Tomik Centuria. Sto krótkich powieści rzek, już po kilkunastu stronach wzbudził moją nieufność… Lubię – nawet bardzo – ład i symetrię, ale tylko w życiu, nie w literaturze. A tymczasem każda z opowieści Giorgio Manganellego jest niemal dokładnie tej samej długości, co wydaje się mocno podejrzane. Wahania są niewielkie, w granicach trzech, czterech linijek tekstu. Najczęściej to dokładnie czterdzieści trzy wiersze…

Czy każde zjawisko, każde uczucie, każdy lęk, nadzieja czy marzenie zasługuje na dokładnie taki sam objętościowo komentarz? Od – szacunkowo – dwóch tysięcy do dwóch tysięcy czterystu znaków ze spacjami. Czy literatura współczesna powinna być tak pedantycznie przykrojona i zamknięta w ciasnych ramach? Ktoś powie, takie ograniczenie jest znakiem wyjątkowego literackiego kunsztu. Zgoda, ale może też być znakiem sztuczności, fałszu, zimnej kalkulacji, dla której nie widzę w literaturze miejsca.

Takie myśli nachodzą mnie mniej więcej do połowy zbioru. Później Manganelli zaczyna mnie zaskakiwać. Nie formą – ta do końca pozostaje niezmienna – ale treścią, która staje się coraz bardziej śmiała, abstrakcyjna, ironiczna, miejscami groteskowa i makabryczna. Obok ludzi pojawiają się dinozaury, smoki, duchy i ahistoryczny jednorożec… Alegoria goni alegorię. Ale czym/o czym właściwie są te krótkie powieści rzeki?

Wielopoziomowe absurdy i paradoksy, surrealistyczne sytuacje, opresywne okoliczności, postacie zawieszone między wymiarami… Alternatywne rzeczywistości, w których człowiek jest mitycznym, (nie)istniejącym bytem. Sny i ich tworzywo. Bycie w niebycie. Centuria to proza pesymistyczna i nihilistyczna, a Manganelli jawi się czytelnikowi jako filozof, teolog, egzystencjalista, bajarz… Zmienia twarze jak maski. Podobnie jak bohater każdej z jego stu mikroopowieści.

Anonimowy mężczyzna w średnim wieku, jakiś Pan (raz tylko protagonistką opowieści Manganellego wydaje się być kobieta, szybko jednak okazuje się, że nie ona jest centrum tej krótkiej historii, a jej syn). Niby każdy kolejny ma cechę wyróżniającą go z tłumu – wygląd, charakterystyczny ubiór, przymiot wewnętrzny, niecodzienne zainteresowanie lub umiejętność – ale to everyman, nie prawdziwy człowiek z krwi i kości, a figura, symboliczna reprezentacja. Człowiek ten jest zaledwie pyłkiem we wszechświecie, który tylko pozornie jest uporządkowany, a na każdym kroku okazuje się chaosem i sprzecznością. A w nim ów mężczyzna, który jest, ale jakby wcale go nie było. Niemal wszystkie opowieści włoskiego autora to historie o zaniechaniu i indolencji. Zaludniający Centurię ludzie – a właściwie jeden człowiek o losach w wielu wariantach – wyobrażają sobie różne sytuacje, czyny, doświadczenia, ale żadnej z tych fantazji nie realizują.

Trudno rozgryźć Manganellego. Na pewno bawi się materią języka, ale też opowiada. Jego teksty nie są wyłącznie stylistycznym ćwiczeniem, są literaturą. Jestem przekonana, że to proza do niespiesznej lektury i kontemplowania, ale wrodzony brak cierpliwości kazał mi zachłannie pożerać wzrokiem strona po stronie. Jedno jest pewne, do niektórych opowieści będę wracać. Moimi ulubieńcami na pewno pozostaną pozbawione tytułów historie o numerach: 7, 53, 59, 60, 73, 76, 83, 88, 97 i 100. 

Ostatecznie muszę przyznać, iż Centuria to jedna z najciekawszych książek jakie w życiu czytałam. Lektura obowiązkowa dla miłośników awangardowej i eksperymentalnej literatury. Żałuję, że to jedyne wydane po polsku dzieło włoskiego autora (Manganelli zmarł w 1990 roku, Centuria została opublikowana po raz pierwszy w 1979, polskie wydanie pochodzi z roku 2016). I nie chodzi nawet o obecność sobowtórów, które niestrudzenie tropię. Nie tak łatwo mnie przekupić. Z resztą przekonajcie się sami. Poniżej zamieszczam całość krótkiej opowieści numer siedem, a tutaj znajdzie symboliczną przypowieść Manganellego o spotkaniu ze swoim drugim ja. Wybornej lektury!

Ten pan ubrany na ciemno, poruszający się w zamyśleniu uważnym krokiem, wie, że jest ścigany. Nikt mu tego nie powiedział, nie ma żadnego dowodu, że właśnie tak jest, ale on wie z absolutną pewnością, że ktoś go ściga. Nie wie nic o ścigającym, ale wie, że pościg zaczął się dawno, że ma jakąś przyczynę, choć nikt jej z wyjątkiem ścigającego nie zna, że prowadzony jest przemyślnie i z zajadłością. O tym pościgu wie niewiele: po pierwsze, gdy znajduje się na otwartej przestrzeni, w tłumie, jest jakby mniej ścigany, niż kiedy jest w domu; nie chce przez to powiedzieć, że pościg zwalnia, że tłum przeszkadza ścigającemu, ale że pościg ulega ograniczeniu, jakby zmieniła się przestrzeń, w której się rozgrywa; wie, że pościg jest bardzo szybki i że zważywszy na powolność, z jaką on sam się porusza, nieuchronnie zostanie doścignięty i powinno wydarzyć się to, co nie może się wydarzyć, gdy ktoś doścignięty zostanie – co mianowicie, tego nie wie; ale wie również, że ścigający nigdy go nie dogoni, nawet gdyby zatrzymał się na jakiejś ławce, udając, że czyta gazetę, w pełnym rezygnacji i bezbronnym oczekiwaniu. Ścigający wie, że dogoniwszy, już nie byłby ścigającym, a możliwe, że w planie stworzenia wyznaczone jest dla niego wyłącznie takie miejsce. Kiedy pan jest u siebie w domu, hałas pościgu, szybkiego biegu, tupotu niezliczonych stóp, ogłusza go, nie słyszy szelestu kartek, mówi głośno, by usłyszeć samego siebie. W rzeczywistości, w tym ścisłym i może archaicznym podziale ról, ścigany, choć wie, że nikt go nigdy nie dogoni, nie potrafi wyzwolić się od świadomości, że jest celem. Wie, że za jego plecami przestrzeń deformuje się tak, by zniweczyć wszelką nadzieję na doścignięcie go, ale wie również, że czas nie jest mu przyjazny i ta deformacja ma jedynie strzec jego roli celu. Cel zastanawia się, czy ścigający może być szczęśliwy, skoro groza sytuacji obydwu tkwi w niewykonalności zadania. Myśli, czy nie ma sposobu, by odwrócić się nagle i zacząć ścigać ścigającego.

*

Zajrzyjcie też do recenzji Centurii na blogu Qbuś pożera książki. Choć autor używa wielu trudnych słów, których znaczenia nie rozumiem, jego spostrzeżenia są wyjątkowo trafne.

Autor: Giorgio Manganelli
Tytuł: Centuria. Sto krótkich powieści rzek
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

Przekład: H. Kralowa
Liczba stron: 216
Wydanie: I (2016)
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Format: 11.5 x 19 cm
ISBN: 978-83-64822-64-3
Cena z okładki 29.90