Co ty wiesz o szaleństwie? Mówi mi drwiący głosik w głowie. Przeczytałaś dziesiątki książek o wariatach, domach wariatów i ludziach niesłusznie nazywanych wariatami, ale co ty o tym wiesz? Brat twojego dziadka skończył w wariatkowie, ciotka miała problemy psychiczne, ale co ty wiesz o prawdziwym obłędzie. Poruszyła cię powieść W ciemność, pomyślałaś o jej bohaterce, rozumiem ją, to mogłabym być ja, ale czy to znaczy, że wiesz jak to jest być nią? Oglądałaś po kilka razy Lot nad kukułczym gniazdem, Ptaśka, Lokatora, Przerwaną lekcję muzyki, Jak w zwierciadleetc., ba, napisałaś nawet o nich artykuł pod zgrabnym tytułem Filmy o (nie)zwykłym szaleństwie, ale co ty o nim wiesz? Tak, tak, masz graniczącą z obłędem obsesję na punkcie sobowtórów, czasem widzisz i słyszysz coś, czego nie ma, ale… Dopóki nie trafisz do okolicznego szpitala psychiatrycznego – miejsca, które odkąd pamiętasz wszyscy nazywają zieloną górką nim nie wylądujesz w pokoju bez klamek, zanim nie spojrzysz w twarze ludzi, którzy nie wiedzą już kim są i żyją w wewnętrznym piekle, nie możesz mieć pojęcia, czym naprawdę jest szaleństwo. Możesz za to łudzić się, że wszystko jest normalnie, masz normalne życie, jesteś normalna.

Aż pewnego dnia trafiasz do tego piekła, czyśćca i nieba w jednym. Ponownie tylko pośrednio, kartki książki są jak szyba, która odgradza cię od chorego świata, ale tym razem jest trochę inaczej. Wiesz, że ten dom wariatów to nie fikcja literacka, on naprawdę istniał, nadal istnieją gdzieś podobne. Zaczynasz się bać.

Niebo, bo możesz odlecieć. Na prochach, którymi cię nafaszerują, albo tylko w wyobraźni. Czyściec, bo nocami nawiedzą cię wszyscy ci, którym nie chcesz spojrzeć w oczy. Bo wstyd, żal, strach. Piekło, bo czujesz jak pali cię ciało, chciałabyś rozebrać się do naga, a potem zdrapać z siebie znienawidzoną skórę.

Kiedy nie chce ci się żyć – psychiatryk. Kiedy nie radzisz sobie z codziennością i wszystko cię przerasta – psychiatryk. Kiedy cierpisz na bezsenność, nie śpisz tak długo, że umysł zaczyna cię oszukiwać, masz halucynacje – psychiatryk. Kiedy stracisz kogoś bliskiego, nie umiesz albo nie chcesz zapomnieć – psychiatryk. Kiedy zakochasz się mocno i nieszczęśliwie, kiedy to uczucie zamieni się w obsesję, z którą próbujesz walczyć, ale przegrywasz – psychiatryk. Kiedy nie chcesz tego, czego chcą ludzie wokół i kiedy marzysz o rzeczach niezrozumiałych dla innych – psychiatryk. Kiedy jesteś młoda, wrażliwa i krucha psychicznie, a twoim jedynym azylem jest pisanie wierszy – psychiatryk. Nie uleczy cię, bo nie to jest jego zadaniem. Chodzi tylko o to, by cię odizolować. Abyś nie roznosiła zarazy szaleństwa, nie wprawiała ludzi w zakłopotanie swoją obecnością. Choć wolałabyś schować się w ciemny kąt albo stać niewidzialna, paradoksalnie za bardzo rzucasz się w oczy. Teraz siedzisz w domu wariatów i notujesz coś pospiesznie ołówkiem na wymiętej kartce papieru. Boję się świata, ale chcę stąd wyjść. Boję się stąd wyjść, ale chcę do świata.

*

Zapiski z domu wariatów to literacki pamiętnik Christine Lavant, która jako dwudziestolatka po nieudanej próbie samobójczej dobrowolnie zgłosiła się na terapię do szpitala psychiatrycznego. Spędziła tam sześć tygodni, które zdawały się trwać lata. Ta ponadczasowa książka powstała dekadę później. Kilka lat po tym jak pisarka opuściła szpital w Klagenfurt (Austria), wybuchła druga wojna światowa, naziści eksterminowali półtora tysiąca pacjentów tej placówki.

Poniżej wybór cytatów.

Póki człowieka traktują tu jeszcze jak przelotnego gościa, i póki sama przed sobą zachowuję tę postawę, ostatnia granica nie została jeszcze przekroczona.

Nocna siostra mnie nie cierpi. Pierwszej nocy na serio się mną przejmowała i widać było, że mnie żałuje. Ale zadawała tyle pytań. Czy byłam nieszczęśliwie zakochana… „A co, to już nie ma innych powodów?”, odparłam z przesadną kpiną, a powinnam była się powstrzymać. „Więc czemu chciała się pani zastrzelić?”, spytała już lekko dotknięta, a kiedy powiedziałam: „Ależ droga siostro, ja tylko wzięłam proszki”, wyniosła się całkiem obrażona. Było mi przykro. 

Czy po tygodniach pobytu tutaj będę miała jeszcze ochotę albo odwagę, żeby się śmiać? A może właśnie tak? Może w ogóle w takich miejscach należy dopiero nauczyć się śmiechu, żeby już na zawsze mieć go w sobie. Akurat przeszła obok Krell i powiedziała cicho, że mnie rozerwie na strzępy. Uśmiechnęłam się do niej. Ale boję się (…) „Ona chce tylko pisać poezje”, odezwał się piskliwy głos spod okna. Wszyscy się roześmieli, dlaczego i ja nie miałam się roześmiać?… „Tak, moja panienko – powiedział niziołek – od tego trzeba będzie się odzwyczaić. Co to się roi w tych głowach” (…) „Kolejny odstraszający przykład na to, do czego dochodzi, gdy dzieci robotników czytają powieści, zamiast wziąć się do porządnej pracy”.

Widać wrogością najłatwiej się zarazić. Czasem wydaje mi się, że składam się z samej nienawiści.

„A pani też diabeł przyniósł powróz”… „Nie – powiedziałam niebacznie – sypnął mi tylko do serca parę wierszy, chce pani posłuchać?”

Dopiero co przeszła obok dobroduszna, łagodna staruszka i szepnęła mi tajemniczo: Więc znów pani jest. Ale dlaczego przedtem w kaplicy nie przyjęła pani głowy od mojego Thome? Wszystkich moich siedmiu synów nosi w niedzielę głowy pod pachą, a Thome, mój najmłodszy, chciał pani dać swoją. Na pewno potem by się z panią ożenił, ale pani go nie przyjęła, niemądrze, oj niemądrze, nie przyjęła pani mego pięknego Thome z głową w jasnych kędziorach, nie powinna pani tak postąpić, co to to nie. Ale oni znowu przyjdą. Dziś w nocy wszystkich siedmiu przyjdzie znów do kaplicy i niech pani będzie tym razem rozsądna. Dam wam swoje błogosławieństwo w doniczce, a jak tylko będziecie na nie uważać, może tak nawet przetrwać zimę. Innym synowym wlałam trucizny do zupy, bo wszystkie miały takie sztuczne, wywrócone oczy, a serca z miki, nie cierpię tego, tak się błyszczy w słońcu, ale niech się pani nie boi, pani tylko utnę głowę, żebyście lepiej do siebie pasowali.

Sny, które się sprawdzają, są o wiele rzadsze, niż się przypuszcza, a może nawet nie byłoby ich wcale, gdybyśmy potem mniej lub bardziej świadomie nie zadbali o potwierdzenie (…) Może były to naraz najgłębszy sen i najbardziej trzeźwe czuwanie.

Autor: Christine Lavant
Tytuł: Zapiski z domu wariatów
Przekład: M. Łukasiewicz

Wydawnictwo: Ossolineum
Liczba stron: 112
Wydanie: I (2017)
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 12.5 x 20 cm
Cena z okładki: 34.00
ISBN: 978-83-65588-21-0