John Gardner powiedział, że istnieją właściwie tylko dwie opowieści: jedna o wyruszaniu w podróż, druga o pojawianiu się kogoś obcego. Trudno się z tym nie zgodzić. Bycie w drodze jest genezą większości literackich i filmowych fabuł. Początek podróży bądź jej kres… Podróży rozumianej bardzo szeroko, nie zawsze dosłownie. Metaforycznej, fantazmatycznej, niejednokrotnie podróży w głąb siebie. 

Nie inaczej jest w przypadku klasycznego opowiadania Guya de Maupassanta, Horla. Znajdziemy w nim podróż w dosłownym rozumieniu tego słowa, odnajdziemy też ucieczkę. Udamy się w podróż symboliczną za sprawą literackiej introspekcji, wędrówki do wnętrza własnego umysłu i duszy. Ale przede wszystkim spotkamy tajemniczego przybysza. Intruza, który pojawił się nieproszony i z pewnością nie ma dobrych intencji.

Horla to opowiadanie, które transformowało jako tekst i które może być interpretowane jako historia tajemniczej metamorfozy…

Maupassant napisał je w trzech różnych wariantach, na polski przełożono dwa. Chronologicznie są to tłumaczenia drugiego i trzeciego tekstu Maupassanta z francuskojęzycznego oryginału. Oba znajdziemy w zbiorze Horla i inne opowiadania opublikowanym w 1961 przez Wydawnictwo Czytelnik. Najlepiej znana i rozpowszechniona jest wersja ostateczna. Można ją przeczytać na Wolne Lektury.

Mnie jednak zaintrygował wcześniejszy wariant tej historii, retrospektywna opowieść pacjenta szpitala psychiatrycznego. Ten zaledwie dziewięciostronicowy tekst różni się od najpopularniejszej wersji nie tylko objętością, ale też formą narracji i finałem. 

Według mnie wersja pierwsza ma w sobie więcej niedopowiedzeń, ale doceniam również atmosferę opresji i narastającego obłędu dużo lepiej ukazaną w wersji drugiej.  Jak wspomniałam Horla to opowieść o pojawieniu się obcego – wroga, prześladowcy – którego status jest bardzo niejednoznaczny. Wampir energetyczny, mityczny zły sobowtór, istota pozaziemska…?

Wersja druga jest zapisem doświadczenia swoistego opętania. Bohater notuje w dzienniku swoje zmagania z intruzem, walkę z niewidzialnym bytem, który stopniowo przejmuje kontrolę nad jego umysłem i ciałem. W tej trzykrotnie obszerniejszej wersji tekstu pojawiają się nawiązania do spirytyzmu, mesmeryzmu i hipnozy. Obie historie mają ten sam szkielet fabularny, niektóre akapity zostały przeniesione w całości z wersji wcześniejszej do nowszej, ale jest też wiele zmian. Na przykład pojawiającą się w poprzednim wariancie Noc majową Alfreda de Musseta – która, co zapewne było intencją autora, natychmiast przywołuje skojarzenia z Nocą grudniową tegoż autora, liryczną opowieścią o enigmatycznym towarzyszu, sobowtórze, który „prześladuje” bohatera – zastępuje inna czytana przez protagonistę Horli lektura, książka o demonologii i duchach…

HorlaHorle… Niby ta sama historia, ale obie wersje mają nieco inny wydźwięk i odmienne zakończenia. Opowiadania Maupassanta łączą racjonalizm i poszukiwanie rzeczowego wyjaśnienia z otwartością dla tego co mroczne i nieznane. Za chwilę panowie wszyscy przekonacie się, że mój umysł jest równie zdrowy, równie jasny, równie przenikliwy, jak wasze umysły, na nieszczęście da mnie, dla was i dla całej ludzkości. Tajemnica i groźba wiszą w powietrzu. Nocne lęki i senne koszmary przenikają do świata jawy… Ktoś jest z tobą w pokoju. Siedzi w twoim fotelu, sięga po książkę, którą czytałeś zanim zapadłeś w niespokojną drzemkę…

Otworzyłem oczy nie robiąc żadnego ruchu, obudzony jakimś niejasnym, szczególnym wrażeniem. Z początku nie widziałem nic, potem nagle wydało mi się, że stronica książki przewróciła się sama. Przez okno nie płynął żaden podmuch powietrza. Zdziwiłem się i czekałem. Po upływie około czterech minut zobaczyłem, zobaczyłem, tak, zobaczyłem, proszę panów, na własne oczy, jak następna strona podniosła się i opadła na poprzednią, jak gdyby przewróciły ją czyjeś palce. Fotel wydawał się pusty, ale zrozumiałem, że on tam był! (…) 

Któż więc był przy mnie przez te wszystkie noce? (…) Dałem mu na imię Horla. Dlaczego? Wcale nie wiem (…) Horla nie opuszczał mnie już wcale.