Chłopcy, których kocham i Mikromy, dwa projekty Anny Ciarkowskiej, pierwszy literacki, drugi graficzny. Podglądam od dawna. Kiedy autorka dzieliła się w sieci pierwszymi krótkimi wierszami, byłam pod ogromnym wrażeniem. Otwartości i prostoty jej tekstów, które jednocześnie skrywają wielki ładunek emocjonalny. Z miejsca uznałam Chłopców, których kocham za fenomen. Liryczne notatki z codzienności, z kochania i bycia kochaną, z rozstań, z pustki, która paradoksalnie potrafi pochłonąć i zmielić człowieka jak tornado. Teoretycznie mogłaby je stworzyć każda kobieta. Tyle że niewiele z nas potrafiłoby znaleźć odpowiednie słowa, przekuć tęsknotę i rany w coś tak poruszającego, intymnego a równocześnie uniwersalnego jak ten tomik.

Kiedy tylko gruchnęła wieść, że Chłopcy, których kocham to nie tylko kawałki poezji – które autorka drukuje, umieszcza w kontekście różnych miejsc i zdarzeń, fotografuje, następnie dzieli się nimi w przestrzeni wirtualnej – ale potencjalna książka, zażartowałam, że Anna Ciarkowska będzie niedługo nazywana polską Rupi Kaur, ale uwaga, jest od niej dużo lepsza. Zarówno jako poetka, jak i ilustratorka. Tym co łączy obie artystki jest młody wiek, tworzenie współczesnej poezji będącej syntezą słowa i obrazu oraz debiut w tym samym wydawnictwie (w przypadku Kaur chodzi oczywiście o polski debiut, nie debiut w ogóle). Nic więcej. Nie recenzowałam tomiku Mleko i miód, ale czytałam i odczucia miałam mocno mieszanie. Nierówny poziom, chaos, sztuczność, jakby niektóre teksty były tworzone na siłę. Takie były moje subiektywne odczucia. Z Chłopcami… jest zgoła inaczej. Czuć lekkie pióro, ale widać też ogrom pracy. Każdy tekst jest wyszlifowany do perfekcji. Nawet jeśli jest to tylko jedno, czy dwa zdania, słowa, które się na nie składają, niosą głębię znaczeń i zapadają w pamięć. Anna Ciarkowska ma bardzo wyrazisty styl. Jej teksty są charakterystyczne i rozpoznawalne.

Chłopcy, których kocham – syntetyczny i spójny zapis życia wewnętrznego. Krótko, ale treściwie. Fundamentalne pytania i trafne puenty. Ten wybór tekstów jest jak soczewka ukazująca na przemian skalę mikro i makro. To wyjątkowo sensualna poezja i proza poetycka (książkę zamykają listy, o których więcej nieco niżej) oparta o metaforykę związaną z żywiołami wody i ziemi. W tekstach konsekwentnie powraca obraz morza, fal, piasku, wodnych organizmów. Dzięki temu tomik staje się jedną harmonijną opowieścią podzieloną na wiele mikroskopijnych rozdziałów. Kochanie jest jak morska podróż, jak zanurzanie się w nieznane, czasem jak kłujące w piersi powolne  tonięcie. 

Boję się, że już mi tak zostanie.
Ty i choroba morska,
kiedy z twoich ramion schodzę na ląd.

Autorka w subtelny a jednocześnie przejrzysty sposób opisuje sferę erotyczną związku, ścieranie się Erosa z Tanatosem. Esencję la petite mort, doświadczenia zmysłowego, które ociera się o metafizykę, ale też destrukcyjność miłości fizycznej. Bo przejście od miłości platonicznej do cielesnej nierzadko zamiast początkiem, jest właśnie końcem świata, małą śmiercią. Rozpadem, po którym trzeba się ponownie poskładać z rozbitych kawałków. 

Budzę się z przyzwyczajenia

Śnią mi się przestrogi i czerwone posadzki,
ale już nie ty przecież
tylko ten chłopiec, co biegł chwilę temu
przez mój sen.

*

A co, jeśli poznaliśmy się tylko po to,
by mógł powstać jeden wiersz?
– On wyszedł spomiędzy żeber – mówisz

On wyszedł z tęsknoty.

To była tęsknota fizjologiczna. Spanie bez snów
chodzenie bez kroków, świat bez właściwości.

Książkę zamykają wspomniane listy. Próbka epistolarnej prozy poetyckiej, która jest swoistym monologiem, próbą domknięcia, pożegnania. Autorka wyznała mi, że dwa z nich zostały wysłane do adresatów. To najlepszy dowód na to, że twórczość Anny Ciarkowskiej nie jest literacką kreacją, tylko prowadzonym przez lata osobistym notatnikiem, którym aspirująca poetka w pewnym momencie zdecydowała podzielić się z czytelnikiem. Akt ogromnej odwagi, kawał siebie oddany innym. W efekcie czytamy wyjątkowo szczere i autentyczne zapiski dziewczyny, która kocha i chce być kochaną, trochę dłużej niż przez jedną noc.

Na pewnym poziomie Chłopcy, których kocham są zapisem naszej współczesnej kondycji. Tego jak coraz częściej wyglądają relacje damsko-męskie, bardziej i mniej przelotne związki. Próba uchwycenia kiedy coś się zaczyna i kiedy kończy. Odmalowana słowami i szkicami mapa tego, co zostaje na ciele i duszy po takim – często nieoczekiwanym i niechcianym – końcu.

Autor: Anna Ciarkowska
Tytuł: Chłopcy, których kocham
Wydawnictwo: Otwarte

Liczba stron: 312
Wydanie: I (2018)
Oprawa: Twarda 
Format: 13 x 20 cm

Za nadesłaną książkę dziękuję wydawnictwu Otwarte.