CZEPIAM SIĘ KSIĄŻEK

"Książki często występują w moich snach erotycznych"

Tereza Boučková – „Rok Koguta” [recenzja premierowa]

Książka Terezy Boučkovej to samo życie. Najpierw zachłannie się nią/nim zachłystujesz, po chwili masz dość. Tego że historia nie posuwa się do przodu, że każdy dzień wygląda tak samo…

Rozczarowuje cię, że wymyślony scenariusz szczęśliwego życia i idealnej rodziny nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, istnieje tylko na papierze. Że nie możesz wyreżyserować własnego życia, bo los płata figle, a bogowie śmieją się z ciebie do rozpuku. Że jesteś jak chomik w tanim plastikowym kołowrotku. Życie to błędne koło. Wciąż popełniasz te same błędy. Chociaż nie powinnaś, robisz ponownie coś, czego obiecywałaś nie zrobić nigdy więcej. Chociaż dawno straciłaś wiarę i nadzieję, nadal zaskakująco często się łudzisz i oszukujesz samą siebie.

Rok Koguta. Literacki zapis roku z życia współczesnej kobiety po przejściach, która tuż przed pięćdziesiątymi urodzinami staje nad przepaścią.

Najnowsza książka Terezy Boučkovej jest bardzo niepoprawna politycznie. A przynajmniej taka się wydaje, gdy spojrzeć na nią powierzchownie. Bo oto przed czytelnikami historia wkraczającej w wiek średni matki, która nie umie już kochać swoich dzieci. Historia małżeństwa, które po wielu nieudanych próbach poczęcia dziecka i kilku poronieniach, zdecydowało się na adopcję. Po latach nastoletni synowie pary nie są jednak tacy, jak życzyliby sobie ich opiekunowie. 

Dlaczego narratorka a zarazem główna bohaterka tej autobiograficznej opowieści o każdej porze dnia i nocy kurczowo ściska pod pachą swój portfel, torebkę i laptopa? Dlaczego czasami przed snem wynosi do zamykanego na klucz pokoju zawartość lodówki? Dlaczego nocą nie może spać, a za dnia płacze i łyka coraz więcej antydepresantów? Bo spragniona macierzyństwa przed kilkunastoma laty adoptowała dwóch chłopców romskiego pochodzenia. Bo była przekonana, że wystarczy dziecko kochać, ufać mu i przekazywać dobre wzorce, aby wyrosło na porządnego człowieka. Bo wierzyła, że tak zwane złe geny to absurd i mit. Czy się myliła i w jakim stopniu sama zawiniła?

Lukáš, który jeszcze przed południem wykradł się z domu (najpierw kradnie, później chyłkiem się wykrada, a w nocy zakrada się z powrotem – to smutne, ale w przypadku Lukáša jedno słowo pozwala opisać większość czynności), nie pojawił się też na obiedzie (…) Zakradł się po północy (…) Marihuana śmierdziała od niego na kilometr (…)

A ja dobrze pamiętam, jacy biedni byli ci chłopcy, kiedy ich przygarnęliśmy. Nie reagowali na ludzki głos, zupełnie jakby byli głusi. Nie wodzili wzrokiem za człowiekiem, tylko za butelką. Wpadali w histerię, kiedy musieli czekać, aż mleko wystygnie. Drapali się do krwi, próbowali rozrywać sobie uszy, jeśli zostawiłam ich choćby na minutę. Nawet jak chcieli się wysikać, musiałam iść z nimi, bo inaczej od razu dostawali ataku paniki…

A dziś? Dziś kradną, nie mają za grosz szacunku dla norm i zasad, nie dbają o higienę, biorą narkotyki, robią dzieci niepełnoletnim dziewczynom. Kontakty z kuratorami i prokuratorem, procesy sądowe, pobyty w poprawczakach… I tak w kółko. Dom rodzinny jest dla nich miejscem, do którego – albo z którego – można uciec, w którym można się najeść i przy okazji wynieść z niego coś cennego. Nie chcą się uczyć ani pracować. Chcą beztroskiego, egoistycznego życia i takie właśnie wiodą. Są ucieleśnieniem wszystkich stereotypów o wstrętnych Cyganach i dobrze im z tym. A matka miota się między chęcią ratowania (nie)swoich dzieci, a zdroworozsądkowym zamysłem by pozwolić im spaść na dno, otrząsnąć się z narkotykowego zamroczenia, dojrzeć… Nikt nie wie, ile ta wewnętrzna walka ją kosztuje.

Obrzydzenie. Pustka. Nie płaczę, nie złoszczę się. Jestem wypalona, została ze mnie tylko skorupa, wewnątrz nie ma nic, wszystko mi zobojętniało, jestem powalana brudem, brudem, brudem, jestem nim umazana od stóp do głów i wysmarowana od środka (…) Co zrobię z resztą swojego życia? (…) Powiedz czy kiedy rodzice adopcyjni dadzą już dziecku poczucie bezpieczeństwa i nadzieję, to powinno się ich… zmiąć i wyrzucić do kosza.

Rok Koguta jest nie tylko bardzo szczerą i odważną powieścią, ale też świetnie napisanym tekstem. Zaskakuje formalną i stylistyczną świeżością. Przypomina notatnik, w którym autorka relacjonuje co robiła danego dnia, zapisuje wszystko to o czym chce pamiętać, czasem też to o czym chciałaby, ale nie może, zapomnieć. Boučková  notuje swoje plany, fantazje i obsesje. Spisuje surrealistyczne i opresyjne sny. Analizuje własne uczucia, niczego nie przemilcza. Sukcesy (tych jest niewiele), porażki (tych całkiem sporo), poczucie beznadziei i przegranej, zarówno w życiu zawodowym jak i osobistym. Rozliczanie z przeszłością, wspomnienia represji aparatu władzy i trudnej wczesnej młodości. Współczesne zmagania z systemem, który w żaden sposób nie wspiera adopcyjnych rodziców. Rozterki znającej swoją wartość pisarki i scenarzystki, której nikt nie docenia. A wszystko to przeplatane mikrorecenzjami obejrzanych filmów i spektakli teatralnych, cytatami z książek, impresjami z odsłuchanych płyt… Sztuka i kultura są dla pisarki bardzo ważne. Chyba tylko dzięki nim jeszcze nie zwariowała.

Rok Koguta to intymny dziennik, spisywana przez około rok introspekcja, którą autorka zdecydowała się podzielić ze światem. Jest tu sacrum i profanum, Boučková mówi o rzeczach wzniosłych, ale i o przygnębiającej, cuchnącej codzienności. Jest patos i sentymentalizm ale też humor, sarkazm – czasami wręcz bezwzględny cynizm – dokładnie tak jak w życiu.

Do książki takiej jak Rok Koguta trzeba podejść z otwartością i krytycznym dystansem. Nie można zapominać, że Boučková opowiada o swoich jednostkowych doświadczeniach i jej książka nie rości sobie praw do przekazywania uniwersalnej prawdy na temat adopcji czy też Romów jako grupy etnicznej. To nie jest manifest polityczny czy światopoglądowy. Jeśli już to tylko manifest kobiecości. Rozczarowanej i przeoranej przez niełatwe życie, ale paradoksalnie ani przez chwilę nie wątpiącej w jego sens i wartość.

*

Obok Przyczynku do historii radości najbardziej kontrowersyjna – a jednocześnie świetnie napisana i wciągająca – powieść jaką czytałam w tym roku. Ach te Czeszki, jak one potrafią pisać!

Autor: Tereza Boučková
Tytuł: Rok Koguta
Wydawca: Afera

Przekład: Olga Czernikow
Liczba stron: 364
Wydanie: I (2017)
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 13 x 20 cm
ISBN: 978-83-941695-5-8

Książka trafiła do mnie dzięki uprzejmości Wydawnictwa Afera.

afera

16 Comments

  1. Czuję dobrze :D Główna bohaterka kojarzy mi się mocno z Latterową z „Emancypantek” Prusa. Ona też była rozdarta między bezrefleksyjną miłością do dzieci a poczuciem, że niszczą one życie oraz przyszłość własną i jej. Choć w tym wypadku, to akurat ona była mocno winna ;) Czytałaś może?

    • Czytałam, na studiach to była lektura obowiązkowa ;) Nie zapadła mi jakoś wybitnie w pamięć, minęło już trochę lat, pamiętam za to, że czytając miałam niezły ubaw. I wypisałam sobie ten cytat na wieczną pamiątkę ;D

      „Ach, czy podobna, ażeby z tak n i e w i n n y c h istot jak dzieci, wyrastały takie straszne p o t w o r y…” – B. Prus „Emancypantki”

      • No tak, ta polonistyka :P Ale zaciekawiłaś mnie tym „ubawem”… Bo moje odczucia były chyba dokładnie odwrotne ;)

        • To znaczy? Przygnębiła Cię? Jest tam co prawda kilka dramatów i książka należy raczej do „poważnych”, ale współcześnie trudno brać ją śmiertelnie poważnie. Właśnie tym co szczególnie zapadło mi w pamięć był – być może niezamierzony, wynikający z gry słów – humor. Nie planuję wracać do tej lektury, a ciężko mi napisać o niej coś konkretnego, za słabo ją pamiętam ;)

          • Przede wszystkim irytowała – kreacją bohaterów i ujęciem niektórych tematów. A gdy tak zaczęłam o niej myśleć, to zrobiło mi się smutno. Ale to chyba moja standardowa reakcja na powieści traktujące o różnicach płci. I może dlatego też się irytowałam – bo choć w „Emancypantkach” dużo absurdu i przerysowania, to mówią one o na tyle poważnych problemach, że owo połączenie wywołuje swego rodzaju dysonans. (Ej, dobre to, chyba dorzucę do recenzji ;)).

          • Recenzowałaś? Musiałam przegapić. Wieczorem przy okazji codziennego touru po blogach, zajrzę i do Ciebie :)

          • Na razie tylko napisałam, teraz czeka w kolejce do publikacji ;)

          • Wow. Ja nigdy nie miałam żadnego tekstu „na zapas”, który musiałby czekać ;) Pracowity mól książkowy z Ciebie ;D

          • No właśnie leniuszek. Bo przez 3 lata prowadzenia bloga pisałam regularnie, ale na bieżąco i musiałam się strasznie pilnować. Więc jak wróciłam w styczniu, to z zapasem. Teraz wiem, że muszę napisać odpowiednio 2 lub 3 posty w tygodniu (zależy, ile wyjdzie), ale mogę swobodnie wybrać dni albo nawet coś przerzucić ;)

  2. Przepraszam za pytanie nieco oderwane od recenzji… Ale skąd „kogut” w tytule?

    • Analogicznie do „Roku Królika” Bator to tutaj funkcjonuje. Chodzi o chiński kalendarz. Bohaterka urodziła się w Roku Koguta i choć gardzi astrologią, z przekory czyta ni to horoskop, ni charakterystykę ludzi związanych z tą datą. Wynika z niego, że jest utalentowana, silna, zaradna itd., same superlatywy, jak to w horoskopach ;) To taki ironiczny komentarz do jej prawdziwego położenia.

    • Ja się tu jeszcze wtrącę, że Kogut, czyli czeski Kohout, to też aluzja do ojca Bouckovej, słynnego pisarza Pavla Kohouta, w cieniu którego dorastała (co też trochę sugeruje polska okładka) i zarazem do jej nazwiska panieńskiego, Kohoutova – dlatego gdzieś w książce pisze, że ona jest Kogutem :).

  3. Anna Koblowska

    29 lipca 2017 at 14:02

    Zaciekawiłaś mnie, tym bardziej, że bodajże w kwietniu rozprawiałam ze swoją grupą, na zajęciach o Romach jako mniejszości w Polsce i była to ostra, kontrowersyjna dyskusja. W książce tej jednak, już na bazie Twojej recenzji wyczuwam, że jest o wiele więcej kontrowersyjnych „kawałków”. Kryzys wieku średniego w żeńskim wydaniu, problemy emocjonalne (antydepresanty – czytałam ostatnio badania, które ilustrują skuteczność ich działania, tylko na 30% chorych), niemożność zajścia w ciążę (której ponoć nie czuje się do chwili, gdy samemu nie przejdzie się tej bolesnej drogi (znajoma po wielu próbach i śmierci córeczki, adoptowała chłopca, który ma ogromne problemy – ADHD, brak umiejętności przystosowawczych i znając ich, mogłam choć trochę poczuć ten klimat – pragnienia posiadania dziecka i trudności pogodzenia się na problemy wynikające z tego co jest tu i teraz. Rozpisałam się, reasumując, na pewno zapoznam się z książką.

    • Mogę się tylko domyślać, że są to bardzo intymne przeżycia i osobom bez podobnych doświadczeń ciężko jest sobie wyobrazić ich powagę i ciężar. Książka bardzo realistycznie ukazuje pragnienie macierzyństwa i mroki adopcje, a i tak pewnie nie oddaje nawet jednej czwartej „tematu”.

      Myślę, że kontrowersyjność tej powieści tkwi głównie w szczerości, bo choć bohaterka/narratorka wydaje się momentami mocno egocentryczna i skupiona na sobie to i siebie nie oszczędza. Jak się upije, to o tym pisze, jak sobie nie radzi, to się do tego przyznaje, jak ma „focha” też. Zapomniałam wspomnieć w recenzji, że strasznie dużo pisze o pieniądzach. Rozlicza się z tego ile ją to „bezskuteczne wychowanie” kosztowało. Myślę, że robi to celowo, by pokazać, że ostatecznie to nie te finansowe koszty są nie do udźwignięcia, ale właśnie emocjonalne…

      Musisz przeczytać i dać znać, co o niej sądzisz.

  4. Anna Koblowska

    29 lipca 2017 at 15:51

    Na pewno, na pewno przeczytam i podzielę się opinią.

  5. Zajawka Na marginesie

    19 sierpnia 2017 at 14:56

    Tak się zastanawiałam nad tą książką i nie do końca mnie przekonałaś ;) ale jest coś intrygującego w tej opowieści…

    Zapraszam do siebie: taknamarginesie.wordpress.com
    Zajawka

Dodaj komentarz