Książka o wymownym tytule Detroid. Sekcja zwłok Ameryki jest czymś zupełnie innym niż się spodziewałam. Publikacja promowana jako reportaż, niewiele ma z tym gatunkiem wspólnego. Reportaż najsilniej kojarzy mi się z twórczością zmarłego kilka lat temu Ryszarda Kapuścińskiego. To jego relacje z afrykańskich podróży, oraz teksty ilustrujące sytuację polityczną i społeczną w krajach za żelazną kurtyną, uchodzą dla mnie za wzór literatury faktu. Ale Ameryka, to Ameryka. Widocznie panują tam  inne standardy dziennikarstwa.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ Charlie LeDuff jest przeciwieństwem Kapuścińskiego, dla którego źródłem twórczej inspiracji była obserwacja uczestnicząca, który miał niebywały zmysł dziennikarski, w swych tekstach pozwalał przemówić sytuacjom i ludziom, umiejętnie dozując informacje o sobie samym. Tymczasem amerykański autor od początku książki stawia w centrum właśnie siebie. Snując rozważania o własnej wielkości i dziennikarskim kunszcie, jawi się jako nieokiełznany egocentryk i pospolity megaloman. Owszem otrzymał niegdyś nagrodę Pulitzera, ale czy to powód, by tak stroszyć piórka i kreować się na megagwiazdę? Można odnieść wrażenie, że LeDuff robi Detroit wielką przysługę rezygnując z wysokiej pozycji, jaką sobie wypracował, rzucając pracę w „The New York Times”, by przenieść się do tego miasta widma i zatrudnić w lokalnej gazecie.

W teorii – czyli według wydawcy – LeDuff pisze o mieście w stanie entropii, o Detroit, które się rozkłada, gnije od środka i na zewnątrz. W praktyce Charlie LeDuff pisze o Charlim LeDuffie, o swoich sukcesach i niepowodzeniach, o braciach, siostrach, dziadku, który urodził się czarny, a umarł jako biały człowiek, etc. Fragmenty w których dziennikarz rekonstruuje historię przodków, odkrywa swoje korzenie i weryfikuje tożsamość nie są jeszcze takie złe, problem w tym, że autor na tym nie poprzestaje. Ciągle mówi o sobie, co więcej, niektórym jego opowieściom trudno dać wiarę. To nawet nie jest reportaż literacki łączący fakty i elementy fikcji. To pean na cześć samego siebie.

Wszystko, co musicie wiedzieć o tej książce, zawiera się w krótkim jej fragmencie, który kilka dni temu zamieściłam na fanpage’u bloga i ponownie tutaj przytaczam.

W świetle wpadającym przez szyb windy widziałem teraz nie tylko buty, ale również wystające z nich golenie. Trąciłem je gumką mojego ołówka. Zimą zawsze robię notatki ołówkiem. Długopisy lubią zamarzać – tak samo jak psy i ludzie, jeśli pozostaną na mrozie odpowiednio długo […] W tylnej kieszeni spodni zamarzniętego mężczyzny znaleziono portfel, dzięki czemu, po tygodniu od momentu wyciągnięcia ciała z szybu windy, udało się go zidentyfikować. Nazywał się Johnnie Lewis Redding […] Najprawdopodobniej zmarł wskutek przedawkowania kokainy i został zrzucony do szybu przez jakiegoś przyjaciela, który spanikował i nie wiedział, co innego mógłby zrobić. Z narkomanami zdarzało się to bardzo często. W zeszłym roku, gdy przedawkował pewien mężczyzna, przyjaciele postanowili wepchnąć go do walizki, walizkę wrzucić do SUV-a, a później spalić samochód.

– Sposób w jaki umierają członkowie danego społeczeństwa, odzwierciedla sposób, w jaki to społeczeństwo żyje – powiedział mi doktor Carl Schmidt, lekarz sądowy hrabstwa Wayne, gdy spotkałem się z nim w gabinecie udekorowanym meksykańską sztuką śmierci. – Problem w tym, że tego rodzaju ludzie w ogóle istnieją. Bo jedyną rzeczą, jaka odróżnia nas od zwierząt, jest to, że chowamy naszych zmarłych. Więc kiedy okazuje się, że potrafimy obojętnie porzucić martwą istotę ludzką, to co to mówi o obecnym stanie rzeczy?

Puenta, która wybrzmiewa na końcu, nie jest nawet refleksją autora, tylko przytoczeniem cudzych słów.

Wszystko sprowadza się to do tego, że LeDuff „miał szczęście” być pierwszym dziennikarzem, który zobaczył ciało bezdomnego. Wydarzenie to szybko obiegło cały świat i stało się przyczynkiem do wielu dyskusji, stało się też tematem obszernego artykułu LeDuffa – napisanego dla „The Detroit News” – a następnie książki Detroid. Sekcja zwłok Ameryki. Zdaje się, że autor chciał wycisnąć z tej historii ile tylko się da, napisać bestsellerową książkę, podnieść się z finansowego dołka. Dorzucił więc kilka opowieści o bezdomnych koczujących w walących się pustostanach, ćpunach, podpalaczach, strażakach pozbawionych niezbędnego sprzętu, aby zapanować nad tym chaosem, o strzelaninie, kilku trupach, korupcji sięgającej od najniższych po najwyższe szczeble władzy. Tak powstała owa niewiele warta publikacja. Obserwacje autora są powierzchowne i fragmentaryczne. Choć jest mieszkańcem Detroit, wcale się z tą społecznością nie utożsamia. Może twierdzić że jest inaczej, ale wyczuwa się w tym fałsz. Charlie LeDuff – dobroczyńca Detroit, superbohater, który opowie światu, co się tutaj naprawdę dzieje i uratuje chociaż cząstkę miasta przed zagładą.

Zachwyty nad pisarstwem LeDuffa, zamieszczone na okładce książki, uważam za mocno przesadzone. Nie dajcie się zwieść. Autor aspiruje do miana literata pisząc o Detroit, że kiedyś należało do awangardy w drodze Ameryki ku chwale, a teraz należy do awangardy w drodze ku klęsce oraz nazywając je miastem jednorazowego użytku i postindustrialnym grobowcem, a także siląc się, od czasu do czasu, na czarny humor. Jednak ostatecznie jego książka to wydmuszka. Ładnie zapakowany pudełko bez żadnej zawartości. O Detroit dowiedziałam się stosunkowo niewiele, o zamieszkujących je ludziach jeszcze mniej. Książka nie poszerzyła mojej wiedzy o świecie, emocjonalnie też nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Jeśli chcecie przeczytać naprawdę dobry reportaż od wydawnictwa Czarne, sięgnijcie po ten autorstwa Macieja Wasilewskiego o wyspie Pitcairn pod tytułem Jutro przypłynie królowa. Nie jest to nowość, publikacja sprzed dwóch lat, ale mimo lektury wiele miesięcy temu książka nadal siedzi w głowie, skłania do refleksji, stawiania pytań. Tymczasem w przypadku książki Charliego LeDuffa można zadać tylko jedno: Po co?

detroit

Autor: Charlie LeDuff
Tytuł: Detroit. Sekcja zwłok Ameryki
Przekład: I. Noszczyk

Wydawnictwo: Czarne
Wydanie: I (2015)
Oprawa: Twarda
Liczba stron: 296
Format: 13.5 x 21.5 cm
Cena z okładki: 44.90
ISBN: 978-83-8049-040-6