Kronika umarłych to, jak dotąd, jedyny – z wyjątkiem krótkich opowiadań publikowanych regularnie na łamach „Chimery” – znany mi utwór Daniela Odiji. Umiejscowiona w fikcyjnym miasteczku powieść jest kopalnią kuriozalnych postaci z pogranicza jawy i snu, rodem z filmów Davida Lyncha.

Mamy tu niespełnionego artystę, Mateusza, który klucząc uliczkami miasta, obsesyjnie dostrzega – zupełnie jak bezimienny bohater Androgyne Przybyszewskiego – w każdej niemal kobiecie swoją utraconą miłość. Cierpienia psychiczne uznaje w końcu za dar od Boga, „mistyczne dotknięcie”. To współczesny jurodiwy pragnący zbawić świat od zagłady, wędrujący z zaciśniętym w dłoni różańcem szaleniec Chrystusowy, który „rozpoczął krucjatę przeciw przeklętemu miejscu”.

Mamy też Janka, młodego księdza, który w poszukiwaniu wiary i odpowiedzi na kryzys egzystencjalny zamyka się – niczym w komorze deprywacji sensorycznej –  w piwnicznym schronie, gdzie w zupełnej ciszy i ciemności dopuszcza do głosu tłumioną podświadomość.

Czytelnik znajdzie tu jeszcze kilka perfekcyjnie skrojonych portretów mężczyzn i kobiet, w których życiu zacierają się granice między prawdziwym szczęściem a iluzją szczęścia, między kłamstwem a prawdą, jawą a koszmarem, a nawet między życiem i śmiercią.

Miejsce ukazywane przez autora to inferno. Dla pierwszoplanowych bohaterów jest jak labirynt – z którego, mimo usilnych prób, nie udaje im się wydostać – jak olbrzymi wąż połykający własny ogon. Bohaterowie drugoplanowi natomiast o ucieczce nawet nie myślą, zanurzają się w odrażającą rzeczywistość, tworząc niezwykle barwny katalog patologii i zepsucia.

Odija opisuje dwa światy. Żadnego z ich nie można nazwać normalnym czy zwyczajnym, ale jeden z pewnością jest realny. Za do drugi to urojony, zrodzony ze strachu i sennych koszmarów świat fantazmatyczny.

Początek i koniec Kroniki umarłych tworzą pewną klamrę kompozycyjną. Autor prowadzi czytelnika od głównego bohatera, słyszącego muzykę w szumie samochodów, łoskocie prac budowlanych, śmiechach dzieci, rozmowach przechodniów, całej tej miejskiej kakofonii, do bohatera tworzącego wyimaginowane, muzyczne opus magnum.

W odniesieniu do tej powieści Odija jest kronikarzem końca świata. Pisze o pewnym wycinku teraźniejszości, jednocześnie wybiegając w przyszłość. Ukazuje świat będący odrażającym miejscem,  a równocześnie organizmem, przedziwnym monstrum, które – podobnie jak mewy, rozszarpujące na plaży ryby i mniejsze zwierzęta na krwawe ścierwo – rozdziera i pożera ludzkość. Czytając Kronikę umarłych, przed oczami widzimy świat stopniowo ulegający entropii, świat którego Armagedon musi być bliski.

*

Wszystkie cytaty pochodzą z niniejszego wydania Kroniki umarłych.

 odija

Autor: Daniel Odija
Tytuł: Kronika umarłych
Wydawnictwo: W.A.B.

Seria wydawnicza: Archipelagi
Liczba stron: 337

Wydanie: I (2010)
Oprawa: Twarda
Format: 12,5 x 20 cm
Cena z okładki: 39.90
ISBN: 978-83-7414-488-9