Na początek zachęcam was do wykonania małego eksperymentu. Przygotujcie kartkę i długopis. Weźcie do ręki dowolną monetę. Podrzućcie ją dziesięć razy, po każdym rzucie notując wynik. Mój jest następujący: orzeł, orzeł, reszka, orzeł, orzeł, orzeł, reszka, reszka, orzeł, reszka. W sumie sześć razy orzeł i cztery reszki. Ciągi powtarzających się po sobie orłów pojawiły się z większą częstotliwością niż reszek. O czym to świadczy?

Podobne pytanie stawia Guillermo Martínez w powieści Powolna śmierć Luciany B. W dużym skrócie jest to książka rozważająca kwestię, czy jest możliwe, aby ktoś otrzymywał od losu same orły albo same reszki. Czy to, że wokół kogoś z niepokojącą regularnością i w podejrzanych okolicznościach umierają ludzie, jest przypadkiem, chronicznym pechem, świadomym spiskowym działaniem wroga, przekleństwem, fatum zesłanym przez opatrzność jako kara za grzechy, a może wynika z prawa determinizmu?

To co robiliście przed chwilą z monetą, nazywane jest w matematyce procesem stochastycznym i dotyczy rachunku prawdopodobieństwa. Powolna śmierć Luciany B. to druga powieść, w której dostrzegam tak silnie zarysowaną perspektywę probabilistyczną. Pierwszą jest Podwojenie autorstwa José Saramago, w którym stawiał pytanie: Jakie jest prawdopodobieństwo, że w mieście, w którym żyje pięć milionów obywateli, istnieje dwóch identycznych niespokrewnionych ze sobą mężczyzn oraz jaka jest szansa, że kiedykolwiek się oni spotkają? Po czym dowodził, że oba zdarzenia są  możliwe, i oba będą zwyczajnym przypadkiem.

W Powolnej śmierci Luciany B. wszystko zaczyna się, kiedy dwóch pisarzy postanawia zatrudnić – na wzór Henry’ego Jamesa – stenotypistkę. Martínez wykreował dwóch męskich bohaterów uwikłanych w karykaturę relacji mistrz-uczeń. Z jednej strony ich losy są lustrzanymi odbiciami, mają analogiczne doświadczenia i podobnie odczuwają, z drugiej, bezpardonowo rywalizują. Młodszy – bezimienny narrator – darzy starszego – makiawelicznego Klostera – mieszaniną szacunku, podziwu, nienawiści i zazdrości. Ten zaś odwzajemnia mu się, nie pozwalając zapomnieć, iż ma nad nim przewagę i jest zawsze o kilka kroków na przedzie. Trzecią bohaterką jest wspomniana już stenotypistka, młoda i atrakcyjna Luciana, która współpracuje z autorami, a kiedy dochodzi do drobnego incydentu, oskarża Klostera o nadużycie i żąda bardzo wysokiej rekompensaty pieniężnej. Cała ta sytuacja wydaje się absurdalna i niepotrzebnie rozdmuchana, ale ma bardzo poważne konsekwencje.

W utworze padają słowa: „Sądu nie interesuje, jaka jest prawda, tylko te jej wersje, które można udowodnić”. W toku opowieści również pojawiają się odmienne relacje i „wersje prawdy”, ale żadna nie jest poparta dostatecznymi dowodami. Wplątany w rozgrywki Luciany i Klostera narrator – a także towarzyszący mu czytelnik – sam musi intuicyjnie zadecydować, komu zaufać.

Powolna śmierć Luciany B. to powieść bogata w literackie i pozaliterackie odniesienia. W czasie lektury przed oczami stawały mi sceny z filmów (chociażby Przyladek strachu Scorsese, czy Dziecko Rosemary Polańskiego) i utworów literackich (na przykład opowiadania Tamten Borgesa oraz powieści Gra w klasy Cortázara i Mroczna połowa Kinga). Czytelnik rozpatruje różne możliwości i stawia sobie mnóstwo pytań. Czy bohaterowie postradali zmysły? Czy rzeczywiście w opisywane wydarzenia zamieszany jest jakiś metafizyczny byt? Czy słowo może mieć na tyle kreacyjną moc, że wystarczy tylko coś zapisać, aby się ziściło? Czy schowana na dnie szuflady książka może stać się narzędziem vendetty, swoistą laleczką voodoo za pośrednictwem której można boleśnie ranić? A może wszystko, co spotyka tytułową bohaterkę jest konsekwencją wyrafinowanej gry, mającej na celu zaspokojenie prymitywnego imperatywu zemsty? Bóg – istnieje, czy może w niektórych sytuacjach to człowiek jest bogiem? A co ze sprawiedliwością? Co jeśli to tylko abstrakcyjne pojęcie, nie mające pokrycia w rzeczywistości? A może jednak istnieje coś na kształt równowagi i symetrii krzywd?

Nie zgadzam się z krótkowzrocznymi opiniami, że książka to wyśmienite studium szaleństwa tytułowej bohaterki. Atutami powieści są zagadkowość, towarzyszące lekturze uczucie ambiwalencji oraz otwartość na odmienne interpretacje. Myślę, że Martínez nie pochwaliłby stwierdzenia, że to obłąkana Luciana była za wszystko odpowiedzialna. Jest to jedno z wyjaśnień, ale nie jedyne.

Martínez jest erudytą, ale jednocześnie pisze przystępnie i, co najważniejsze, zajmująco. Autor jest z wykształcenia matematykiem, zatem zupełnie przestaje dziwić, iż tak wiele miejsca poświęcił rozważaniom na temat rachunku prawdopodobieństwa. Jednak musi mieć w sobie też coś z humanisty, inaczej nie przeniknąłby z takim autentyzmem do ludzkiego umysłu i duszy.

img001

Autor: Guillermo Martínez
Tytuł: Powolna śmierć Luciany B.
Przekład: T. Tomczyńska

Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 207
Wydanie: I (2010)
Oprawa: Miękka
Format: 12 x 19,5 cm
Cena z okładki: 24.90
ISBN: 978-83-247-0920-5