Teatro Grottesco to jak dotąd jedyna wydana w Polsce antologia napisanych na przestrzeni kilkudziesięciu lat opowiadań Thomasa Ligottiego. Nie mogę sobie przypomnieć, jak ta książka znalazła się w moim domu. Kupiona kiedyś razem z innymi pozycjami, wsadzona na półkę i zapomniana zwróciła moją uwagę dopiero podczas niedawnych porządków po remoncie. Nie wiedziałam, że posiadam taki skarb.

Lektura Teatro Grottesco była dla mnie sentymentalną podróżą do przeszłości. Do czasów, kiedy mając naście lat zaczytywałam się w takich autorach jak H. P. Lovecraft czy E. A. Poe. Ci klasycy literatury grozy są – obok Franza Kafki i Brunona Schulza – wymieniani jako literaccy przodkowie Thomasa Ligottiego (pisarz nie ukrywa, że miał okazję zapoznać się z polską literaturą i szczególnie ceni twórczość Schulza właśnie). Osobiście dodałabym do tej listy jeszcze Hoffmanna, Orwella, Lema, Dostojewskiego, Borgesa i Grabińskiego, których utwory przypominały mi się w trakcie lektury zbioru opowiadań amerykańskiego twórcy weird fiction.

Jestem pewna, że każdemu – w zależności od dotychczasowych doświadczeń lekturowych – Ligotti będzie się kojarzył z innymi autorami, chociażby z tego powodu, że tematy, które porusza, od dawna są obecne w literaturze. Zagadka bytu, tożsamości; rzeczywistość i jej wymiary; wolna wola a determinizm; prawda i fałsz; refleksja nad sensem kreacji, rolą artysty, wszystko to, nierzadko w symboliczny i zawoalowany sposób, jest obecne w opowiadaniach wchodzących w skład tomu Teatro Grottesco.

Stefan Grabiński wyróżniał dwa rodzaje literatury fantastycznej. Twórczość opartą na obecności fantastycznych postaci, miejsc i innych elementów świata przedstawionego określał mianem fantastyki zewnętrznej. Natomiast tym co interesowało i inspirowało go najbardziej była fantastyka wewnętrzna, „psychologiczno-filozoficzna”, która skupiała się na fenomenach psychicznych, duchowych i opierała na założeniu, że myśl kreuje rzeczywistość. Taki rodzaj fantastyki nazywał Grabiński psychofantazją lub metafantastyką. Opublikowane w Tetaro Grottesco opowiadania z pewnością zaklasyfikowałby do tej właśnie kategorii.

Bohaterem i narratorem opowiadań Ligottiego jest mężczyzna w niesprecyzowanym wieku, wykonujący nużący zawód, wiodący monotonne życie. Pozbawiony indywidualności szary człowiek wepchnięty w szeregi masy, bezpostaciowego tłumu. Raz jest pracownikiem biurowym w tajemniczej korporacji, innym razem pracuje przy taśmie produkcyjnej w równie tajemniczej fabryce.

Firma utrzymywała politykę nieprzyjmowania rezygnacji. W pewnym momencie rozszerzono ją nawet o zakaz przechodzenia na emeryturę. Wszystkim przepisano nowe leki, aczkolwiek nie potrafię powiedzieć dokładnie, ile lat temu to się stało. Nikt w fabryce nie pamięta, jak długo tu pracujemy ani w jakim jesteśmy wieku. Nasze tempo i produktywność jednak rosną. Zdaje się, że ani firma, ani nasz tymczasowy nadzorca nigdy z nami nie skończą. Jednak przecież jesteśmy tylko ludźmi lub przynajmniej istotami materialnymi i pewnego dnia musimy umrzeć. To jedyna emerytura, jakiej możemy się spodziewać, chociaż nikt z nas nie wyczekuje jej nadejścia. Nie przestajemy sobie wyobrażać, co nas po niej czeka – jakie jeszcze plany ma wobec nas firma i jaką rolę gra w tym nasz tymczasowy nadzorca. Praca we wściekłym tempie i składanie tych małych kawałków metalu pozwalają nam trzymać myśli z dala od tych spraw.

To człowiek sprowadzony do roli maszyny, marionetki, która nie zadaje pytań, pozwala sobą sterować i wykonuje bezsensowne prace, bo tego oczekuje od niej system. Wszelkie próby buntu kończą się eliminacją jednostki, wyrzuceniem poza nawias społeczeństwa, a w najgorszym wypadku tajemniczym jej zniknięciem. To co Orwell nazwał w Roku 1984 ewaporacją, Ligotti nazywa odistnieniem. Wszyscy o tobie zapominają. Nie ma cię i nigdy nie było.

Oprócz tego bohaterowie Logottiego to nierzadko nadwrażliwcy, neurotycy i szaleńcy żyjących w świecie wyimaginowanych lęków i fantasmagorii. Jednolitość psychologiczna postaci, zestaw pewnych niezmiennych cechy charakterystycznych przywodzi na myśl nie tylko twórczość Schulza, ale i Grabińskiego, u którego bohaterowie kolejnych opowiadań byli dziwnie tożsami.

Świat przedstawiony przez amerykańskiego autora to osobliwe universum usytuowane poza konkretnym miejscem i poza czasem. Jedyne co wiemy, to że dzieli się na część północną i południową, pomiędzy którymi istnieje nieprzekraczalna granica dostępna tylko wybranym. Z czasem okazuje się, że i tak nie ma to znaczenia, bo rzeczywistość, jaką widzisz na co dzień, przestrzeń, w której przyszło ci żyć, jest fikcją i manipulacją. I tak jak to było w Kongresie futurologicznym Lema i Ulicy Krokodyli Schulza to co widoczne, jest tylko fasadą, za którą kryje się brutalna prawda. To co zwykliśmy nazywać rzeczywistością jest jej zaprzeczeniem, ułudą i iluzją. Organizacja która kontroluje wszystkie dziedziny życia, zadbała o tę zasłonę. Ale czasem coś w niej pęka, znikają budynki, ludzie, a przez szparę przedostaje się coś, czego zobaczyć byś nie chciał.

W jednym z opowiadań Ligotti prezentuje przekorny pogląd na temat kreacji i misji artysty. Zgodnie z metafizyczną koncepcją sztuki, artysta jest jednostką wyrastającą ponad przeciętność, dostrzegającą to, czego nie widzą inni, natchnioną, w pewien sposób genialną. Artysta musi być uduchowiony i wrażliwy, powinien eksponować swój indywidualizm i pielęgnować oryginalność, inspirację czerpać z własnego wnętrza, wyobraźni. Tymczasem Ligotti opisuje inwersję tej sytuacji, ukazując aspirującego twórcę, któremu dopiero odrzucenie wszelkiej duchowości, marzycielstwa, fantazji i całkowite zakotwiczenie w rzeczywistości pozwala odnaleźć twórczą wenę i odnieść sukces.

Trudno w kilku słowach opisać bogactwo inspiracji i motywów literackich zawartych w tym zbiorze. Mnogość twórców, do których Ligotti się odnosi wcale nie jest zarzutem, przeciwnie. Umiejętne czerpanie z tradycji literatury, inspiracja twórcza i oryginalna zasługuje na uznanie.

Dramat egzystencjalny jednostki uwięzionej w dusznej, klaustrofobicznej przestrzeni. Wszechogarniający pesymizm, nihilizm i obłęd. Bliżej nieokreślone, nienazwane zagrożenie, które jest wciąż wyczuwalne i od którego nie ma ucieczki… Proza Ligottiego fascynuje i napawa grozą. Teatro Grottesco to jedna z tych książek, o których rozmyśla się jeszcze długo po przeczytaniu ostatniego akapitu.

kgyut

Autor: Thomas Ligotti
Tytuł: Teatro Grottesco
Przekład: W. Gunia, M. Kopacz, F. Skutela, A. Więckowski

Wydawnictwo: Okultura
Liczba stron: 178
Wydanie: I (2014)
Oprawa: Twarda
Format: 14,5 x 21 cm
ISBN: 978-83-88922-44-2