Powstało mnóstwo teorii na temat nienazwanej grozy czyhającej w końcówce banana. Byłam zwolenniczką tej mówiącej o egzotycznym robaku, o bananowym czerwiu, który wlazł do środka w Afryce po to, by wyleźć w Polsce prosto do mojego układu pokarmowego i siać tam spustoszenie. Jeśli nie było go w bananie osobiście, a mogło naprawdę z wielu powodów, zostawiał tam robalowate jaja, przez co miałam szanse stać się naiwnym inkubatorem dla afrykańskich owadzich noworodków. Nic przyjemnego. W całkowitej ciszy i niemałym skupieniu obserwowałam więc wymuszane odcinanie obu bananowych końcówek i czasami wydawało mi się, że robal wystawia łeb, by zakląć, pogrozić mi i zapowiedzieć, że jeśli nie tym razem, to kiedyś na pewno go skonsumuję – przez lenistwo albo na skutek dorosłości, która nie daje wiary podobnym historiom. (Końcówka banana, fragment)

Nie zastanawiaj się, tylko odpowiedz spontanicznie. Ile masz teraz lat? Nie pytam o prawdziwy wiek, tylko o to w jakim momencie życia jesteś teraz myślami. Już rozumiesz. Tobie też to się przytrafiło? Czas się cofnął… To tylko niewielki wycinek Mapy zalesienia, jednostka na skali 1:150, ale nawet tak niewiele wystarczy, by poczuć, że to nie jest zwyczajna książka, to podróż. Wyprawa, której plan znalazłam przypadkiem. Mapa zalesienia oraz Papier, nożyce, SŁOWO, miejsca, w których nie można się nie zakochać. Ale to dziwne zauroczenie. Słodko-gorzkie, pełne niepewności i obaw. 

boję się, że miejsca
zmieniają się pod moją nieobecność
a nawet na pewno wiem, że tak jest
tylko patrzę pod nogi i trochę udaję
(Południowy wschód, fragment)

Mapa jest dokładna, to nie jej wina, jeśli pobłądzisz podczas tej podróży. Wkraczasz do dziwnego świata, niby znajomego, ale innego. Płynnego, zmiennego, onirycznego. Raz jak z baśni, raz jak z horroru. To miejsce piękne, a zarazem wrogie, pełne rozkoszy, ale też pułapek.

prawdziwe lasy rosną gdzie indziej, na pewno nie tutaj
i trzeba to sobie powiedzieć otwarcie, bez ogródek. rozwiewając

wątpliwości, niszcząc złudzenia. tutaj dzieci
karmią wiewiórki, które psują się od ogonów, szarzeją,
spadają z drzew sztywne jak sznurkowe kukły i trzeba tę śmierć
ubierać w obłe słowa, miękkie metafory.
trzeba ją objaśniać, depcząc butem śliwki węgierki,
licząc, że chociaż trochę
trafia się w punkt
(Deminutivum, fragment)

Nazwy poszczególnych przystanków mogą być mylące, przyznaję. Nie spodziewasz się przecież grozy w Małym Zielniku, z czym innym kojarzysz tę nazwę. 

mamo, usiądźmy i wklejmy do zielnika
prysznicową rurę, kawałek kota
rozkładającego się od brzucha. to nie takie trudne
wstrzymać na chwilę oddech i podnieść go za ogon.
powiedziałaś, że coś brzęczy, bzyczy,
że pewnie to jakiś ciężki od upalnej wiosny
trzmiel krąży mi nad głową, bym ćwiczyła uciekanie
i donośne krzyki.
okazało się jednak, że spacerujemy
pod drutami najwyższego na świecie napięcia.
„gdyby się urwały, nie zdążyłabyś uciec”
– powiedziałaś, patrząc w białe niebo
dziwnie nierozwarte mimo nacięć
(Nasz mały zielnik)

Z drzew zamiast liści spadają ci pod stopy słowa o niesamowitej sile rażenia, zdania pełne niedopowiedzeń, które utrzymują umysł w stanie ciągłego napięcia. Ale bez obaw, Mapa zalesienia to nie tylko poklatkowa animacja dziecięcego strachu. To także wędrówka przez smaki i zapachy, barwy i faktury. Na wydeptanej przez poprzedników ścieżce znajdziesz artefakty dzieciństwa, wspólne nam wszystkim doświadczenia. Mity, które były integralną częścią dorastania, radości i koszmary, które dzieliliśmy. 

Na naszym podwórku studnia wyrastała z betonowych schodów, była naroślą na ich chropowatym ciele, kuszącym przecinkiem w przestrzeni. Czarną rozszerzoną źrenicę studni przykrywały sparciałe deski. Miały nas uchronić przed tragiczną śmiercią w cielsku sztywnej pionowej gąsienicy. (Studnia i pieczone jabłka, fragment)

Nie masz ochoty rzucić się w tę studnię? Pomimo strachu, w zgodzie z podszeptami młodzieńczej ciekawości. Wpaść w ciemność i spadać, coraz szybciej i szybciej. Słuchać, jak na łydkach rośnie gęsia skórka, spojrzeć w zielone oczy śliwek, zobaczyć miasto, które czuć w stopie z odciskiem, zanurzyć się w zagadkową kroplę i ocean. Zawędrować do Ameryki lat trzydziestych, wbić wzrok w kratery zmarszczek Allie Mae Burroughs. Dostrzec każdy najdrobniejszy szczegół odciśnięty w pamięci, jak za pomocą fioletowej słodko pachnącej kalki. Ukraść kawałek świata wyobraźni dziewczyny, którą posklejało grono szalonych biografów.

Ostania strona, zapada ciemność, powrót do punktu wyjścia. Pora zejść ze szlaku, choć wolałabym tu zostać. Patrząc na las i pytając:

Jak długo rośnie drzewo? To zależy, to różnie. Ale raczej braknie ci palców u dłoni i stóp, żeby policzyć. Na przykład taki dąb. Dąb jest drzewem długowiecznym (…) Jesion, pod którym zawsze chodziło się na koc z kompotem w szklance z cienkiego szkła, rośnie dość szybko. Zdarzają się nawet czterystuletnie jesiony, ale nie wiem, jak wiele widział już ten nasz, oprócz moich zdzieranych na szlace kolan, twoich pierwszych kroków, oprócz światła rzeźbiącego piegi największego z kamieni leżących obok rowu. Brzozy na kołyski dla niemowląt rzadko przekraczają dwusetkę. Myślę, że wycieńcza je znacznie konieczność odganiania duchów po północnych stronach grobów. (Nie jestem drzewem, fragment)

Ewelina Krupska przygotowuje swoją kolejną poetycką książkę. Po tym, co przeżyłam – bo przeczytałam, to zdecydowanie za mało powiedziane – z Mapą zalesienia, nie mogę się doczekać następnej porcji poezji i prozy poetyckiej pióra tej niezwykle wrażliwej i utalentowanej autorki.

Autor: Ewelina Krupska
Tytuł: Mapa zalesienia 
Wydawca: Convivo

Seria wydawnicza: Tangere
Liczba stron: 114
Wydanie: I (2016)
Oprawa: Miękka
Format: 13.5 x 20.5 cm