Tęsknoty i wspomnienia. To chyba naturalne, że uruchamiają się, kiedy jesteśmy z dala od domu. Październik spędziłam w Londynie, i cóż… wbrew oczekiwaniom nie była to owocna podróż. Jednak zanim wyjechałam, spędziłam dużo czasu z moją rodziną, z prawie dziewięćdziesięcioletnią babcią. Znalazłam u niej i z wielkim zdziwieniem oraz wzruszeniem przeczytałam wiersze mojej mamy, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Nawiedziły mnie po tym dziwne sny.

Przypomniał mi się też przejmujący wiersz Wisławy Szymborskiej. Muszę przyznać, że wiążą się z nim dość nieoczywiste skojarzenia. Kiedy czytam pierwszą strofę, przed oczami staje mi rodzina Palmerów. Najpierw ta sprzed lat. Zrozpaczona Laura, rozhisteryzowana Sara i demoniczny Leland, usiłujący udawać, że nadal stanowią idealną rodzinę. Wspólny posiłek w przytulnej jadalni, po chwili krzyki i łzy. Mija trzydzieści lat. Tej rodziny już nie ma, ale są widma, które pewnego dnia zasiadają przy wspólnym stole. Nie ma kłótni, żalu, bólu. Tylko radość z ponownego spotkania. Nad ich głowami duża lampa tworzy świetliste aureole.

Dziwne obrazy roją mi się w głowie. Czytając dalszą część wiersza, widzę już własnych rodziców. Ich przeszłość i przyszłość.

Pamięć nareszcie ma, czego szukała.
Znalazła mi się matka, ujrzał mi się ojciec.
Wyśniłam dla nich stół, dwa krzesła. Siedli.
Byli mi znowu swoi i znowu mi żyli.
Dwoma lampami twarzy o szarej godzinie
błyśli jak Rembrandtowi.

Teraz dopiero mogę opowiedzieć,
w ilu snach się tułali, w ilu zbiegowiskach
spod kół ich wyciągałam,
w ilu agoniach przez ile mi lecieli rąk.
Odcięci – odrastali krzywo.
Niedorzeczność zmuszała ich do maskarady.
Cóż stąd, że to mogło ich poza mną boleć,
jeśli bolało ich we mnie.
Śniona gawiedź słyszała, jak wołałam mamo
do czegoś, co skakało piszcząc na gałęzi.
I był śmiech, że mam ojca z kokardą na głowie.
Budziłam się ze wstydem.

No i nareszcie.
Pewnej zwykłej nocy,
z pospolitego piątku na sobotę,
tacy mi nagle przyszli, jakich chciałam.
Śnili się, ale jakby ze snów wyzwoleni,
posłuszni tylko sobie i niczemu już.
W głębi obrazu zgasły wszystkie możliwości,
przypadkom brakło koniecznego kształtu.
Tylko oni jaśnieli piękni, bo podobni.
Zdawali mi się długo, długo i szczęśliwie.

Zbudziłam się. Otwarłam oczy.
Dotknęłam świata jak rzeźbionej ramy.

*

Wisława Szymborska (1923-2012) polska poetka, laureatka literackiej nagrody Nobla. Szwedzka Akademia opisywała autorkę i jej dzieło słowami: Chcemy uhonorować przedstawicielkę niezwykłej czystości i siły poetyckiego spojrzenia. Poezji jako odpowiedzi na życie, sposobu na życie, pracy nad słowem jako myślą i wrażliwością. Wiersze Wisławy Szymborskiej to perfekcja słowa, wysoce wycyzelowane obrazy, myślowe allegro ma non troppo, jak nazywa się jeden z jej wierszy. Jednak ciemności, której nie ulegają one bezpośrednio, wyczuwa się w nich tak, jak ruch krwi pod skórą.

*

Wiersz Pamięć nareszcie oryginalnie pochodzi z tomu Sto pociech.  Przytaczam wersję opublikowaną w antologii Wiersze wybrane Wisławy Szymborskiej

Ikona wpisu przedstawia odręcznie zapisany wiersz autorki z tego samego tomu.