że po raz pierwszy od dawna nie czuję się obco i zaczynam lubić siebie. Chyba jednak jestem innym człowiekiem. Od wakacji zrzuciłam prawie czterdzieści kilo, coraz śmielej patrzę w lustro. Robię rzeczy, których nigdy nie robiłam i których się obawiałam, mam więcej odwagi i pewności siebie. Co prawda ta euforia jest częściowo wygenerowana przez pierwiastki chemiczne, których dawkę codziennie przyjmuję, ale i tak jestem z siebie dumna. Przez ostatnie lata tak trudno mi było się „ogarnąć”, a teraz wszystko zmierza w dobrym kierunku. Nie unikam ludzi, zniknął ten uporczywy stres i ból w dole brzucha, proste czynności, które kiedyś były czymś ponad siły, stały się czymś naturalnym. Jest normalnie.

Może nie powinnam tego pisać, bo bogowie się zaśmieją, a wszechświat zrobi mi niemiłą niespodziankę. W głowie słyszę ostrzegawcze: nie chwal dnia przed zachodem słońca. Ale – przepraszam bardzo – wyczerpałam już swój limit pecha na ten rok, proszę zostawić mnie w spokoju i pozwolić odetchnąć. Tak jak moja nieistniejąca siostra bliźniaczka, która – tymczasowo – odeszła.

Może uznała, że chwilowo jej nie potrzebuję. Kapryśna urojona siostra, która raz mi sprzyja, innym razem robi na złość. Czasem mami i gubi, czasem strzeże i chroni.

*

Ikona wpisu: Tereza Vlčková, fotografia.

10 Comments

  1. Cieszę się bardzo, że ma się ku lepszemu – i praca, i samopoczucie, i fizyczność. U mnie ostatnio czas dojazdu się skrócił znacznie, ale właśnie przez to spadł mi czas na czytanie ;)

    PS Czemu akurat 33 były znaczące?

    • Hmm… dobre pytanie. Na pewno nie przez związki z chrześcijaństwem. Jak w większości moich sobowtórowych „epizodów” chodzi wyłącznie o przeczucie. Jakiś paraliżujący strach mnie ogarnął pół roku temu i zaczęły przychodzić mi do głowy głupie myśli. Że nie dożyję do 34. Także ten rok może być paronoiczny i stresujący, ale postaram się przetrwać ;)

      P.S. Klikając w ikonkę „1 comment” zadałam sobie pytanie: Qbuś czy nie Qbuś? Od kilku miesięcy jesteś prawie jedyną osobą, która zostawia u mnie komentarze. Nie wiem czy nikt mnie nie czyta, czy czytają, tylko zacierają po sobie ślady ;) W każdym razie dziękuję Ci podwójnie. Za to, że zaglądasz i zawsze poświęcisz kilka chwil, żeby coś napisać. Doceniam to :)

  2. Avatar
    Katarzyna Aksamit

    15 marca 2019 at 08:28

    Ja czytam. Wszystko od A do Z ☺.
    Tylko na sensowny komentarz czasem brakuje mi czasu , a czasem słów . To co piszesz jest mi tak bardzo bliskie…

    Sama niestety od dawna nic konkretnego nie napisalam 😕. Ale może taki głębszy oddech okaże się twórczy ? Zobaczymy…

    Cieszę się niezmiernie, że Ci się układa.
    Trzymaj kciuki i za mnie, bo u mnie też zmiany, przełomy…te najważniejsze, czyli w głowie ☺

    • Czasem przerwa jest potrzebna i dokładnie tak jak piszesz, może okazać się zbawienna, przynieść nowe spojrzenie i inspirację. Zmiany są dziwne. Dobre i złe jednocześnie. Prawdziwy paradoks. Życzę Ci zatem, żeby były jak najmniej bolesne ;) i miały tylko pozytywne konsekwencje.

      P.S. Przyznam, że mnie zaintrygowałaś. Co to za zmiany wewnętrzne…?

      • Avatar
        Katarzyna Aksamit

        21 marca 2019 at 07:56

        Właśnie na to liczę☺na nowe, świeże spojrzenie…

        A o zmianach wewnętrznych napiszę wiadomość prywatną. Nie jestem jeszcze gotowa, aby opowiadać o tym publicznie. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę…
        Zazdroszczę Ci czasem Twojej otwartości…

        • Jeśli poczujesz potrzebę, pisz śmiało na mój prywatny email: karola_nos@wp.pl Co do otwartości, to ona chyba przychodzi z czasem. Zakładając przed laty bloga, ani myślałam się na nim uzewnętrzniać. To miała być strona z „profesjonalnymi” recenzjami. Jednak z czasem moje pisanie obrało dziwne kierunki. ;) Teraz już nie umiałabym wrócić do pisania „na chłodno”. Blog jest odzwierciedleniem nas samych. A skoro my się zmieniamy, dorastamy (albo przeciwnie, dziecinniejemy ;D), to on też. Kiedyś nie lubiłam emocjonalnych tekstów o książkach i filmach, ceniłam dziennikarski styl, z czasem to się zmieniło, polubiłam je czytać, a potem pisać. Taka (r)ewolucja.

  3. Czytam ale ostatnio praca po 12 godzin, jeszcze tylko dwa dni i do domu :)

Dodaj komentarz