Kim jest Drood? Tajemniczy osobnik, (nie)człowiek, który sieje postrach i jest nazywany geniuszem zbrodni. Podobno przybył do Anglii z zamiarem odszukania dwojga swoich egipskich krewnych, młodych bliźniąt, które opanowały sztukę czytania sobie nawzajem w myślach. Przywiózł tysiące funtów w gotówce i majątek w złocie. Drugiej nocy został obrabowany: brytyjscy marynarze napadli go w porcie, okrutnie poranili i wrzucili do Tamizy, myśląc, że jest trupem. Ale on wrócił. Z oszpeconym ciałem i równie ohydnym umysłem powrócił z piekła, by krwawo się zemścić. Podobno odpowiada za ponad trzysta brutalnych morderstw. Pytanie tylko, czy Drood w ogóle istnieje? Może jest tylko mitem, opowiadaną od dekad miejską legendą, imieniem, które nadano widmu śmierci, by oswoić strach…

Druga połowa dziewiętnastego wieku, Londyn i okolice. Uznany pisarz Charles Dickens spotyka w dość niesamowitych okolicznościach równie niesamowitą personę nazwiskiem Drood. To wydarzenie daje początek serii tajemniczych zdarzeń. Przez pięć lat wspomnienie spotkania z Droodem będzie prześladowało Dickensa, a dokładnie w jego piątą rocznicę pisarz wyda ostatnie tchnienie… Co zabiło Dickensa? Jak wyglądały ostatnie lata jego życia? Dlaczego przed śmiercią pracował nad książką pod tytułem Tajemnica Edwina Drooda, której nie było mu dane ukończyć? A przede wszystkim, czy przeczuwał swój rychły koniec? Bliski przyjaciel Dickensa, również pisarz, Wilkie Collins powie o zmarłym: Był kompletnie pomylony. Od lat. Jego idee fixe przerodziła się w obsesję, obsesja w fantazję, fantazja w koszmar, z którego już się nie obudził.

Drood Dana Simmonsa to wielowątkowa powieść osnuta na biografiach tych dwóch angielskich dżentelmenów i artystów. Dickens i Collins, przyjaciele i wrogowie, współpracownicy i rywale, wierni towarzysze i najzacieklejsi antagoniści w jednym. Przedziwna relacja łącząca dwóch przekonanych o swoim geniuszu autorów. 

Narratorem Drooda jest Collins. Postać odpychająca i fascynująca zarazem. Człowiek rozdarty, podwojony, mający wiele sekretów i jeszcze więcej demonów. Fantasta, opiumista, megaloman… Pisarz, który tworzy do spółki z widmowym sobowtórem. Doppelganger Wilkiego Collinsa towarzyszy mu od dzieciństwa, a jego status jest zbliżony do roli Dickensa. Collins żyje w jego cieniu, chciałby się go pozbyć, ale czy zabijając najbliższego (nie)przyjaciela, swoją drugą połowę, nie zniszczy również siebie?

Wracając do tytułowego Drooda, to chociaż jest spiritus movens tej historii, nie wiadomo, czy nie jest wytworem fantazji, wizją zrodzoną w umyśle człowieka na skraju obłędu. Może wszystko jest wyrafinowaną grą, w której przez nikogo niepodejrzewany Charles Dickens zabawia się w demiurga, traktując otaczających go ludzi jak marionetki… Finał powieści jest na tyle niejednoznaczny, że jeszcze długo można snuć przypuszczenia i zadawać sobie pytanie, co z tym Droodem.

Najciekawsze jest to, że pewnie podobne pytanie stawiali sto pięćdziesiąt lat temu miłośnicy Dickensa, czytelnicy jego nieukończonej, wydawanej w odcinkach powieści, Tajemnica Edwina Drooda. To zaskakujące, jak pierwszorzędnie Simmons wykorzystał potencjał aury tajemnicy i teorii spiskowych narosłych wokół ostatniego dzieła legendarnego pisarza. Dickens jawi się czytelnikowi Drooda jako wizjoner, który nie tylko hipnotyzował tłumy swoimi literackimi i aktorskimi popisami, ale wręcz kontrolował ludzką świadomość i żywił się uwielbieniem tłumów jak energetyczny wampir. Nie mniej intrygujące jest to, że nigdy się nie przekonamy na ile wizerunek Dickensa odmalowany przez Simmonsa jest przerysowany, a na ile wiernie oddaje osobowość pisarza. Chyba że… ktoś wpadnie na pomysł, by napisać o Simmonsie opętanym obsesją na punkcie Dickensa i prześledzi pisarską ścieżkę współczesnego autora, rekonstruując jego badania nad biografią angielskiego pisarza, dzieląc opisane w Droodzie wydarzenia na prawdziwe i fikcyjne…

Makabryczne zbrodnie, potęga mesmeryzmu, egipska mitologia i panteon starożytnych bóstw przeniesiony w realia dziewiętnastowiecznego Londynu. Mefistofeliczny Drood, pakt między utalentowanym i uwielbianym pisarzem, a monstrum, które chce, by zapamiętano je na wieki. Z jednej strony Londyn zakotwiczony w rzeczywistości i historii – z jego charakterystyczną topografią, atmosferą epoki wiktoriańskiej, mieszkańcami, którzy są ucieleśnieniem pruderii i hipokryzji mającej ukryć typowo ludzkie pragnienia, ale i wynaturzenia – z drugiej całkowicie odrealniony, oniryczny, groteskowy i potworny, zaludniony postaciami jak z sennego koszmaru.

Drood na pewno nie jest lekturą dla każdego. Nie tylko ze względu na treść, ale i stronę formalną powieści. To historia, w której pojawia się ponadprzeciętna – nawet jak na utwory dawne czy też, jak w tym przypadku, stylizowane na dawne – dygresji, retrospekcji i retardacji, które mają pozostawić czytelnika w zawieszeniu i niepewności. Piętrzą się pytania i zagadki o tożsamość kolejnych bohaterów oraz realność opisywanych zdarzeń. Subiektywny narrator z wielką dokładnością relacjonuje własne przeżycia i przytacza wypowiedzi innych bohaterów, ale na ile możemy ufać zamroczonemu opium umysłowi? Na ile on sam może ufać swoim zmysłom i wspomnieniom… Czy opowieść Wilkiego Collinsa jest wiarygodna? 

Nie ma co ukrywać, że momentami – szczególnie kiedy mowa o obyczajach i konwenansach kształtujących tę konkretną epokę – lektura jest lekko nużąca, jednak tym większe wrażenie robią pojawiające się, najpierw z rzadka, z czasem coraz częściej, sceny o dużym ładunku grozy i makabry. Opis ofiar po wypadku kolejowym (Zobaczył mężczyznę, który chwiejnym krokiem szedł w jego stronę, z ramionami rozpostartymi szeroko jak do uścisku. Czubek głowy miał odcięty jak jajko na miękko gotowe do spożycia na śniadanie. Wewnątrz czaszki połyskiwała wyraźnie widoczna szaroróżowa pulpa. Całą twarz miał we krwi. Dwoje białych oczu łyskało spod strug szkarłatu); wygląd tytułowego Drooda (pobliźniona prawie bezwłosa czaszka; pozbawione powiek oczy; resztka brutalnie amputowanego nosa; lekko zaznaczona zajęcza warga; kikuty uszu (…) drobne, dziwnie rozmieszczone i makabrycznie ostre zęby, za którymi skrywał się różowy, nienaturalnie ruchliwy język); turpistyczne charakterystyki Podmiasta – które jest krzywozwierciadlanym odbiciem Londynu – i jego mieszkańców; instruktarz jak pozbyć się trupa, by ciała nigdy nie odnaleziono; wieloznaczne, pełne mroku i tajemniczości wątki, w których realistyczne wydarzenia mieszają się z scenami wyjętymi wprost z dzieł literackich Dickensa i Collinsa (Już rankiem tętno pisarza – podekscytowanego perspektywą zamordowania Nancy – sięgnęło dziewięćdziesięciu uderzeń na minutę), etc. Kunszt Simmonsa na pewno docenią miłośnicy epoki wiktoriańskiej, czytelnicy szukający niebanalnych literackich połączeń i entuzjaści zainspirowanych wątkami biograficznymi alternatywnych historii łączących faktografię z żywiołem literackiej fikcji. 

Drooda najlepiej charakteryzują słowa samego Simmonsa umieszczone w tej monumentalnej powieści: Zupełnie jakby rzeczywistość i fikcja, życie i śmierć, światło i jego całkowity brak wirowały w szaleńczym danse macabre.

Autor: Dan Simmons
Tytuł: Drood
Przekład: M. Strzelec, W. Szypuła

Wydawnictwo: Mag
Liczba stron: 825
Wydanie: I (2012)
Oprawa: Twarda z obwolutą
Format: 16 x 22.5 cm
Cena z okładki: 69.00
ISBN: 978-83-7480-268-0