Syrena: domniemane zwierzę morskie. Od jakiegoś czasu ta mitologiczna istota coraz częściej pojawia się w kinie, serialach i literaturze – nie tylko fantastycznej. Wystarczy przywołać hipnotyzujący polski film Córki dancingu, współczesną baśń z elementami horroru, w bardzo wyraźny sposób odwołującą się do baśni o syrenie, która zakochuje się w człowieku i dla niego rezygnuje z dotychczasowego życia, wyrzeka się swojego ciała i staje „pełnowartościową” kobietą. Warto zwrócić uwagę także na dużo bardziej stonowany i poetycki obraz Blue my mind obrazujący odwrotną przemianę.

Poniżej zebrałam literackie wyimki na temat syren. Antycznych, legendarnych, prawdziwych i fałszywych. Wizerunek tych istot jest dość spójny, ale każda lektura odsłania ich nowe atrybuty. Wyraźnie też widać sieć wzajemnych inspiracji. Opowieść jest jedna, ale ma wiele obliczy.

*

Jorge Luis Borges, Księga istot zmyślonych [znana też jako Zoologia fantastyczna, fragmenty]

Wraz z upływem czasu zmienia się powierzchowność syren. Ich pierwszy historyk, Homer, nie mówi nam, jak wyglądały. Dla Owidiusza byty to ptaki o czerwonawym upierzeniu i twarzach dziewic. Dla Apoloniusza z Rodos – od pasa w górę kobiety, od pasa w dół ptaki morskie. Dla mistrza Tirso de Moliny (i dla heraldyki) pół kobiety, pół ryby. Nie mniej dyskusyjny jest ich gatunek. W klasycznym słowniku Lempriere’a są określone jako nimfy, u Ouicherata jako potwory, u Grimala jako demony. Mieszkają na jakiejś zachodniej wyspie, nieopodal wyspy Circe, ale zwłoki jednej z nich, Partenopy, zostały znalezione w Kampanii i dały nazwę stawnemu miastu, obecnie znanemu jako Neapol, a geograf Strabon widział jej grób i był świadkiem obrzędów, które się tam co jakiś czas odbywają w celu uczczenia jej pamięci. (…) Apollodor opowiada w swojej Bibliotheke, że śpiew Orfeusza na statku Argonautów był słodszy od śpiewu syren, wobec czego rzuciły się one w morze, gdzie zostały zamienione w skały, wyrocznia bowiem nakazywała im umrzeć, gdyby ktokolwiek nie uległ ich czarom. (…) W VI wieku w północnej Walii porwano syrenę i ochrzczono ją imieniem Murgen. Inna, w 1403 roku, przesmyknęła się przez szczelinę w grobli i zamieszkała w Haarlem, gdzie pozostała aż do śmierci. Nikt jej nie rozumiał, ale nauczono ją tkać. Pewien kronikarz z XVI wieku dowodził rozsądnie, że skoro umiała tkać, nie mogła być rybą, ale skoro mogła żyć w wodzie, to również nie mogła być kobietą. Język angielski odróżnia klasyczną syrenę (siren) od syreny z rybim ogonem (mermaid).

Kadr z filmu „Córki dancingu” (2015)

*

Hans Christian Andersen, Syrena [fragmenty baśni, całość do przeczytania na Wolne Lektury]

– Czy ludzie wiecznie żyją, jeśli nie utoną? – spytała pewnego dnia. – Czy nie umierają, jak my, Syreny?

– Owszem, moje dziecko – odpowiedziała babka – umierają także, a nawet życie ich krótsze niż nasze. My żyjemy lat trzysta i dopiero potem zmieniamy się w pianę białą, co stroi bałwany, i nie mamy nawet mogiły. Znikamy bezpowrotnie, gdyż nie posiadamy duszy nieśmiertelnej chociaż niewidzialnej. Życie nasze podobne do życia rośliny, do tego oto wodnego sitowia, które złamane, więdnie i czernieje i nie odzyska nigdy zieloności. (…)

– Kiedy ja nie chcę umrzeć i stać się pianą morską. To byłoby okropne; nie słyszałabym wtedy szumu fal, nie widziałabym kwiatów ani słońca. Nie chcę być pianą morską. Czy nie ma żadnego sposobu ażebym zdobyć mogła duszę nieśmiertelną?

– Nie – odrzekła babka. – Chyba gdyby człowiek ukochał ciebie więcej, niż ojca i matkę, gdyby zapragnął oddać ci swą duszę, a ksiądz w kościele związałby wam ręce i wysłuchał przysięgi, że odtąd na wieki człowiek ten wiernym ci będzie – wtedy połowa jego ludzkiej duszy przeniknęłaby w ciebie i byłaby twoją. I mielibyście jedną duszę wspólną, rozdzieloną do końca życia tu na ziemi. Lecz to się stać nie może. Nasza najpiękniejsza, najwspanialsza ozdoba, śliczny ogon rybi, ludziom wydaje się brzydka, potworna. Nic się na tym nie znają. Dla nich do piękności potrzebne są koniecznie dwa niezgrabne klocki, które nazywają nogami. (…)

– W samą porę przyszłaś – zaczęła wiedźma ze złośliwym wzrokiem – gdybyś spóźniła się o kilka godzin, musiałabyś rok cały czekać na mą pomoc. Ale do wschodu słońca jeszcze dość daleko i mogę przygotować ci potrzebny napój. Popłyniesz z nim do lądu, usiądziesz na brzegu i kiedy ujrzysz słońce wypijesz do kropli. Wtedy twój piękny ogon zmaleje, skurczy się i rozedrze na dwie połowy, z których każda będzie podobna do ludzkiej nogi. Uprzedzam cię jednakże, iż w tej samej chwili uczujesz ból okropny, jak gdyby miecz ostry rozciął ci ciało. I nie ustanie on nigdy. Ludzie będą zachwycać się twoją pięknością, twe ruchy będą lekkie, pełne wdzięku, ale krok każdy będzie ci sprawiał cierpienie, jakbyś stąpała po ostrym żelazie i krwią broczyła stopy. Teraz już wiesz wszystko – chcesz cierpieć? – Żądaj.

– Chcę – rzekła Syrena głosem drżącym, myśląc o królewiczu i o duszy.

– I jeszcze to pamiętaj – zaśmiała się wiedźma – że skoro raz przybierzesz postać ludzką, nie możesz stać się na powrót Syreną. Nigdy już więcej nie wrócisz do morza, nie zobaczysz sióstr swoich, ojca ani babki, a jeśli cię królewicz nie pokocha nad ojca, matkę i ksiądz wam nie zwiąże rąk przed ołtarzem, to nie zdobędziesz duszy nieśmiertelnej! A gdy królewicz inną zaślubi kobietę, serce ci pęknie, i zmienisz się w pianę znikomą.

– Niech się tak stanie – szepnęła Syrena, blada jak płatek lilii.

– Dobrze, ale musisz zapłacić mi za to – rzekła znów jędza – a to drogi napój i wiele żądać będę. Na ziemi i w morzu nie ma piękniejszego głosu nad twój i zapewne chciałaś nim oczarować królewicza. Ale głos ten musisz mi oddać. Nic droższego nie masz. Musisz mi nim zapłacić za moją krew własną, z której przyrządzę napój, aby był skuteczny jak cięcie miecza.

– Więc cóż mi pozostanie – szepnęła Syrena – jeśli mi głos zabierzesz?

– Zostanie ci twarz piękna, ruchy pełne wdzięku i oczy, które przemawiać umieją. To dosyć. No, cóż? Straciłaś odwagę? Daj mi język, utnę ci go na zapłatę i zaraz zrobię napój. (…)

Codziennie droższe stawało się królewiczowi nieme dziewczę, które znalazł przed pałacem o wschodzie słońca, co dzień bardziej je kochał, ale tak, jak się kocha miłe, dobre dziecko. O tym, ażeby z niej zrobić królową, nie myślał nigdy. A przecież musiała być jego żoną, ażeby otrzymać część duszy nieśmiertelnej, inaczej zamieni się w pianę, kiedy on inną zaślubi.

*

Joanna Bator, Chmurdalia [fragmenty]

Napoleonówka stała pusta, powiedziano mu, że Ciocie Herbatki wróciły, ale niedługo po powrocie utonęły; chociaż niektórzy w  barze Kurka utrzymywali, że nie utonęły, a zamieniły się w syreny i popłynęły Kamionką do morza. (…)

Co za ciemność była pod wodą, srebrna i gęsta jak rtęć! Ani Róża, ani Aniela nie rozpoznawały, która kończyna w plątaninie rąk i nóg młócących na oślep do kogo należy; dopiero gdy dwie dłonie splotły się w jedno, wiedziały: Róża, pomyślała Aniela, Aniela, Róża pomyślała, a nurt niósł je coraz dalej od Kamieńska. (…) Płynęły dalej, wciąż trzymając się za ręce, gubiąc kolejne części garderoby. Pod drugim mostem Ciocie Herbatki przepłynęły już nagie, znikły ich zmarszczki, zwisająca skóra, odrosły włosy, wypełniły się piersi, które wcześniej wyglądały jak woreczki z piaskiem; pięknie westchnęła Róża, pięknie Aniela westchnęła. (…)

Nagie piękno odnowionych Cioć Herbatek nikogo nie zachwyci prócz pijanego dróżnika Wacława Pająka. (…) Wszelki duch Pana Boga chwali, jęknął i oczy w wodę wlepił, sereny? Syreny! (…) W rzece włos długi, kręty, złoty, najzłotszy, dwie głowy, czworo rąk, i nie nogi, lecz ogony, ogony rybie dwa, ogonami chlasnęły syreny, chlast, i ten chlast nocną ciszę na moście przeciął jak nóż. Plusk i chlast ogonów, łusek blask, zamęt, błysk, gwiezdny pył, syreny. Syreny w rzece Kamionce, już nic piękniejszego w życiu nie zobaczy. (…) Od tej nocy syreny tylko były mu w głowie na jawie i we śnie, ach, gdyby tak któryś z pociągów zawiózł go do krainy syren, wtedy byłby szczęśliwy i przestał pić. (…)

A więc było to tak, ciągnął swoimi słowami Wacław Pająk, pochyliłem się z mostu, a one do mnie, Wacławie Pająku, przemówiły, a jak syrena przemawia, to tylko śpiewem jak w łoperze, śpiewem słodkopłynnym. Taka syrena nie musi też o nic pytać, po oczach imię człowieka czy zwierzęcia poznaje, a po samym dotyku imię rzeczy, i to w każdym języku. Po czechosłowacku, po rusku, po afrykańsku, po francusku. Wacławie Pająku, przemówiły śpiewem, tyś na tym moście nie przez przypadek się znalazł, o nie, my miałyśmy w tym swój plan. Wybrałyśmy ciebie, boś jest porządnym człowiekiem, a my porządnego człowieka umiemy rozpoznać, nasz wzrok sięga prosto do serca. (…) Wacławie! Tak śpiewem wołały słodkopłynnym, do połowy z wody wynurzone, a piersi miały gołe, jak śnieg białe, jak śmietanka. Śpiewały, a tak równo, jakby jednym głosem, choć dwoje było ust. (…) Piersi gołe, brzuch goły, a pod pępkiem, pod pępkiem łuska srebrna, nie tak jak u zwykłej kobiety, o nie. Takiej syrenie to zwykła kobieta do pięt nie dorasta, chociaż pięt to one w ogóle nie mają, tylko płetwę ogonową jak u ryby. Łuska srebrna ja wam mówię i powiadam, a jak się w niej światło księżyca odbijało. (…) Ich oczy były zielone, niebieskie, ale były też brązowe, złote jak herbata. (…) Przez chwilę jeszcze śpiew się w powietrzu unosił słodkopłynny.

Kadr z filmu „Blue my mind” (2017)

*

Homer, Odyseja [księga XII, fragmenty]

Ty w kraj syren zajedziesz, czarownic, co zdradzą
Tych wszystkich, jacy tylko o nie tam zawadzą.
Szaleniec, kto się zbliży i Syren tych śpiewy
Usłyszy! On nie ujrzy nigdy, póki żywy,
Ni małżonki, ni dziatek, ni ziemi rodzinnej:
Tak go sczaruje śpiew tych Syren słodkopłynny,
Które siedzą na łące, a wkoło nich gnaty
Ludzkie leżą stosami i ciał wyschłych szmaty.
Ty je mijaj, i zalep uszy towarzyszy
Woskiem miodnego plastru! Niech żaden nie słyszy
Głosu ich; lecz jeżeli sam byłbyś ciekawy
Posłuchać, to powrozem każ do masztu nawy
Przywiązać się a mocno, za nogi i ręce,
A wtedy się przysłuchaj dwóch Syren piosence.
Lecz gdybyś się wyrywał, wołał, by zdjąć pęty,
To masz być jeszcze mocniej powrozem ściśnięty.

(…)

A gdyśmy się zbliżyli do wyspy tej brzegu,
Syreny, widząc nawę gnaną w pełnym biegu,
Pieszczonymi głosami śpiew zawiodły taki:
Zbliż się, chlubo Achiwów, Odysie z Itaki!
Zbliż do lądu! Posłuchaj, jak śpiewamy cudnie!

*

Artur Oppman, Syrena [legendy warszawskie, fragmenty, całość do przeczytania na Wolne Lektury]

Słuchałem, słuchałem, lubość mi się jakowaś rozpływała po kościach, aż w końcu śpiewanie ucichło: widać syrena schowała się na nocleg w źródełku, bo już i słońce zachodziło, a ja powlokłem się do chaty, alem całą noc spać nie mógł, inom o tej syrenie rozmyślał. (…) W pełnię miesiąca też śpiewa. Nieraz mnie ze snu budzi blask księżycowy, co do chałupy zagląda: siadam se na posłaniu, aż ci tu odgłos jakowyś dolata z daleka; jakby skowronek, jakby dzwonek, jakby skrzypeczki lipowe: to ona. (…)

Więc trzeba tak zrobić: w pełnię miesiąca wybierzemy się we trzech do źródełka. Podstęp, na odzienia nasze naczepić należy gałęzi świeżo zerwanych, najlepiej lipowych, kwiatem okrytych, żeby syrena człowieka nie poczuła, bo się nie pokaże; zaczaimy się przy samym źródle, a gdy wynijdzie i śpiewać zacznie, wtedy zarzucimy na nią sznur, spleciony z cienkich witek wierzbowych, święconą wodą skropiony, ile, że takiego żaden się czar nie ima; zwiążemy i miłościwemu księciu na Czersku zawieziemy w darze. Niech ją na zamku trzyma i niech mu wyśpiewuje. Ale uszy woskiem musimy sobie zatkać, żeby jej narzekań i lamentów nie słyszeć, bo inaczej serce w nas tak zemdleje, że nie będziemy mieli mocy wziąć jej w niewolę. Srodze jest żałościwe syrenie śpiewanie. (…) I rozeszli się w swoje strony. Rybacy nad Wisłę do zarzuconych sieci. (…)

Miesiąc świecił tuż nad polanką, gdzie rybacy złożyli skrępowaną syrenę, i widać ją było wybornie. Do pasa była to, jak się już rzekło, panna nad podziw urodziwa, od pasa zasię ryba srebrzystą łuską błyszcząca. Leżała biedna bez ruchu, z zawartymi cudnymi oczyma, ręce wzdłuż ciała opuściwszy, i tylko rybi ogon, długi a giętki, uderzał kiedy niekiedy w ziemię, zupełnie jak u wyjętego z wody karpia. (…)

– Kochałam cię, ty brzegu wiślany, kochałam was, ludzie prości i serca dobrego. Byłam waszą pieśnią, waszym czarem życia! Czemuż wzięliście mnie w niewolę, czemuż chcieliście, abym w pętach, w więzieniu, na rozkaz książęcy śpiewała? Śpiewałam wam, ludzie prości, ludzie serca cichego i dobrego, ale na rozkaz śpiewać nie chcę i nie będę. Wolę skryć się na wieki w fale wiślane, wolę zniknąć sprzed waszych oczu i tylko szumem rzeki do was przemawiać. A gdy przyjdą czasy ciężkie i twarde, czasy, o których nie śni się, ani wam, ani dzieciom i wnukom dzieci waszych śnić się jeszcze nie będzie, wtedy, w lata krzywdy i klęski, szum fal wiślanych śpiewać będzie potomkom waszym o nadziei, o sile, o zwycięstwie.

*

Jeffrey Eugenides, Middlesex [fragmenty]

Nie sądze, abym mógł uczestniczyć w normalnym występie peep-show, stojąc twarzą w twarz z podglądaczami. Ich spojrzenia wysysały by ze mnie duszę. (…) Zora leżała na mokrym dywaniku w kostiumie syreny, czekając na swoje wejście. Czasami podawała mi do ust jointa, abym mógł palić, gdy wystawiałem głowę z basenu. (…) Leżąca na boku niebieskooka i złotowłosa Zora zapytała mnie: Czy mam zapięty zamek? (…)

Panie i panowie, już od niepamiętnych czasów marynarze snuli opowieści o tym, że widzieli niewiarygodne stworzenia pływające w morzu, pół kobiety, pół ryby. My tu, w „Sześć na Dziewięć”, nie wierzyliśmy w takie opowieści. Ale znajomy rybak pewnego dnia powrócił z połowu tuńczyków z niesamowitym okazem. I obecnie już wiemy, że te opowieści są prawdziwe. Panie i panowie – zawodził Bob Presto – czy… ktoś… czuje… zapach… ryby?

Na ten sygnał Zora, w swoim gumowym stroju z błyszczącymi łuskami z zielonych cekinów, wskoczyła do basenu. Kostium sięgał jej do pasa i pozostawiał obnażone piersi i ramiona. Spłynęła w kierunku wodnego światła, otwierając oczy pod wodą, czego ja nie robiłem, uśmiechając się do mężczyzn i kobiet w kabinach. Jej długie blond włosy ciągnęły się za nią jak wodorosty, drobniutkie pęcherzyki powietrza zdobiły jej piersi jak perły, a ona machała połyskującym szmaragdowo rybim ogonem.

*

Ikona wpisu: John William Waterhouse, Mermaid, detal.