Salvador Dali – kontrowersyjny artysta, rozpoznawany pod każdą szerokością geograficzną malarz surrealista, posiadacz najsławniejszych „wąsów-radarów” na świecie (jak wyjaśniał, wąsów na wzór rogów nosorożca). Człowiek, który wypowiedział słowa: „Jedyna różnica między wariatem a mną polega na tym, że ja nim nie jestem”.

Dziennik geniusza to książka bardzo nietypowa. Jest skarbnicą wiedzy o twórcy: jego upodobaniach, fantazjach, fobiach, obsesyjnym wręcz uwielbieniu dla życiowej partnerki i muzy artystycznej Gali, wreszcie o warsztacie pracy rewolucyjnego malarza, filmowca, pisarza i prekursora metody paranoiczno-krytycznej w sztuce. Jednocześnie jednak nie sposób traktować tego, co wypisuje Dali poważnie. Jest to lektura tylko i wyłącznie dla ludzi obdarzonych dystansem, poczuciem humoru i zamiłowaniem do absurdu.

Już sam tytuł książki sygnalizuje, że jej autor – eufemistycznie mówiąc – skromnością nie grzeszy. Pełne imię i nazwisko słynnego artysty brzmi: Salvador Domingo Felipe Jacinto Dalí y Domènech markiz de Pubol. Osoba o takich personaliach nie może przecież być kimś pospolitym, dlatego też Dali uważał się za nadczłowieka. „Już od najmłodszych lat mój spaczony charakter mówi mi, że jestem inny niż ogół śmiertrelników” – napisał.

Człowiek, który poproszony o zdefiniowanie czym jest surrealizm, odparł bez wahania: „Surrealizm to ja” był megalomanem, snobem i sybarytą, ale nie tylko. Był także humanistą, wizjonerem i mistykiem. Człowiekiem sprzecznością, fenomenem. Gdziekolwiek się pojawił wzbudzał sensację:

„Niełatwo jest przyciągać uwagę ogółu przez dobre pół godziny. Mnie się udawało przed dwadzieścia lat, i to dzień w dzień. Miałem dewizę następującą: niech się mówi o Dalim, nawet jeśli mówi się o nim dobrze. Z mojego to powodu przez dwadzieścia lat gazety publikowały wysyłane dalekopisem najbardziej zaskakujące wiadomości naszych czasów…”

Pod pewnymi względami Dziennik geniusza przypomina mi, powstały dekadę później, stylizowany na autentyczne wspomnienia Pamiętnik starego pierdoły Rolanda Topora. Zarówno Dali jak i toporowski bohater wypowiadają się o sobie w podobnym duchu, umieszczają siebie w centrum wszechświata, są skrajnie narcystyczni i egocentryczni. To mężczyźni, którzy wszędzie byli, wszystkich znają, i dokonali w swoim życiu – czasem zupełnie przypadkowo, co jest domeną ludzi wielkich, skazanych na sukces – rzeczy nieprzeciętnych, za co będą uwielbiani przez współczesnych i kolejne pokolenia.

Kompozycja dziennika jest tradycyjna. Składa się z chronologicznych wpisów dokonanych na przestrzeni lat 1952-1963. Artysta opowiada dosłownie o wszystkim. Od rejestru spożywanych pokarmów zacząwszy, poprzez opisy aktów twórczych, na spotkaniach towarzyskich skończywszy. Jak na dziennik przystało, w książce Dalego dominuje narracja pierwszoosobowa, ale nierzadko pojawiają się fragmenty, w których mówi o sobie w trzeciej osobie. Wszystko to zdaje się być elementem ironicznej gry i świadomej autokreacji. Dali z rozmysłem buduje swój wizerunek szaleńca. Od dziecka marzył o uwielbieniu i sławie i dążył do ich osiągnięcia. Został megagwiazdą i celebrytą, ale w przeciwieństwie do tych współczesnych, pragnących bogactwa i rozgłosu za free, miał do zaoferowania coś w zamian.

Dodam jeszcze tylko, że publikacja zawiera aneksy, które są według mnie chybionym pomysłem. Załączniki te to kolejno: Sztuka pierdzenia czyli podręcznik posępnego kanoniera, którą to lekturę Dali miał bardzo cenić (nie dałam rady przebrnąć przez ten ponad czterdziestostronicowy zlepek niedorzeczności i poddałam się po kilku stronach), krótki utwór zatytułowany Pochwała muchy, rozprawę Pierre’a Roumeguere Mistyka Dalego a historia religii, którą akurat można przeczytać, dla pogłębienia wiedzy o źródłach inspiracji kontrowersyjnego artysty, oraz tekst Salvador Dali i świat aniołów, a także tabelę, porównującą kunszt malarski kilku uznanych artystów w tym Dalego – naturalnie pomysłu i autorstwa Dalego.

Czytelnikom zainteresowanym przyczynami takich zjawisk jak metamorfoza Dalego w rybę, jego niesłychane uwielbienie dla much, oraz obsesja na punkcie kształtu rogu nosorożca, a także tym, jak artysta reinterpretował starożytne mity, dogmaty religijne oraz w jaki sposób żartował z Hitlera i odciętego ucha van Gogha, polecam lekturę tego niezwykłego dziennika.

Na zakończenie próbka pisarstwa Dalego. Całość wpisu z 20 VI 1952 roku:

„Dzieci nigdy szczególnie mnie nie interesowały, a już najmniej interesują mnie malowidła dziecięce. Dziecko-malarz wie, że jest to namalowane źle, natomiast dziecko-krytyk wie ponadto, że wie, że jest to namalowane źle. A zatem dziecko-malarz-krytyk, które wie, że wie, że wie, że jest to namalowane źle, ma tylko jedno wyjście: powiedzieć, że jest to namalowane bardzo dobrze”.

Dali. I wszystko jasne.

img003

Autor: Salvador Dali
Tytuł: Dziennik geniusza
Przekład: J. Kortas

Wydawnictwo: Książnica
Liczba stron: 312
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 12,5 x 19 cm
Cena z okładki: 24.90
ISBN: 978-83-245-7721-7