Żartowałam niedawno, że mój egzemplarz W pogoni za wielką rybą (Catching The Big Fish) stracił właśnie status białego kruka. Książka od lat niedostępna, a przez wielu poszukiwana. Nieoczekiwanie i bez wielkiego rozgłosu nadeszła chwila, kiedy doczekaliśmy się nowego wydania tej niecodziennej publikacji. Wydana niegdyś przez Rebis książka Davida Lyncha wraca po jedenastu latach w nowym przekładzie pod szyldem wydawnictwa Samsara.

Tak się składa, że zrecenzowałam W pogoni za wielką rybą już przed czterema laty. Była do dokładnie druga recenzja, która pojawiła się na blogu. Oczywiście nikt jej wtedy nie przeczytał, postanowiłam zatem ponowić lekturę książki Lyncha, odświeżyć recenzję i opublikować ją raz jeszcze w lekko zmienionej formie. Wybaczcie mi to małe oszustwo, które czynię ku chwale Davida Lyncha i ku ekscytacji miłośników jego – nie tylko filmowego – geniuszu.

W pogoni za wielką rybą to książka pod wieloma względami niezwykła. Zbudowana z kilkudziesięciu krótkich rozdziałów, które są jak zapiski w dzienniku, notatki artysty. Migawki zdarzeń, zalążki pomysłów, szkice ludzkich portretów, etc. Do tego enigmatyczne sentencje, refleksje o życiu, skrawki autobiografii. Trzeba niemałego wysiłku, żeby to wszystko scalić, złożyć w spójny obraz, dostrzec przekaz – kompozycja aż nazbyt dobrze znana z filmów Lyncha.

Punktem wyjścia dla rozważań o życiu, sztuce i kreatywności – a także swoistą klamrą spinająca wynurzenia (wyjątkowo tu to słowo pasuje) Lyncha – jest Medytacja Transcendentalna. Nieodłączny element życia artysty od niemal czterdziestu lat. Akurat medytacja – jakakolwiek – nigdy mnie szczególnie nie pociągała, dodatkowo idea Medytacji Transcendentalnej została kilka lat temu skompromitowana w filmie dokumentalnym David chce odlecieć (David Want to Fly), zrealizowanym przez początkującego reżysera, imiennika i wielbiciela twórczości Lyncha. Wracając jednak do książki, Lynch odwołuje się do metafory wędkowania – które jest niczym innym, jak zanurzaniem się w ocean własnej świadomości – i na jej przykładzie wyjaśnia, jak łowi pomysły, następnie robi z nich przynętę na jeszcze większe, lepsze idee, które z czasem nabierają kształtów i przeradzają się w dzieła na miarę mistrza.

Opisując zgłębianie własnej jaźni, Lynch przytacza konkretne przykłady z życia osobistego i zawodowego oraz serwuje czytelnikowi nieznane anegdoty z planów filmowych. W rozdziale zatytułowanym po prostu Miasteczko Twin Peaks przybliża historię tego, jak Frank Silva – odtwarzający w serialu postać demonicznego Boba – został całkiem przypadkiem zaangażowany do tej, najwyraźniej nawet nieprzewidzianej w scenariuszu, roli. Historia ta wiele mówi o warsztacie pracy reżysera, który nie trzyma się utartego planu, tylko daje ponieść imaginacji i temu, co podpowiada mu intuicja. Na pewno nie spodziewałam się znaleźć wśród inspiracji Lyncha Biblii, a jednak (jeśli trafiliście tu poprzez link, cofnijcie się do strony głównej, przeczytacie o tym w bloku z cytatem, tuż nad tym postem). Lynch subtelnie pokazuje, że jest człowiekiem, który ma do siebie dystans i nie boi się przyznać, że niektóre jego pomysły, nawet dla niego pozostają zagadką. Widocznie tak bywa, kiedy artysta podąża za głosem wyobraźni i w pełni ufa własnym przeczuciom. Nie miałem tradycyjnego scenariusza. Wymyślałem scenę po scenie, nie mając pojęcia, jak to wszystko się skończy – pisze o pracy nad Inland Empire

Nie ukrywam, że starsze wydanie książki jest lepsze. Ma subtelniejszą okładkę, staranniejszy i oryginalniejszy układ graficzny, ale co najistotniejsze, zdecydowanie lepszy przekład. Oddaje styl wypowiedzi Lyncha, jego rzeczowość przeplatającą się z nieokiełznanym fantazjowaniem. Odnoszę wrażenie, że nowe tłumaczenie wyszło spod pióra kogoś, kto zupełnie nie zna dorobku filmowego Lyncha. Oczywiście w języku można uznać pudełko i skrzynię za swego rodzaju synonimy, ale nazwać skrzynią małe niebieskie futurystyczne pudełeczko z jednego z moich ulubionych filmów, Mulholland Drive, już nie wypada…

Chcecie zobaczyć Lyncha nie reżysera? Lyncha fotografika, malarza, artystę sztuk wizualnych (na marginesie, do osiemnastego lutego w Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu można obejrzeć wystawę David Lynch. Silence and Dynamism). Lyncha marzyciela, twórcę surrealistycznych światów. Jeśli tak, musicie mieć jego kreatywny „podręcznik”. Od was zależy, czy zdecydujecie się na zakup nowości od wydawnictwa Samsara, czy ruszycie w pogoń za Pogonią… i będziecie cierpliwie poszukiwać w antykwariatach oraz/bądź na wirtualnych aukcjach pierwszego polskiego wydania za dwu-, trzykrotnie wyższą cenę. A kiedy już upolujecie tę książkową zdobycz, rozmyślania Lyncha z pewnością okażą się przynętą, którą połkniecie ze smakiem.

Mnie samej po lekturze W pogoni za wielką rybą David Lynch jawi się już nie tylko jako reżyser kultowych filmów, ale jako artysta, filozof, świadomy badacz i eksplorator ludzkiej psychiki, magik.

Autor: David Lynch
Tytuł: W pogoni za wielką rybą
Przekład: B. Kotarski

Wydawnictwo: Samsara
Liczba stron: 195
Wydanie: I (2018)
Oprawa: Twarda
Format: 14.5 x 19.5 cm
Cena z okładki: 39.90
ISBN: 978-83-65170-91-0

Książka trafiła do mnie dzięki uprzejmości wydawnictwa Samsara.

W pogoni za wielką rybą przedpremierowo kupicie TUTAJ. Po 25 stycznia znajdziecie ją w księgarniach internetowych i stacjonarnych.