Ostatnio spędzam wieczory na lekturze pewnej niepokojącej historii. Pewnie niewielu o niej słyszało, bo nie została wydana po polsku. The Silent Twins Marjorie Wallace to książka non-fiction, przybliżająca życiorys(y) dwóch czarnoskórych bliźniaczek, June i Jennifer Gibbons.

Fascynująca opowieść siostrzanej więzi, którą paradoksalnie czytam bardzo powoli. Kilkanaście, kilkadziesiąt stron dziennie, a później godziny rozmyślań i analiz. To reportersko-literacki zapis egzystencjalnego cierpienia, samotności, okrucieństwa i zgubnych pragnień. Wędrówek po brytyjskich aresztach, więzieniach i szpitalach dla obłąkanych. Głodu, milczenia, egzorcyzmowania wewnętrznych demonów poprzez zapisywanie na papierze słów, które nie chciały przejść przez gardło. Bolesnej rozłąki i równie nieznośnego bycia razem.

Boję się zakończenia i epilogu tej historii. Odczuwam organiczny strach, bo wiem, że któraś z pierwszoplanowych bohaterek nie przeżyje ostatniego aktu tego dramatu. To nie jest klasyczna opowieść o dobrej i złej bliźniaczce, to historia jednego rozdartego umysłu, któremu przyszło żyć w dwóch ciałach. Nic dziwnego, że moje myśli nieustannie dryfują w stronę mrocznego opowiadania o braciach, którzy musieli dzielić się jednym ciałem…

Jennifer i June Gibbons

Temat sobowtóra – realnego czy też widmowego – rozszczepienia jaźni, podwojenia i zdwojenia, pojawiał się w twórczości Stefana Grabińskiego regularnie. Można powiedzieć, że to jeden z lejtmotywów jego pisarstwa. Wystarczy zagłębić się w opowiadania Dziedzina, Zez czy Szary pokój, by poczuć ten dziwny dreszcz, doświadczyć mieszanki odczuć fascynacji, strachu i odrazy. Groza w pigułce. Nigdzie jednak temat sobowtóra nie zyskał tak wyraźnej metafizycznej aury – a zarazem dosłowności – jak w Problemacie Czelawy.

Wciąż wracam do tej historii. Obszerny tekst można właściwie rozpatrywać jako mini-powieść. Nagromadzenie niesamowitości i grozy, klimat jak z horroru, kompozycja rodem z kryminału. W rolę detektywa wciela się lekarz psychiatra, do którego zgłasza się zrozpaczona młoda kobieta. Wanda Czelawowa twierdzi, że coś dziwnego dzieje się z jej mężem, a jednocześnie nocami nawiedza ją intruz łudząco do niego podobny.

June i Jennifer Gibbons

Grabiński skutecznie buduje napięcie, odwleka moment rozwiązania zagadki, podsuwa fałszywe tropy. Eksponuje wszelkie tajemnicze zjawiska znane od czasów powieści gotyckiej. Choroba psychiczna, halucynacje wzrokowe, zespół Capgrasa, rozdwojenie jaźni rodem z Doktora Jekyla i Mr Hyde’a, katalepsja, paraliż senny…

Finał jest niewiarygodny, ale jednocześnie tak precyzyjnie uargumentowany, że każdy miłośnik fantastyki grozy będzie odurzony tą historią.

Poniżej moje ulubione fragmenty. Przestrzegam jednak przed spoilerami i zachęcam do lektury całości Problematu Czelawy. Opowiadanie znajdziecie w zbiorach Grabińskiego, w pierwszym tomie antologii polskich i zagranicznych opowiadań grozy pod tytułem Dziwne historie oraz na portalu Wolne Lektury. Polecam też film Problemat profesora Czelawy w reżyserii Zygmunta Lecha. Poniżej próbki prozy Grabińskiego.

*

Mimo to przez błyskawicznie krótką chwilę mogłem widzieć profil twarzy, który mi dał dużo do myślenia: miałem wrażenie, że wychodził z domu Czelawa. Niebawem jednak uznałem przypuszczenie za zbyt niedorzeczne; było zbyt ciemno, by móc rozeznać rysy, a wszelkie domysły w podobnych warunkach są nader ryzykowne. Zresztą strój nieznajomego, bardzo zaniedbany, niemal nędzny, wykluczał coś podobnego. Dziwiło tylko, że otworzył sobie bramę sam, gdyż słyszałem wyraźnie zgrzyt klucza; widocznie więc musiał to być jeden z mieszkańców, któremu gospodarz pozwolił klucz dorobić; z drugiej strony jednak zdziwił mnie jego podupadły wygląd; jak na lokatora naszej kamienicy był stanowczo zanadto obdarty (…)  nabrałem przekonania, że nieznajomym jest Czelawa lub też ktoś łudząco podobny (…)

Istnienie sobowtóra z krwi i kości, wnęcającego się nie wiadomo jak do domu człowieka, który fatalnym przypadkiem jest doń łudząco podobny, byłoby rzeczą potworną (…)

W roku 1867, dwudziestego lutego w miasteczku N. pojawił się na świecie dziwny kaprys natury: pewnej parze małżonków urodziło się dwoje męskich bliźniąt zrosłych biodrami. Po szczęśliwym przeprowadzeniu operacji jedno zapadło w dziwny stan martwoty, by po dwunastu godzinach śmiertelnego snu wrócić do stanu jawy, gdy równocześnie drugie niemowlę uległo symptomom przebytym uprzednio przez pierwsze. Władze duchowne były przy udzielaniu chrztu w niemałym kłopocie. Konsylium uczonych i lekarzy zajęło się żywo fenomenalnym wypadkiem, by wreszcie orzec, że najprawdopodobniej ma się tu do czynienia z jedną jaźnią o podwójnej osobowości empirycznej. Energia psychiczna ożywiająca nasze ciała była jedną i tą samą, a stąd i pamięć wspólną; tak, siła duchowa była identyczna, lecz nie ciała: to były dwa różne ustroje fizyczne. Każdy z nas jako osobowość empiryczna przedstawia wypadkową dwóch elementów, z których jeden jest nam wspólny.

*

Ikona wpisu przedstawia czarno-białą kopię kolorowego obrazu olejnego Angeliki Sauer, Siamase Twins.