Początek świata. Olej na płótnie o wymiarach czterdzieści sześć na pięćdziesiąt pięć centymetrów, namalowany w 1866 roku przez francuskiego realistę Gustave’a Courbeta. Obraz – znany także jako Pochodzenie świata – który przez niemalże sto trzydzieści lat pozostawał w ukryciu. Otoczone złą sławą, legendarne dzieło przedstawiające akt kobiecy z obnażonym łonem. Współcześnie ikona kobiecej seksualności i symbol twórczej wolności. A jak odbierano obraz dawniej?

Pasjonat historii sztuki Thierry Savatier drobiazgowo odpowiada na to pytanie, zabierając czytelnika w podróż po Europie XIX i XX wieku. Autor metodycznie bada dzieje obrazu, tak jak biograf znanego człowieka bada jego życie. Rekonstruuje historię płótna, które przechodziło z rąk do rąk kolekcjonerów sztuki, a w czasie wojny zostało zrabowane z bankowego skarbca hrabiego Hatvany’ego. Książka Savatiera jest monografią dzieła sztuki, ale chyba można też nazwać ją biografią. I wcale nie dlatego, że opisuje losy kolejnych właścicieli obrazu, ale dlatego, że Początek świata też miał życie. Niezwykle ekscytujące i pełne tajemnic. Dodatkowo intryguje fakt, iż odtworzenie dziejów Początku świata  było utrudniane. Z jakiegoś powodu kolejni właściciele płótna trzymali w sekrecie fakt jego posiadania, a nawet intencjonalnie mylili tropy, tak by obrazu nie można było zidentyfikować. Savatier „systematycznie stawia pod znakiem zapytania wiedzę, którą uznawano za niepodważalną”. Krytykuje i obala ustalenia, z którymi nie może się zgodzić. Posługuje się przy tym metodami naukowymi, zbiera dowody w postaci danych historycznych, dokumentów i świadectw żyjących jeszcze osób, których losy skrzyżowały się z dziejami Początku świata. Kwestie, w których brakuje solidnych dowodów pozostawia otwarte. Przedstawia swoje hipotezy – zawsze tylko takie, które mają sensowne przesłanki i opierają się na prawdopodobieństwie – ale nie forsuje ich na siłę. Mimo rzetelnego opracowania autorstwa Savatiera wiele pytań i kwestii – jak chociażby tożsamość modelki – nie udaje się jednoznacznie rozstrzygnąć, pozostawiając przestrzeń dla dalszych badań.

Książka w dużej mierze jest zbiorem odkryć wcześniejszych badaczy. Pisarz zebrał i usystematyzował wiedzę na temat Początku świata, a także wzbogacił ją o nowe wnioski i teorie. Szczególnie interesujące wydają się rozważania na temat genezy tytułu obrazu, w połączeniu z etymologiczną interpretacją wyrazów L’Origine oraz L’Origyne, a także analiza wydarzeń, które doprowadziły do tego, iż kopia autorstwa René Magritte’a uchodziła przez długi czas za oryginał Początku świata.

Obraz Courbeta, który sama tematyka skazywała na pozostawanie w ukryciu, generował otoczkę tajemniczości. Od zawsze też był dziełem, które zobaczyć mogli tylko wybrańcy. Właściciele obrazu skrywali go za specjalnie skonstruowanymi kurtynami lub za innymi – mniej szokującymi – malowidłami.

Courbet namalował Początek świata, Chalil Bej dorzucił zasłonę, z połączenia tych dwóch elementów miał się zrodzić długotrwały mit, ponieważ, jak zobaczymy, pod różnymi postaciami jedne kryjówki będą zastępować inne, dopóki obraz nie trafi do zbiorów publicznych (…) Zasłona potęgowała tajemnicę, kreowała legendę, nie pozostawiał miejsca na żadną dwuznaczność.

Akt odsłonięcia transgresywnego dzieła nabierał przy tym charakteru uroczystej ceremonii, misterium.

„Skandaliczne widoki” – tak określali akt Courbeta niektórzy „krytycy”. Opinie w podobnym tonie przyczyniły się do demonizowania seksualności i negowania kobiecości.

Od rzeźby greckiej po dziewiętnastowieczne malarstwo istnieje wiele pełnych aktów męskich, na których widać przyrodzenie, rzadziej naturalne owłosienie. Owej swoistości sztuka – a raczej zasady i konwencje – systematycznie odmawiała kobiecie, na przemian przysłaniając ją liściem, stosownie udrapowaną tkaniną, roztropnie ułożoną dłonią, czy też stosując jakikolwiek inny, mniej lub bardziej prawdopodobny wybieg.

Ostatnim, który zakupił Początek świata był Jacques Lacan, trzeci – obok Frueda i Junga – filar psychoanalizy. Naukowiec nigdy obrazu nie komentował, miał natomiast w zwyczaju podglądać tych, którzy obserwowali dzieło sztuki, stając się – jak to ujął Savatier – voyeurem do kwadratu. Po śmierci Lacana, jego spadkobiercy przekazali L’Origine du monde Muzeum Orsay w Paryżu, gdzie jest eksponowany po dziś dzień.

O obrazie Courbeta wypowiadało się swego czasu bardzo wielu. Przeważnie ci, którym nie było dane go zobaczyć, a jedynie słyszeli o dziele francuskiego malarza od kogoś, kto je widział, albo zna kogoś, kto zna kogoś, kto zajrzał za zasłonę skrywającą – jak to ujął pół żartem pół serio jeden z obserwatorów – „uchodzące za przeraźliwe narządy rodne w stanie naturalnym”. Paradoksalnie większość tych, którzy oglądali płótno, milczeli na jego temat, choć nie musieli. Dlaczego? Możemy tylko snuć domysły.

Historia Początku świata to także historia przemian obyczajowych. Autor bezlitośnie obnaża ludzką hipokryzję, zauważając że „perwersja tkwi tutaj w spojrzeniu widza, a nie w oglądanym dziele”, a pruderia i wstydliwość na pokaz ma zakamuflować to, że nie jesteśmy wcale tacy święci.

Książka Savatiera nie jest pierwszą, na której okładce widnieje reprodukcja Początku świata. Autor wspomina o publikacji Adorations perpétuelles, które z dniem pojawienia się w księgarniach w lutym 1994 roku wywołały oburzenie pośród cnotliwych francuzów. Po protestach władze zadbały, by gorsząca okładka nie znalazła się w witrynach wystawowych sklepów. Tak zwana „poprawka Jolibois”, która w teorii miała chronić małoletnich przed obsceną, w praktyce przyczyniła się do napiętnowania dzieła sztuki o niepodważalnej wartości i wrzucenia go do jednego worka z pornografią. Tak oto, u progu XXI wieku, w oświeconej Francji zatriumfowała cenzura!

img005

Autor: Thierry Savatier
Tytuł: Początek świata. Historia obrazu Gustave’a Courbeta
Przekład: K. Belaid

Wydawnictwo: słowo/ obraz terytoria
Liczba stron: 266
Wydanie: I (2015)
Seria wydawnicza: Przygody ciała
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 16 x 22 cm
Cena z okładki: Brak
ISBN: 978-83-7453-247-1