CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Literacka sekcja zwłok w Boże Narodzenie. „Kazirodztwo” Christine Angot

Od środy nie udaje mi się przegnać myśli o Bożym Narodzeniu, codziennie płaczę z powodu Bożego Narodzenia. Nie mogę zapomnieć o Bożym Narodzeniu. Płaczę, nie mogę zapomnieć, chciałabym, nie mogę. Płakałam, zerwałam z nią, dałam się dusić, biłam samą siebie po twarzy. Boże Narodzenie Boże Narodzenie Boże Narodzenie. Kłopoty z pamięcią, to mi nie dolega. Nie mam amnezji, cierpię raczej, jeśli coś takiego istnieje, na mnezję, nadmierną pamięć, zbyt dobrą. Boże Narodzenie Boże Narodzenie Boże Narodzenie.

Kolejna podróż w czasie za mną. Dokładnie rok temu, dwudziestego drugiego grudnia, zabrałam się za czytanie pewnej książki. Kazirodztwo. Powieść autobiograficzna pod wiele mówiącym tytułem. Wynotowałam kilka cytatów, napisałam szkic recenzji i… w świątecznym szaleństwie zapomniałam o tej historii. Dziś postanowiłam do niej wrócić. Nie dlatego, że jest to wybitna literatura, ale ze względu na temat, otwartość i szczerość – a właściwie skrajny ekshibicjonizm – autorki i fakt, że polski przekład przeszedł niemal niezauważony, chociaż w ojczyźnie pisarki, Francji, powieść sprowokowała falę dyskusji oraz zainspirowała innych autorów.

Kazirodztwo nie jest ginotekstem, w którym kobieta przedstawia siebie jako słabą płeć w opresywnym męskim świecie. Spodziewałam się relacji młodziutkiej dziewczyny – może nawet nastolatki – która zostaje zmanipulowana, oszukana, zaszantażowana. Przymuszona siłą do nawiązania perwersyjnej relacji z własnym ojcem. Nic z tego. To historia patologicznych związków seksualnych i emocjonalnych, w których nie ma ofiar i katów, są tylko ludzie rozdarci przez niemoralne pragnienia.

To musiało być bardzo gorzkie Boże Narodzenie. Pełne niechcianych wspomnień, samotności, złości. Sprowokowało Christine Angot do spojrzenia w lustrzane odbicie i zmierzenia się z samą sobą. Biję się po twarzy, dwudziestego szóstego spoliczkowałam siebie przed lustrem. Nie jeden raz, wielokrotnie. Gdyby ktoś stał obok, zabiłabym.

Ktoś? Ojciec? W innym miejscu książki Christine uporczywie powtarza: jak on… jak on… jak on… Drobiazgowo studiując siebie, zestawiając z ojcem, wyliczając cechy wspólne, uświadamiając sobie, że zewnętrznie i wewnętrznie w wielu aspektach są jak lustrzane odbicia.

Androgyniczna Christine – do której obcy zwracają się naprzemiennie pan albo pani – mówi o sobie: mam wątpliwe twarz i wygląd, zawsze miałam. To jeszcze nic, nawet nie autokrytyka, po prostu stwierdzenie faktu. Dopiero pod koniec powieści – kiedy już rozbierze się na czynniki pierwsze, wyjmie i dokładnie zbada każdy narząd wewnętrzny, dokona brutalnej wiwisekcji na własnym ciele i umyśle – podsumuje swoje dzieło słowami: Obrażam samą siebie nieustannie, w tej kazirodczej historii mój narcyzm otrzymał śmiertelny cios (…) Kazirodztwo to książka, w której prezentuję się jak wielka kupa gówna, każdy pisarz powinien zrobić to przynajmniej raz w życiu.

To nie jest opowieść, która porywa od pierwszej strony, raczej lektura dla cierpliwych. Forma rozchodzi się w szwach, monolog Angot to histeria i delirium. Literacki zapis jej doświadczenia jest pozbawionym cenzury i redakcji odbiciem wewnętrznego chaosu i kryzysu egzystencjalnego. W środku zdania pojawia się nagle wielka litera, interpunkcja kuleje, podobnie zasady gramatyki. On zamienia się niespodziewanie w ona, byłam w byłem… Narracja pierwszej połowy książki jest jak słowotok wariata zamknięty w krótkich zdaniach, które pojedynczo zachowują logikę, ale w swoim wzajemnym sąsiedztwie już nie. Stopniowo język staje się sadomasochistycznym narzędziem tortur. Jakby Angot chciała się tą książką ukarać. Obnażyć własną ohydę, wyznać, uwiodłam własnego ojca, brzydzę się sobą i – być może – doświadczyć oczyszczającego katharsis.

Czy „zaburzona” Angot była dla jednego z francuskich terapeutów tym, kim dla Freuda była Anna O? Ukształtowałam go jako psychoanalityka, byłam jego najważniejszą pacjentką – pisze. Ta egocentryczna perspektywa przeplata się z werbalnym upokarzaniem i poniżaniem samej siebie. Schizofreniczna Angot bardzo przypomina bohatera Sobowtóra Dostojewskiego. Gorączkowe rozmowy „do wewnątrz”, roztrząsanie przeszłości, samobiczowanie. Christine Angot to współczesna żeńska wersja Jakuba Pietrowicza Goladkina, literackiego alter ego rosyjskiego pisarza, który zmagał się z niezdiagnozowaną chorobą psychiczną.

Szalona czy nie, Angot przekracza wszelkie granice. Pluje na tabu, obmawia i krytykuje siebie oraz innych, torturuje czytelnika. Jej opowieść to psychodeliczny trans, który z czasem udziela się odbiorcy. Zwyczajność ściera się z makabrą, horror ze słodyczą rodem z opery mydlanej. Aż nagle mamy wrażenie, że narratorka zniknęła. Pod koniec książki mówi już inna osoba, odmieniona Christine, która spogląda na siebie z oddalenia.

Pozostaje uchylić rąbka tajemnicy i napisać kilka słów o kazirodczej relacji Angot z ojcem. Mężczyzna nie wychowywał córki i nie utrzymywał kontaktu z byłą partnerką. Christine poznała ojca jako nastolatka. Był dla niej obcym człowiekiem, którego ani nie kochała, ani nie nienawidziła. Emocjonalnie był jej obojętny, ale zaimponował dziewczynie wykształceniem, elegancją, męskością i pewnością siebie. Człowiek, który długo nie uznawał Christine za swoją córkę, stał się dla niej obiektem erotycznej fascynacji. Pod koniec Kazirodztwa pisarka ostrzeliwuje czytelnika chłodnym i drobiazgowym sprawozdaniem ze stosunków seksualnych z biologicznym ojcem. Drugim równie mocnym i wstrząsającym fragmentem książki jest osobisty słowniczek autorki, w którym wylicza redefinicje słów kazirodztwo, obłęd, paranoja, etc.

Christine Angot: Chciałam zostać pisarką, chciałam wystartować z rozmachem, myślałam o kazirodztwie, uwiodłam własnego ojca. Literatura ma na szczęście uniwersalne przesłanie. Wykastruję się albo może zaszyję, kawałki mojej skóry, moich narządów, wysuszę w słońcu na następną książkę.

Naturę książki autobiograficznej i konsekwencje uwiecznienia na papierze losów prawdziwych ludzi ujmuje w syntetycznej liście zarzutów:

Strona 61, oczernianie, strona 61, zamach na życie prywatne i oczernianie, strona 67, zamach na życie prywatne i oczernianie, strona 74, zamach na życie prywatne i oczernianie, strona 84, zamach na życie prywatne i oczernianie, strona 87, kolejne oczernianie, strona 106, zamach na życie prywatne i oczernianie, strona 110, zamach na życie prywatne, strona 111, zniesławienie (…) strony 119 i 123, poważny zamach na życie prywatne ojca autorki…

Seryjny morderca taki mój urok – pisze Angot. Użyłabym innej metafory. Powiedziałbym, że Angot ma urok patologa. I sama sobie za życia robi sekcję zwłok.

Autor: Christine Angot
Tytuł: Kazirodztwo
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 192
Wydanie: I (2005)
Przekład: E. Wieleżyńska
Seria wydawnicza: Seria z miotłą
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 12 x 19 cm
ISBN: 978-83-7414-123-9

2 Comments

  1. Nie jestem pewien, czy chcę sięgnąć po tę książkę. Bardzo duże natężenie negatywnych emocji, a nie wiem, czy chwilowo chcę aż tak siebie nadwyrężać.

    Ale, ale… Cóż tu u diaboła jest „ginotekst”?!

    • Haha ;) Przesadziłam? Na studiach ciągle posługiwaliśmy się tym terminem. Ginotekst to tekst napisany przez kobietę, z kobiecej perspektywy, oddający typowe dla tej płci doświadczenia. Jest opozycja tekst żeński i męski, czyli ginotekst-androtekst.

      Co do samej książki, to rzeczywiście nie jest krzepiąca lektura. Ale emocji dostarczy, to na pewno!

Dodaj komentarz