Wczesną wiosną był Dygot, późną jesienią jest Rdza. Tak wygląda moja wędrówka przez prozę Jakuba Małeckiego. Niezwykle płodnego autora, który po raz kolejny udowadnia, że potrafi wyśmienicie pisać. Snuć opowieści o ludziach zwyczajnych i nadzwyczajnych, bawić się perspektywami czasowymi i przestrzennymi, zagęszczać rzeczywistość i zapętlać czas. Jakub Małecki ma świetny warsztat, pisze bez zarzutu. Ma też własny styl. Po lekturze Rdzy opuściły mnie obawy, co do zasłyszanych zarzutów o wtórność, powielanie tych samych schematów i krążenie wokół tych samych tematów. Wieś, dorastanie, miłość, starzenie się; literackie drzewa genealogiczne; retrospekcje z wojną w tle. To jest po prostu twórcze uniwersum Małeckiego, jego nisza. Podejrzewam, że autor jeszcze nas kiedyś zaskoczy, wchodząc na nieznany grunt i tworząc powieść w zupełnie innej stylistyce i gatunku, gdyby jednak tak się nie stało, wcale nie będę miała mu za złe. Dla mnie może do końca życia pisać historie o smaku Dygotu oraz Rdzy, bo robi to pierwszorzędnie.

Nie będę się dziś rozpisywać, powiem krótko, zazdroszczę Małeckiemu. Tego, że potrafi pisać w sposób liryczny, a jednocześnie niezwykle prostolinijny, bezpretensjonalny. Jego proza to proza paradoksów. Wyrafinowana, ale prosta, przemawiająca do każdego. Niezwykle plastyczna, naturalistyczna, wręcz werystyczna w opisach (vide cytat na głównej), a jednocześnie oniryczna, mająca w sobie pierwiastek realizmu magicznego, bardzo subtelnego, takiego spod znaku Tokarczuk, Huellego czy Myśliwskiego. Na wskroś współczesna, ale zanurzona w historii, szczególnie tym najboleśniejszym okresie dziejów, drugiej wojnie światowej. 

Małecki z dużą empatią pisze o trudnych i niejednoznacznych uczuciach, z lekkością tworzy barwne portrety postaci, w kilku zdaniach kreśli sylwetki charakterystycznych i niezapomnianych bohaterów, autentycznych z zewnątrz i od wewnątrz. Przy tym zdaje się mieć swój ulubiony typ bohatera, kogoś zawieszone między bytem a niebytem, naznaczonego mniejszą lub większą traumą, skłonnego do eskapizmu, wegetowania gdzieś na peryferiach prawdziwego życia. Pisarz mistrzowsko posługuje się też metaforą znikania. Jego bohaterowie pod wpływem dramatycznych doświadczeń i krzywd stają się niewidzialni, na wpół martwi, przez lata nie istnieją, by w pewnej chwili pojawić się ponownie, wrócić ze świata widm do świata żywych.

Dziecko czy dorosły, mężczyzna czy kobieta, każda postać, która wyszła spod pióra Małeckiego jest człowiekiem z krwi i kości. Pisarz przemyca też do każdej  z powieści tajemniczą istotę z pogranicza jawy i snu – tak ją postrzegają inni wchodzący z nią w interakcje bohaterowie – wokół której koncentrują się niby to drobne, ale ważne zdarzenia o długofalowych konsekwencjach.

Niewidzialnego Człowieka zobaczyła podczas krótkiej przerwy pomiędzy tańcami (…) Był inny niż wszyscy chłopcy i mężczyźni, których widziała w życiu, bo nie był ani chłopcem, ani mężczyzną – był kimś innym, jakby go tam, na łące, było zaledwie pół. Wszyscy, których znała, zawsze coś robili, nawet jak odpoczywali, to jakby zajęci, a on wydawał się nic nie robić, niczym nie interesować, niczego nie chcieć. Trzymał kubek, ale tak, jak się trzyma liść, który się zerwało nie wiadomo po co i już o nim zapomniało. Nie był ani szczególnie wysoki, ani szczególnie niski, nos miał lekko zadarty, włosy czarne, brwi czarne, ręce i twarz opalone, w plecach był raczej szeroki. Oczy takie, że miało się ochotę wsadzić w nie palce, żeby sprawdzić, czy naprawdę tam są, czy to tylko dziury w głowie, przez które można gdzieś sięgnąć (…) Najprostszym sposobem zabijania nudy było rozmyślanie o Niewidzialnym Człowieku i wyobrażanie sobie, jak prosi ją o rękę.

Mimo że Rdza nie zainspirowała mnie do tak odważnych recenzenckich eksperymentów jak to było w przypadku Dygotu, pozostaję pod ogromnym wrażeniem tej lektury. Mogłabym jeszcze wiele o twórczości Małeckiego napisać, ale czuję, że to zbędne, jestem zwyczajnie onieśmielona jego literacką wirtuozerią. Pozostaje mi zachęcić was – jeśli jeszcze tego nie zrobiliście – do sięgnięcia po którąkolwiek z jego książek, a samej nadrobić braki w edukacji literackiej, czyli przeczytać wydane w ubiegłym roku, nominowane do nagrody literackiej Nike Ślady

Autor: Jakub Małecki
Tytuł: Rdza
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 284
Wydanie: I (2017)
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 14.5 x 21 cm
ISBN: 978-83-65836-25-0