Dwa tygodnie temu sięgnęłam po prozę Magdaleny Tulli i pierwsze pytanie jakie sobie zadałam, brzmiało, dlaczego dopiero teraz. Powieści Tulli zachwyciły Pełen zlew i Przeczytaj mnie, nie raz słyszałam, że trzeba je znać, ba nawet próbowałam kiedyś czytać jedną z nich. Przypominam sobie mgliście, że na filologii polskiej na naszej liście lektur obowiązkowych znajdowały się Sny i kamienie. To musiało być monstrualne czytelnicze fiasko, bo nie pamiętam z książki nic poza tym, że miałam ją w dłoniach i po kilku stronach stwierdziłam, nie rozumiem, co czytam, nie przebrnę. Tak, jakoś tak to było. I mam odpowiedź na moje pytanie. Do niektórych lektur trzeba dojrzeć.

Niedawno trafił się idealny moment, by ponownie – choć właściwie tak naprawdę pierwszy raz – spotkać się z twórczością Tulli. Wezwał mnie Szum, który od jakiegoś czasu tkwił na półce. Dwa wieczory w innym świecie. Niewypowiedzianie smutna a równocześnie piękna opowieść. Kilka dni później sięgnęłam po Włoskie szpilki. Po przeczytaniu tych dwóch książek w tak krótkim czasie, byłam rozdarta. Moimi obawami podzieliłam się tutaj. Zaniepokoiło mnie, że przeczytałam dwa razy tę samą powieść, w której tylko nieznacznie poprzesuwano akcenty. Liczyłam na kontynuację, rozwinięcie tej przejmującej historii, a dostałam jej lustrzane odbicie. Czułam niedosyt, zadałam też sobie pytanie, czy tak można? Czy opisywanie dwa razy tych samym doświadczeń i reminiscencji z przeszłości nieznacznie je uzupełniając ma sens? W tym samym czasie zelektryzowała mnie wiadomość, że w październiku ukaże się kolejna nietypowa książka Tulli. Rozmowa, wywiad rzeka, wyznania pisarki – nazwa jest nieważna. Jaka piękna iluzja, książka pozwalająca mi lepiej poznać osobę, kobietę, autorkę, do której miałam sporo pytań.

Tym co najbardziej mnie zaskoczyło, jest droga Magdaleny Tulli do pisarstwa. Jej wyuczony zawód, wykonywane przez lata prace, dalekie od literackiego uniwersum. Czytelnik Szumu ma nieodparte wrażenie, że jego autorka musiała urodzić się pisarką. Pisanie było jej pisanie. Proza zanurzona w bardzo trudnej tematyce, przedstawiona w tak poetycki, obrazowy, a zarazem bezpretensjonalny sposób. Tulli ma dar łączenie sprzeczności. Opowieść, którą się z nami dzieli, jest bogata w symbole i metafory, a jednocześnie ascetyczna, wyważona. Nie da się w ten sposób okiełznać słów „na zimno”, to musi być coś, co najczęściej określamy mianem talentu. Ogromna literacka wrażliwość, plus coś spoza tego świata. Imaginacja, inspiracja, która pojawia się w człowieku, kiedy całkowicie się otworzy, odetnie od tu i teraz, zanurzy w tam. Gdziekolwiek to jest. 

Jaka piękna iluzja jest rozmową Magdaleny Tulli z Justyną Dąbrowską, autorką wywiadów, z wykształcenia psychoterapeutką. I rzeczywiście można odnieść wrażenie, że w takim spotkaniu, rozmowie dwóch kobiet jest coś terapeutycznego, oczyszczającego. Dyskusja, która staje się coraz bardziej intymna. Spontaniczny dialog, któremu rozmówczynie dają się ponieść. Przechodzenie od skali mikro do makro. Ogromny przekrój tematów od biografii, dorastania, życia osobistego, rodziny, poprzez pracę, karierę literacką, po sytuację kulturalną i polityczną w kraju i na świcie, refleksję nad mechanizmami władzy, interpretację historii. Tulli trochę kokietuje, mówiąc, że jest jak oderwane od świata nieoswojone zwierzę, które najbardziej lubi własne towarzystwo, leżenie na kanapie i słuchanie muzyki poważnej. Taka erudycja, wiedza o świecie i ludziach nie bierze się znikąd. Tulli opowiada o tym jak mało czyta, jak wiele ma w domu nadgryzionych książek, do których planuje wrócić. Myślę, że jest bardzo oczytana, interesuje się światem, jego przeszłością i przyszłością dużo bardziej niż chciałaby przyznać. 

Od początku lektury rzuca się w oczy rola Dąbrowskiej. Mówi niewiele, zadaje krótkie celne pytania, niejako trzyma się w cieniu, pozwalając Tulli swobodnie wyrazić wszystko to, czego być może do tej pory nie miała okazji, nie chciała lub nie umiała powiedzieć. Tom został bardzo przemyślanie skomponowany. Dwanaście rozdziałów, z których każdy ma skupić się na określonym temacie, ale nie można przewidzieć, gdzie i jak daleko rozmowa podryfuje. Książkę uzupełniają minimalistyczne, mocno symboliczne fotografie Mikołaja Grynberga.

Zastanawiam się nad przewrotnym tytułem książki. Zrozumiecie go, jeśli przeczytacie tom Jaka piękna iluzja do końca. Wyłania się z niego osobista filozofia pisarki. Jej postrzeganie i rozumienie świata, wolność jaka z tej wizji wynika. Oczywiście nikt z nas nie ma pewności, czy świat nie jest tylko złudzeniem. Nie znamy ostatecznej odpowiedzi na pytania kim jest człowiek, jakie jest jego miejsce, czy istnieje coś poza i po, ale dobrze jest je sobie zadawać i tworzyć hipotezy. 

Książki takie jak ta, pozwalają zatrzymać się, zastanowić, lepiej poznać i zrozumieć drugiego człowieka – a tym samym siebie – i odkryć kolejny mały fragment świat.

Autor: Magdalena Tulli, Justyna Dąbrowska
Tytuł: Jaka piękna iluzja
Wydawnictwo: Znak Literanova

Liczba stron: 264
Wydanie: I (2017)
Oprawa: Miękka 
Format: 13 x 20 cm

Dziękuję wydawnictwu Znak Literanova za nadesłany egzemplarz recenzencki.