Ulicami miasta idzie anonimowa kobieta. Chowa twarz za dużymi przyciemnianymi okularami. W zimie. Ile podobnych do niej maltretowanych żon maskuje siniaki grubą warstwą podkładu i chowa opuchnięte oczy za ciemnymi szkłami? Poniżane, krzywdzone, pozbawione poczucia własnej wartości. Rozkosz pomieszana z bólem to ich codzienność.

Kwaśne jabłko już po kilku stronach zaczyna jawić mi się jako patologiczna litania. Ułomna dziękczynno-pokutna modlitwa słabej, pogrążonej w letargu kobiety, która nie potrafi wyrwać się z zaklętego kręgu przemocy i gwałtu. Zamiast tego usprawiedliwia swojego oprawcę i tworzy w wyobraźni urojony idealny świat. Ma dobrego, choć czasem porywczego, męża, na którego nie zasługuje, dziękuje za wszystko i przeprasza… Ciągle przeprasza.

Kwaśne jabłko jest gorzką opowieścią o przemocy, ale w równym stopniu odbieram ten słowno-graficzny portret bardzo dalekiego od ideału rodzinnego życia, jako opowieść o samooszukiwaniu się.

Uchodzę za osobę wrażliwą i empatyczna, ale w konfrontacji z bohaterką komiksu Szyłaka i Karpowicz całe moje współczucie gdzieś się ulotniło. Zamiast użalać się nad jej losem, chciałabym nią potrząsnąć, nawrzeszczeć, żeby się obudziła, bo sama sobie zadaje symboliczną przemoc. Pozwalając zamknąć się w świecie chrześcijańskich i patriarchalnych pseudowartości, ograniczając walkę do snów na jawie. Czterdziesta trzecia strona albumu to prawdziwy wstrząs. Kwaśne jabłko zamienia się w makabryczne komiksowe rape and revenge. Niedokonane, bo ostatecznie krwawa zemsta pozostaje właśnie w sferze fantazji.

Kwaśne jabłko poraża zarówno tematyką, jak i formą. Dialogi i monologi bohaterów są tu oszczędne, miejscami nawet – takie mam wrażenie – w zamierzony sposób infantylne, a już na pewno banalne i do bólu przewidywalne. Paradoksalnie dzięki temu ukazują całe spektrum zjawiska przemocy domowej – tej fizycznej i „tylko” werbalnej. Jej powtarzalność, cykliczność, relacje oraz wyuczone reakcje ofiary i oprawcy. W zestawieniu z nimi tym mocniej uderzają proste, z pozoru pozbawione emocji, stwierdzenia typu: Czekał na mnie. Bił długo. Metodycznie. Mocno. 

Od strony graficznej komiks jest znakomity. Wykonane tradycyjną techniką, spójne stylistycznie i bardzo staranne obrazy Karpowicz sprawiły, że kilkakrotnie przeglądałam album, choć przecież nie są to „przyjemne widoki”.

Jeszcze jedno zwróciło moją uwagę. Wierzę, że to świadomy i zaplanowany zabieg ilustratorki. Ona i on mają twarze, jakąś bliżej niesprecyzowaną tożsamość, ale ich wygląd na przestrzeni opowieści ulega nieznacznym metamorfozom. Oczywiście komiks jest gatunkiem, który rządzi się swoimi prawami, obraz nie zawsze musi być ostry jak brzytwa, kreska wyrazista i idealnie symetryczna, komiksowa grafika, w skali mikro i makro, może cechować się uproszczeniem i umownością, ale… Odbieram subtelne zmiany w wyglądzie dwojga bohaterów tej esencjonalnej i wymownej historii jako symbol. To nie jest jedna konkretna kobieta i jeden konkretny mężczyzna, to figury, za którymi kryją się setki podobnych par. Modelowy przykład toksycznego związku.

Autor: Jerzy Szyłak, Joanna Karpowicz
Tytuł: Kwaśne jabłko
Wydawnictwo: Timof i Cisi Wspólnicy

Liczba stron: 56
Wydanie: I (2017)
Oprawa: Twarda
Format: 21.5 x 28 cm
ISBN: 978-83-65527-52-3
Cena z okładki 49.00