Nadal pozostaję pod ogromnym wrażeniem lektury Skorunia. Te dźwięki, zapachy, smaki, podmuchy wiatru… Mimo że – w przeciwieństwie do autora – większość życia spędziłam na wsi, właśnie Płaza sprawił, że od kilku dni inaczej patrzę na moje otoczenie. Ponownie zakochałam się w prowincji. Staram się na co dzień dostrzegać i doceniać całe to piękno, które mam dookoła, ale jak wszystko, tak i ono z czasem powszednieje, przestaje wzbudzać zdziwienie i zachwyt. Tymczasem wioska, w której mieszkam właśnie teraz, późną jesienią, przechodzi przyspieszoną metamorfozę. Warto to obserwować, próbować uchwycić, jak każdego dnia się zmienia.

Sady, ogrody, usłane liśćmi trawniki… Patrzę na nie i przypomina mi się jeden z najbardziej znanych poematów Johna Keatsa. Do jesieni, znany też jako Oda do jesieni. Początek wiersza bardziej pasuje do września z jego obfitością owoców, szczególnie jabłek – chyba już do końca życia będą mi się kojarzyć ze Skoruniem – ale jesień, jak każda pora roku  jest procesem. Stopniowo ogniste kolory gasną, powietrze robi się wilgotne i ciężkie, pachnie dymem z kominów i gnijącymi roślinami. Zamierający świat, unieruchomiony czas, przyroda w agonii. Ale nie ostatecznej ani trwałej, bo przecież cyklicznej. O tym między innymi jest wiersz Keatsa, który ma w sobie zarówno upojenie, euforię i afirmację życia jak i zakrapiany melancholią smutek towarzyszący przemijaniu. Zobaczcie sami:

Poro mgieł bujna i nabrzmiała plonem,
W spisku serdecznym z dojrzewania słońcem
Dumasz, jak hojnie błogosławić gronem
Wino w krąg strzechy pod okap pnące,
Jak sad omszały giąć jabłek ciężarem,
Jak aż do pestek w owoc wlać dojrzałość,
Zjędrnić orzechy, wzdąć pękate dynie
I późnym kwiatom, których wciąż ci mało
Co dzień dać jeszcze, jeszcze pąków parę,
Aż pszczoły w ule wracając z nektarem
Myślą, że lato nigdy nie przeminie.

Któż cię nie widzi w twoich skarbach stale?
Możesz być wszędzie – czasem w kącie spichrza
Siedzisz wśród ziarna w przewiewie niedbale,
A wiatr mięciutko ci włosy rozwichrza;
Lub śpisz na miedzy jeszcze z sierpem w dłoni
Przy nie dożętej tkanej w kwiaty niwie
Oparem maków słodko odurzona;
Czasem znów głowę nad strumykiem skłonisz
Podczas zbierania pokłosia po żniwie
Lub godzinami stoisz tak cierpliwie
W cydr, co się sączy spod prasy, wpatrzona.

Gdzie pieśni wiosny? Gdzież są teraz one?
Nie myśl, nie żałuj, masz muzykę własną
W zmierzchy pręgami chmurek rozkwiecone
Nad rżyskiem w rosie, nim róże dnia zgasną:
Szumią szuwary w komarów lamentach;
Szemrze wiklina, gdy ją wiatr pochyla.
Nim znów zapadnie z westchnieniem w martwotę;
Beczą nad strugą podrosłe jagnięta;
Cykają świerszcze – i rzewny gwizd gila
Z krzewów za chatą splata się co chwila
Z gwarem jaskółek w górze przed odlotem.

Jak wygląda wasza jesień? A raczej jak ją widzicie? Jest rudozłota, obfita w owoce i zioła, aromatyczna, czy może szara, posępna, melancholijna… A skoro już o melancholii mowa, przeczytajcie też Odę do melancholii Keatsa. 

Nie, nie, nie szukaj Lethe – nie wyciskaj wina
z tojadu trującego z opornym korzeniem,
nie pozwól, by ci czoło blade Prozerpina
muskała słodkogorzu szkarłatnym dotknieniem,
nie czyń sobie różańca z jagódek cisowych,
nie daj, by skarabeusz lub ćma z głową trupią
stały się twą żałobną Psyche, z swą katuszą.
Nie zechciej zaznajamiać miękkopiórej sowy,
bo cień za cieniem, sen ci niosąc, gdy się skupią,
twej duszy czujną wiecznie boleść ci zagłuszą.

Lecz kiedy Melancholia z nagła spadnie na cię
z nieba, podobnie chmurze, która łez kroplami
wraca życiu więdnących kwiatów mdłe postacie,
wzgórz zieleń kwietniowymi kryjąc całunami,
nasyć smutek swój pięknym róży w brzask poranka,
tęczą, którą rozbite o brzeg rodzą fale,
pełnią kształtów bogatych w kulistych peoniach,
lub, gdy gniewem wspaniałym spłonie twa kochanka,
uwięź rączkę jej miękką w chwili, gdy drży w szale
i karm wzrok swój w jej oczu niezrównanych toniach.

Z Pięknem, co konać musi, wspólne ma siedlisko,
i z Radością, co wiecznie dłoń na ustach kładnie,
jako znak pożegnania; z Przyjemnością – bliską
Boleści – która zmienia miód w truciznę snadnie,
spowiniętą w zasłonę, nawet i w świątyni
Rozkoszy samej ołtarz najwyższy ma, władczy, 
lecz ujrzy go jedynie, kto z Radości grona
umie soków wydobyć smaki. Kto tak czyni,
tego dusza potęgi jej smutków doświadczy:
śród mglistych jej trofeów będzie zawieszona.

____________________

*

John Keats (1795-1821), zmarły na gruźlicę w wieku zaledwie dwudziestu sześciu lat angielski poeta drugiej fali romantyzmu. Niedoceniany za życia, po śmierci naśladowany, okrzyknięty „poetą poetów”. Najlepsze wiersze stworzył w trzech ostatnich latach życia, będąc już w zaawansowanym stadium choroby. Mistrz hymnu i ody.

*

Oda do jesieni w przekładzie Zofii Kierszys, Oda do melancholii w przekładzie Gustawa Wolffa. Oryginały Keatsa przeczytacie tutaj i tutaj

Ikona wpisu przedstawia jeden z portretów Christiny Olson autorstwa Andrew Wyetha.