Mój cień skradał się za mną bezszelestnie, a ja miałem ochotę z nim zagadać. Zawsze to raźniej. Nawet jak nic nie odpowiada. Abstrakcyjnie wydłużone kończyny i nos – oto kim się stałem. Rozlaną na brunatnych cegłach, drżącą, płaską plamą. Prześladowałem samego siebie.

– Marika Krajniewska „Schronisko” –