CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Kobieta, która śniła, że jest kwiatem. Anna Bolavá „W ciemność” [recenzja]

Istnieją książki, które mimo że smutne i rozdzierające, są w jakiś sposób piękne. Opowieści o inności, stracie, bólu, takie które wyciskają łzy. Są książki, które wywołują w nas emocjonalny huragan, wywracają wewnętrzny świat do góry nogami. Otrząsamy się, wracamy do codzienności, naszej prywatnej rutyny, ale coś się w nas zmienia. Nie zapominamy, te opowieści zostawiają w nas ślad. Odtąd inaczej spoglądamy na otaczających nas ludzi, a także częściej zaglądamy w głąb siebie.

W ciemność. Studium obsesji. Nietypowy pamiętnik z kilku ostatnich miesięcy życia. Opowieść o samotności z wyboru. Historia umierającej kobiety, w której ani razu nie pada wprost słowo umieranie lub śmierć. 

Anna i zioła. Oczarowały ją, stały się jej miłością, obsesją, w końcu brzemieniem. Nie mogła urodzić dziecka, jej dziećmi stały się lipy, jasnota, i skrzyp polny. Liście orzecha i kwiaty nagietka – kocha je, otacza troską, dba by rosły jak najdorodniejsze. Odkąd została duchową spadkobierczynią swojej zmarłej babci, zna je lepiej niż ktokolwiek. Zna ich zwyczaje lepiej niż ludzkie.

Niech was to nie zmyli. W ciemność Anny Bolavej nie jest żadnym zielnikiem ani przewodnikiem po świecie roślin i ludowych tradycji związanych z ziołolecznictwem. W ciemność to literacki mikrokosmos. Jedna kobieta snująca opowieść o codzienności. Nie wszystkim chce się dzielić, wiele rzeczy przemilczy, a ponieważ jest jedynym narratorem, nie poznamy jej historii do końca (dopiero w ostatnim rozdziale ta wybiórcza i subiektywna narracja zostaje przełamana; widzimy otoczenie bohaterki z perspektywy makro, jakby z lotu ptaka, na moment – co nasuwa skojarzenia ze stylistyką antycznych dramatów – głos zabiera wszechwiedzący narrator; zewnętrzny komentator podsumowuje los bohaterki jako jednostki, istoty odosobnionej i osobnej, ale jednak uwikłanej w pajęczynę relacji międzyludzkich). Swoje herbarium nosi w środku, wydrukowane po wewnętrznej stronie skóry, na wnętrznościach, każdym mięśniu i nerwie. Nim też nie chce się dzielić. To wiedza przekazana jej przez babkę, wiedza dla wybranych.

Zioła ją przyciągają, kierują jej umysłem, sterują ruchami ciała. Ich zapach odurza. Anna staje się marionetką, czuje, jak napędza ją jakaś nie do końca znana siła. Pochodząca z niej samej, a zarazem zewnętrzna, autonomiczna. Godzi się na to, poddaje instynktowi, bo potrzebuje ucieczki, a zbieranie i suszenie ziół – jej narkotyk – zaspokaja tę potrzebę. Jej pierwszym plonem są rośliny o leczniczych właściwościach, które za grosze sprzedaje w skupie. Drugim plonem jest pogłębiająca się obsesja i widmo obłędu. Desperacko stara się pokonać ograniczenia własnego ciała. Dziś spróbuje pobić swój osobisty rekord w zbiorze dziewanny, aby udowodnić samej sobie, że jeszcze żyje, nie jest trupem. Choć ciało ma sine, okaleczone i zimne, choć od dawna nie je, bo jej organizm odrzuca każdy kęs chleba, czy szklankę kawy.

Małe miasteczko, samotna kobieta, która nie radzi sobie z codziennością, nie lubi zmian i izoluje się od świata, dziwni sąsiedzi… A co jeśli odwrócić perspektywę? Spokojne sąsiedztwo, jak w każdej małej społeczności są tu konflikty, sekrety, romanse, ale ludzie są życzliwi i zżyci, tylko ona… Wyrzutek, odmieniec, wariatka. Dzikuska, która biega po łąkach bosa i półnaga, ze skołtunionymi włosami po kolana. Ta, która wjeżdża rowerem do rzeki, bo taki ma kaprys. 

Dla Anny nie istnieją granice wolności. Woli wyrzec się ludzi i kontaktów ze światem, niż swoich prostych, niezrozumianych przez otoczenie, pragnień i potrzeb. Do końca nie odsłania powodów rozstania z mężem ani genezy dwuznacznej relacji z teściem. Wyparła traumatyczne wspomnienia, naprawdę nie pamięta, czy nie chce pamiętać? Utraty przytomności, luki w pamięci… Anna ma powody do niepokoju, pytanie tylko jak duże. Czy kogoś skrzywdziła, dopuściła się zbrodni, ma na rękach krew? Po  suficie przemykają cienie. Jestem w  pokoju sama. Może to błądzą moje myśli, tylko czekam, aż rzucą się na siebie i skłębione wylecą oknem. Wolę zamknąć oczy. Jeszcze zobaczę coś, czego nie będę potrafiła zapomnieć, i będzie mnie to potem dręczyć.

Eskapizm i rozpad osobowości. Pod tym względem W ciemność przypomina jedną z moich ulubionych powieści o obsesji, szaleństwie, metamorfozie i ucieczce od prawdziwego świata w świat wyimaginowany, Ptaśka Williama Whartona. Naprawdę niełatwo wczuć się w położenie osoby ogarniętej przedziwną ideą, jeśli tylko o niej czytamy, sami nie podzielając tych indywidualnych zainteresowań i pasji graniczących z obłędem. A jednak i Wharton i Bolavá piszą w tak sugestywny sposób, że można to poczuć. Chociaż może to wyłącznie moje indywidualne odczucia, w końcu zawsze miałam dużo empatii dla tego typu szaleńców.

Czytając na jednej z pierwszych stron powieści przytaczane poniżej słowa, myślę, ot fantazja dziwnej kobiety, rozkochanej w przyrodzie współczesnej hippiski. Wtedy – jeszcze – nie przychodzi mi do głowy, że można odejść tak jak się wyśniło, gdy jest się absolutnie gotowym. Nie bez bólu, ale bez lęku, spokojnie. Bo dobrze się do tego przejścia przygotowało, już wcześniej pozbyło ciała, zrobiło wylinkę, jak wąż, który do niedawna budził paraliżujący strach.

Mogłabym zakopać się w stosach kwiatów i tak umrzeć wśród nich. Czy istnieje piękniejsza śmierć? Nikt nigdy by mnie tam nie znalazł. Rozpuściłabym się w tym obezwładniającym zapachu, ususzyła się po ciemku na gazetach – przedziwny ludzki kwiat. Jak długo schłaby lipa, a jak długo ja? Jaki jest właściwie wskaźnik usychalności człowieka?…

To niesamowite. W ciemność jest opowieścią pozbawioną tradycyjnej fabuły, a mimo to nie można się od niej oderwać. Intymna historia życia na styku dwóch światów. Przedziwna baśń podarowana przez kobietę bez wieku i twarzy, eteryczną istotę żywiącą się wodą i słońcem. Kobietę, która nie jest z mięsa, ale z włókien, soków, wody i aromatycznych esencji. Powtórzę się, ale trudno. Jak te Czeszki potrafią pisać! Prawdziwy dar.

Ukłony również dla autorki polskiego przekładu, Agaty Wróbel. Ekspertem w dziedzinie translatoryki nie jestem, ale intuicja mi podpowiada, że piękne, płynne i spójne brzmienie W ciemność, to w dużej mierze jej zasługa.

Autor: Anna Bolavá 
Tytuł: W ciemność
Przekład: A. Wróbel

Wydawnictwo: Książkowe Klimaty
Liczba stron: 298
Wydanie: I (2017)
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 12.5 x 19 cm
Cena z okładki: 39.90
ISBN: 978-83-65595-57-7

Dziękuję wydawnictwu Książkowe Klimaty za nadesłany egzemplarz recenzencki.

6 Comments

  1. Jeszcze bardziej muszę przeczytać -,- Ile razy już to pisałam?

  2. Urszula Witkowska

    29 października 2017 at 08:23

    Jak bardzo, bardzo nie mogę kupoować nowych książek i jak bardzo zawsze tę zasadę łamię. Już dziś więcej nie wchodzę na ulubione blogi, bo co wejdę, to dopisuję kolejny tutuł. A stosy się w domu piętrzą… To książka, którą muszę przeczytać i mieć. PS Też masz tak, że niektóre możesz po prostu przeczytać, ale inne musisz mieć?

    • U mnie to się zmienia, wszystko zależy od tego, czy mam źródło dochodów ;) Roberta coraz trudniej naciągnąć na książki, a ja przyznam szczerze, połowę tego co zarobię, wydaję na literaturę. Jak mam słaby miesiąc, chodzę do biblioteki, jak dobry, każdą potencjalnie dobrą książkę kupuję (kilka też dostaję od wydawnictw, choć przyznaję, coraz mniej, bo robię selekcję, nie biorę, co dają), a jeśli okaże się, że nie jest to nic wyjątkowego, zdarza mi się odsprzedać w internecie, na aukcji, albo komuś oddać. Problemem jest brak miejsca. Naprawdę jest u nas ciasno. Gdybym miała cały dom dla siebie, składowałabym każdą i dobrą i zła książkę ;) Bez ograniczeń. Ale to tylko mieszkanko, dwa pokoje, zawalone papierem po sam sufit… Oczywiście są książki, z którymi się nie rozstanę za żadne skarby. Te ulubione i te o wartości sentymentalnej, podarowane przez kogoś wyjątkowego :D

  3. Szaleństwo idzie często w parze z geniuszem. Tu co prawda geniuszu w tradycyjnym rozumieniu nie ma, ale postawienie w pełni na siebie, odrzucenie wszystkich obciążeń międzyludzkich, to też nie lada osiągnięcie. Inna sprawa jest tak, że życie potrafi złamać i najtwardszych.

    • To jest takie szaleństwo z perspektywy świata zewnętrznego. Jesteśmy skrzywieni i każdą inność posuniętą do granic, nazywamy obłędem. Też napisałam szaleństwo/obłęd/obsesja charakteryzując bohaterkę, bo to oddaje jak społeczeństwo myśli, kategoryzuje. Gdybym miała ocenić według własnego światopoglądu, Anna nie była szalona. Była cholernie odważna, wybrała wolność i swobodę odrzucając dosłownie wszystko i samotnie mierząc się z sobą samą. Miała pracę tłumaczki, miała męża, kuzynki, które były jak najbliższe przyjaciółki, ale coś ją uwierało… To bardzo inspirująca opowieść. W końcu „ucieczka” jest domeną współczesnego człowieka. Każdy z nas na swój sposób ucieka, kreuje swój idealny wyimaginowany świat…

Dodaj komentarz