CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

O wędrówce dusz. Motyw literacki: dybuk

Słowo dybuk wywodzi się z hebrajskiego i oznacza „połączenie z kimś”, „przywiązanie do kogoś”. Dybukiem nazywa się ducha, a także fenomen jego wtargnięcia i przejęcia kontroli nad ciałem żywego człowieka, szeroko rozpowszechniony w żydowskim mistycyzmie i wierzeniach.

Większość literackich – i filmowych – przedstawień dybuka ma swoje korzenie w prekursorskim dramacie Szymona Ans-kiego (Szlojme Zajnwela Rapoporta), który autor tworzył aż do śmierci, na przestrzeni lat 1914-1920. To historia nieszczęśliwej miłości i złamanej obietnicy. Opowieść o duchu młodzieńca, który zamieszkał w ciele swojej ukochanej.

*

Szymon An-ski, legenda dramatyczna Dybuk [fragmenty]

LEA

Babuniu! Nie złe duchy nas otaczają, jeno dusze ludzi, którzy zmarli przedwcześnie. Właśnie przyglądają się i przysłuchują wszystkiemu, co robimy i co mówimy (…) Żył sobie młodzieniec, a duszę miał wzniosłą i umysł głęboki. Miał przed sobą długie życie. I nagle, w jednej chwili urwała się nić jego życia. I przyszli obcy ludzie i pochowali go w obcej ziemi. Gdzież więc podziewa się reszta jego życia? Co się stało z jego słowami, które zamilkły, z jego modłami, które zostały przerwane? Babciu, gdy zgaśnie świeca, zapala się ją na nowo i wtedy pali się dalej, aż do końca. Jakże więc może zagasnąć na wieki nie wypalona świeca ludzkiego żywota? Nie może tak być! (…) Życie człowieka nie przepada. Jeśli ktoś umiera przed czasem, jego dusza wraca na ziemię, aby przeżyć swoje dni. Aby dokończyć niespełnionego dzieła, aby przeżyć i odczuć nie zaznane radości i cierpienia.

(…)

MESZUŁACH

I są również błędne dusze, które nie mogąc znaleźć odpoczynku, wstępują w obce, żywe ciało jako dybuk i w ten sposób osiągają swoje oczyszczenie.

(…)

LEA

A-a-a! Pochowaliście mnie, a ja wróciłem do mojej przeznaczonej i nigdy jej nie opuszczę!

MESZUŁACH

W oblubienicę wstąpił dybuk.

(…)

RABI AZRIEL

Dybuku, rozkazuję ci, abyś powiedział kim jesteś!

LEA (DYBUK)

Rabi z Miropola! Wy wiecie kim jestem, a przed innymi imienia swego nie wyjawię (…) Jestem z tych, którzy szukali nowych dróg.

LEA (DYBUK)
[krzyczy]

Rabi z Miropola. Znam waszą moc i potęgę. Wiem, że potraficie rozkazywać aniołom i serafinom, ale ze mną się wam nie uda. Ja nie mam dokąd iść! Przede mną wszystkie drogi są zagrodzone i wszystkie ścieżki zamknięte i ze wszystkich stron czyhają na mnie złe duchy, gotowe mnie pochłonąć. Jest niebo i ziemia, istnieją niezliczone światy i w żadnym z nich nie znalazło się miejsce dla mnie. A teraz, kiedy moja zgorzkniała i zaszczuta dusza znalazła wreszcie swoje odpocznienie, chcecie mnie stąd wypędzić. Litości! Nie gnajcie mnie! Nie zaklinajcie mnie!

RABI AZRIEL

Dybuku! Duszo człowieka, który zszedł z tego świata! W imieniu i z pełnomocnictwa tej gromady, ja Azriel, syn Hadasy, nakazuję ci opuścić ciało dziewicy Lei, córki Chany, i nie ukrzywdzić przy tym ani jej, ani żadnego innego żywego stworzenia… Jeśli nie wykonasz mojego rozkazu, z całą mocą mego wyciągniętego ramienia wystąpię przeciwko tobie z zaklęciami i klątwą. Jeśli zaś usłuchasz mego rozkazu, użyję wszystkich moich sił do oczyszczenia ciebie i do odpędzenia wszystkich złych duchów, które cię otaczają.

LEA (DYBUK)
[z krzykiem]

Nie boję się waszych zaklęć i waszych klątw. Nie ufam waszym obietnicom. Nie ma na świecie takiej siły, która mogłaby mi pomóc. Nie ma też nigdzie takiej świetlanej wyżyny, jak obecne moje miejsce odpocznienia. I nie ma ciemniejszej otchłani od tej, która na mnie czeka. Nie wyjdę!

*

Hanna Krall, Dybuk z tomu Dowody na istnienie [fragmenty]

Brat przyrodni, synek mojego ojca z pierwszego małżeństwa, urodzony przed wojną z moim imieniem, który jakoś się zgubił w getcie. Siedzi już we mnie od dawna, przez lata dzieciństwa lata szkolne (…) Adam S. dość wcześnie zorientował się, że nie jest sam. Nachodziły go wybuchy niewytłumaczalnej złości, cudzej złości, kiedy indziej porywał go nagły, cudzy śmiech. Nauczył się rozpoznawać te nastroje, nieźle panował nad nimi i nie zdradzał się w obecności innych. Od czasu do czasu ów sublokator coś mówił, Adam S. nie wiedział co, ponieważ dybuk mówił po polsku. Zaczął się uczyć języka: chciał zrozumieć, co mówi do niego młodszy brat. (…)

Było to życie podwójne. Jego własne i jego młodszego brata, który nosił imię Abram, a kiedy miał sześć lat, „jakoś się zgubił w getcie”. (…)

Jest. Tkwi we mnie, chociaż wolałbym, żeby sobie poszedł. Wtrąca się, grymasi, sam nie wie czego chce. Jemu jest źle ze mną i ja czuję się z nim coraz gorzej. (…) Z początku nic nie czułem, leżałem sobie, a po pół godzinie nagle rozpłakałem się. Nigdy jeszcze nie płakałem w dorosłym życiu. Słuchałem tego płaczu i wiedziałem, że to nie jest mój głos. To był głos dziecka. Dziecko płakało we mnie. Płacz nasilał się i zacząłem krzyczeć. Dziecko zaczęło krzyczeć. On krzyczał. Wiedziałem, że się czegoś boi, bo to był krzyk przerażenia. Był przerażony, był wściekły, miotał się, wymachiwał moimi pięściami. Chwilami cichł, widocznie się męczył, ale zaczynał od nowa. To było dziecko nieprzytomne ze zmęczenia i strachu (…) na moim brzuchu zamajaczył cień (…) Idź stąd (…) I cień zaczął się przesuwać (…) Zrozumiałem, że za chwilę całkiem odejdzie. Poczułem żal. Chcesz ode mnie odejść? – powiedziałem. – Zostań. Jesteś moim bratem, nie odchodź. On jakby na to czekał. Zawrócił, jednym szybkim ruchem wskoczył na mnie i przestałem go widzieć.

*

Włodek Goldkorn, Dziecko w śniegu [fragment]

Całą grupą maszerowali w błocie, zwyczajnym błocie, które pokrywa większość dróg w Polsce, kiedy śnieg zmieszany z deszczem zaczyna topnieć. Nagle tata zobaczył w błocie otwarty sidur, modlitewnik przeznaczony dla kobiet. Schylił się, podniósł go z błota, zdjął rękawiczkę, otarł stronę gołą ręką i zobaczył modlitwę za zmarłych. W tym momencie wyobraził sobie, właściwie poczuł z całą mocą, że książeczka należała do jego matki, mojej babci Jachwety, kobiety pobożnej i bogobojnej. Ojciec pomyślał, że modliła się, idąc do komory gazowej, zresztą zwrócenie się do Boga to naturalny odruch, kiedy wiadomo, że zmierza się ku śmierci.

Babcia bardzo młodo owdowiała, całe życie chodziła do synagogi i modliła się; wzywała przyjścia Mesjasza, prosiła o lepsze życie dla siebie, dla swoich dzieci, lepsze niż to w biedzie i wdowieństwie. Kiedy tata wziął do ręki ten sidur dla kobiet, kiedy wyczyścił go z błota i zaczął czytać modlitwę, on, który w wieku trzynastu lat przestał się modlić, bo nie wierzył już w Boga, przeistoczył się w nią. A babcia Jachweta weszła w niego. Zgodnie z ludowym wierzeniem zdarza się, że duch wchodzi w ciało żywej osoby. Taki duch nazywa się dybuk. A więc dybuk, duch babci, wstąpił w mojego ojca.

Tata zemdlał.

*

Ikona wpisu: plakat do spektaklu operowego Dybuk wystawianego w Warren Miller Performing Arts Center.

 

2 Comments

  1. Po przeczytaniu Twojego wpisu wskoczyłem szybko w internetowe odmęty i kilku chwilach mini-researchu odkryłem istnienie ciekawej powieści, na którą chciałbym Ci zwrócić uwagę: „The Warsaw Anagrams” Richarda Zimlera. Pisana jest ona bowiem z perspektywy dybuka… a w zasadzie to nawet ibbura, który – jak się dowiedziałem – jest dobrym duchem opętającym.

    No i dybukiem ponoć miał być Samson Miodek z „Trylogii husyckiej” Sapkowskiego.

Dodaj komentarz