Zaczęło się od filmu. Który to już raz? Miłość do literatury i kina jest jak dwie nici spirali DNA. Splątane i nierozerwalne.

Zazwyczaj staram się czytać, a dopiero później oglądać ekranizację, ale nie raz zdarzyła się sytuacja odwrotna. Tak bywa chociażby w przypadku klasyki kina, genialnych filmów, które sławą przerosły swoje literackie pierwowzory. Kilka razy zdarzyło mi się też szukać powieści albo poematów pod wpływem zasłyszanego w filmie krótkiego cytatu, czy dłuższego  fragmentu… A jak było z Krwawymi godami

Na film natknęłam się całkowicie przypadkowo, nigdy o nim nie słyszałam. Może ze względu na analogiczny do Gorzkich godów – które uwielbiam – tytuł postanowiłam obejrzeć w ciemno. Najpierw zachwyt i wzruszenie wywołane seansem, później szperanie po bibliotekach w poszukiwaniu wszystkiego, co wyszło spod pióra Federico Garcii Lorci, autora dramatu, który był podstawą scenariusza filmu. Samo nazwisko Lorci było mi znane, ale  jego twórczość pozostawała terra incognita. Jak zwykle był lęk, czy udźwignę jego poezję – okazuje się, że nawet dramaty Lorci są bardzo poetyckie – czy zrozumiem, o czym pisał, co chciał powiedzieć. Szybko dałam się porwać tekstom Lorci. Zarówno dramatom, tak pięknie łączącym mimetyzm z realizmem magicznym, jak i poezji, która umieszcza hiszpańską tradycję i folklor w szerszym kontekście. 

Współczesny film Krwawe gody w reżyserii Pauli Ortiz mnie… zamroczył. Długo nie mogłam wyrzucić z głowy tych obrazów, słów, melodii odbijających się echem od skał… Tak jakbym przestała żyć tu i teraz, a znalazła się wewnątrz filmowego dramatu.

Historia stara jak świat: dwóch mężczyzn, jedna kobieta, zakazane uczucie, rodzinny konflikt, miłosny trójkąt w sensie platonicznym, wreszcie wybór, który tak naprawdę wcale nie jest wyborem, a jego brakiem, pułapką.  Nad wszystkim unosi się antyczne fatum i czerwona łuna ognia i krwi.

Film niezwykle liryczny i sensualny, pozbawiony patosu i ckliwości. Dialogi oddające poetyckość oryginału Lorci, w większości są zaczerpnięte z literackiego pierwowzoru nieznacznie tylko skrócone i zmodyfikowane. Perfekcyjnie przedstawiona fabularna i symboliczna warstwa filmu. Piękna muzyka i oszałamiające zdjęcia. Oszczędna a jednocześnie sugestywna gra aktorska… Niczego bym w tym obrazie nie zmieniła. Sceneria wydarzeń z jednej strony apokaliptyczna, z drugiej baśniowa. Rozległe stepy, budynki wykute w skałach, spękana sucha ziemia. Zimny i surowy świat zewnętrzny kontrastuje z ogniem spalającym głównych bohaterów.

Narzeczona, Narzeczony i ten trzeci, Leonardo. Ma żonę i dziecko, przed laty zerwał zaręczyny z ukochaną – obecną panną młodą – na której zaślubimy z innym dziś ledwo może patrzeć. Ani w dramacie Lorci, ani w filmie nie ujawniono przyczyn rozstania tych dwojga. Co między nimi zaszło? Dlaczego zrezygnowali z prawdziwej miłości? Nawet teraz, po latach, kiedy kobieta na niego patrzy, jej oczy lśnią. On wydaje się silny, pewny siebie i oschły, ale całe jego ciało emanuje podskórną melancholią, tęsknotą i bólem. Kiedy Narzeczona i Leonardo są blisko siebie, to Narzeczony staje się tym trzecim. 

Film zawiera naddatek względem dramatu. Jest w nim kilka scen, które zrodziły się w wyobraźni scenarzystów, niezależnie od literackiego pierwowzoru Lorci.  Dramat zakłada jedność miejsca i czasu, fabuła filmu jest lekko achronologiczna, zatacza koło, pojawiają się w niej retrospekcje. Widzimy troje bohaterów na granicy dzieciństwa i wczesnej młodości. Już wtedy nie potrafią się rozstać. Spacerują trzymając się za ręce. Ona w środku, jeden z chłopców po lewej, drugi po jej prawej stronie. Przyjaźń, pierwsze zauroczenie, flirt, ale przede wszystkim niezwykle silna więź, którą przetnie dopiero śmierć.

Najbardziej rzucającą się w oczy różnicą jest samo zobrazowanie romansu. W dramacie Lorci ma on charakter fascynacji i pragnienia, która nigdy nie wkroczy w sferę erotyczną. Nie chcę z tobą ni łoża dzielić, ani stołu, a jednak nie ma jednej chwili, której bym nie pragnęła dzielić z tobą, przyciągasz mnie ku sobie, idę za tobą – mówi Narzeczona do Leonarda. W filmie uczucie zostaje skonsumowane. Swą noc poślubną zamiast z mężem panna młoda spędza z kochankiem, z którym ucieka.

Do ucieczki dochodzi także w dramacie Lorci. Od tego momentu część świata – w tym magicznie przebudzonej, animizowanej przyrody i żywiołów – jest po stronie kochanków, a część przeciw nim. Aż do tragicznego finału tej opowieści.

Księżyc, który jest powracającym motywem w utworach Lorci, w Krwawych godach przybiera ludzką postać drwala o bladej twarzy. Tu następuje jeden z najbardziej lirycznych fragmentów dramatu, monolog Księżyca:

Ja łabędź obły na jeziorze,
ja oko wysokiej katedry,
zapalam pozorną zorzę
na liściach. Nie ujdą tędy!
Kto się kryje, płacze wzdycha
w dolinie, gdzie gąszcze i chwasty?
Księżyc zawiesza nóż jasny,
na powietrze rzucony nóż czyha,
by stać się bólem krwi.
Pozwólcie mi wejść, zziębłem
na ścianach, kryształach, szybach,
podnieście dachy, do głębi
otwórzcie serce, bym mógł
ogrzać się. Zimno mi!
Moje popioły z metali sennych
szukają ogniowego grzebienia
wśród gór i dalekich dróg.
Ale śnieg mnie unosi na plecach
z jaspisu i w mrok mnie wciąga
woda stojąca wśród cieni.
I policzki moje w tę noc
krew czerwona zarumieni.
A na szerokich stopach wiatru
kołyszą się proste trzciny.
Niech tu nie znajdą cienia
ni kryjówki. Niech nie uciekną.
Ja chcę odnaleźć ciepło,
wejść w jedno serce z płomienia,
by się toczyło, skakało
po górach mojego serca.
Nie chcę cienia. Moje płomienie
przenikną wszędzie. Wśród pni,
niech nie zaszemrze światło,
by tej nocy słodkiej od krwi
twarz moją oblał rumieniec
i na szerokich stopach wiatru
chwiało się gęste sitowie.
Kto się tam kryje? Odejdźcie!
Oni nie umkną tędy.
Sprawię, że koń olśniewał będzie
gorączką diamentów
(…)
Niech umierają długo i powoli
i niech krew w moich palcach cicho śpiewa.
Moje doliny szare od popiołów
budzą pragnienie krwi, co z ran wytryska.

Równie mroczną postacią jest Żebraczka. Szczególnie niepokoi jej filmowy portret. Nie sposób nie dostrzec podobieństwa do Narzeczonej. Stara kobieta jest bytem realnym i metafizycznym zarazem. To nietypowy sobowtór, lustrzane odbicie przesunięte w czasie, zapowiedź bolesnej przyszłości. W samym dramacie Żebraczka odgrywa rolę zbliżoną do chóru jaki znamy z antycznych tragedii: 

Księżyc się w chmurach skrył, zbliża się pogoń.
Tu ich koniec. Szum rzeki, szelesty gałęzi
zagłusza rozdzierający lot krzyków
(…)

Niech otwierają kufry, niech białe płótna
czekają na podłodze alkowy na ciężkie
ciała młodzieńców z przebitymi szyjami.

Postać tę można też utożsamiać ze spersonifikowaną śmiercią. To ona wkłada w dłoń Narzeczonej sztylet, chcąc symbolicznie zaznaczyć, kto poniesie winę za  śmierć obu młodych mężczyzn, kto będzie nosił na rękach krew niczym piętno.

Krew i ogień zdominowały utwór Lorci. Miłość, rany i czerwień krwi, którą spija ziemia, są tu wszechobecne. W obrazach i słowach…

[Narzeczona] 

Byłam kobietą, która płonęła wielkim ogniem, byłam cała w ranach. Twój syn był dla mnie łykiem wody, oczekiwałam od niego dzieci, ziemi, ocalenia. Lecz tamten był ciemną rzeką pod gąszczem gałęzi, który przybliżał do mnie szmer trzciny i tajemny śpiew. Szłam za twoim synem, który był dziecięciem całym z ziemi i wody, a ten drugi posyłał mi w ślad za mną stada ptaków, które padały mi od nogi, oplątywały moje kroki, a on sypał szron na moje rany, rany kobiety głaskanej przez wielki ogień.

[Leonardo] 

Płonąć i milczeć – to najgorsza z katuszy. Na cóż przydała się moja duma? Przestałem cię widywać, pozwoliłem byś w samotności spędzała długie noce bezsenne. I do czego to doprowadziło? Że się żywcem spalam! Myślisz, że rany czas uleczy, że wszystko osłonią ściany? Nieprawda! Z głębi serca nie wyrwiesz uczucia!

[Trzech Drwali] 

Kochają się więc dobrze zrobili, że uciekli.
Oszukiwali sami siebie, wreszcie krew ich poniosła.
Krew!
Trzeba iść za głosem krwi.
Ale gry krew wypłynie na światło dzienne, ziemia ją wypije
(…)
O, śmierci, która nadchodzisz
w łachmanach z wielkich liści.
Wstrzymaj, wstrzymaj strumień krwawy!
Idziesz, śmierci, w suchych liściach.
Nie wieńczysz wesela kwieciem…
Zostaw, zostaw, śmierci smutna
dla miłości schron z zieleni.

[Dziewczyna I]

Milczący kochanek
szkarłatny pan młody,
widziałam ich, leżą
u szkarłatnej wody.

[Matka]

Czy nie ma tu nikogo? Mój syn powinien mi odpowiedzieć. Ale mój syn – to już tylko naręcze zwiędłych kwiatów. Mój syn – to głos posępny za dalekimi górami (…) Wasze łzy płyną z oczu. Moje, jeśli zostanę sama, z moich stóp wytrysną, z moich korzeni i będą bardziej palące niż krew (…) Błogosławione niech będą łany pszeniczne, bo pod nimi spoczywają moi synowie. Błogosławiony niech będzie deszcz, który obmywa twarze umarłych.

Nie dziwi obrazowość opisów, Lorca był wszechstronnie uzdolnionym artystą. Nie tylko poetą i dramaturgiem, ale też malarzem, aktorem i reżyserem teatralnym, kompozytorem i pianistą. Tę muzykalność również czuć w jego tekstach. W ich niepowtarzalnym rytmie.

Lorca studiował literaturę i filozofię, wśród jego bliskich przyjaciół znaleźli się tacy legendarni artyści jak Salvador Dalí i Luis Buñuel. Zginął młodo – w wieku zaledwie trzydziestu ośmiu lat – i w dramatycznych okolicznościach. Szczegóły jego śmierci przez dekady pozostawały owiane tajemnicą. Poetę zamordowali na początku hiszpańskiej wojny domowej (1936-1939) prawicowi bojówkarze. Nieco więcej na ten temat przeczytacie na Booklips.

Młody Federico García Lorca.

Przyznam, iż byłam zaskoczona przeczytawszy w sieci, że Lorca był homoseksualistą. Nie zgłębiłam jeszcze całej twórczości Lorci – polscy czytelnicy nie mogą narzekać na brak lektur, na nasz język zostało przełożonych wiele dzieł hiszpańskiego twórcy – ale wybór wierszy i dramatów, który czytałam w żaden sposób nie naprowadził mnie na ten trop…

Na koniec przytaczam kilka wierszy Lorci. W całości i we fragmentach. Wybrane bardzo subiektywnie, te które najbardziej mnie poruszyły, zastanowiły… Lorca tworzył poezję bardzo różnorodną, od egzystencjalnej, poprzez lirykę miłosną, po wiersze które są swoistym wyznaniem wiary. W swych wersach niejednokrotnie zastanawiał się nad fenomenem poezji i rolą artysty, niektóre teksty poświęcił kolegom po piórze i artystom których podziwiał. Pisał o ojczyźnie, w sensie metaforycznym, jako tej którą nosi się w sercu, ale i dosłownie, jako ziemi, w którą człowiek jest wrośnięty jak korzenie drzewa. Kilka utworów poświęcił historii Hiszpanii oraz aktualnym politycznym i społecznym wydarzeniom w kraju.

W wierszach i dramatach Lorci nietrudno wyłapać pewne lejtmotywy i wracające symbole. Czas, przemijanie, tęsknota. Żywioły – szczególnie woda – księżyc, lustro, uwięziony ptak, ziemia… Przeczytajcie tych kilka wierszy i powiedzcie, czy na was też robią wrażenie. Czy czujecie Lorcę?

Pożegnanie

Kiedy będę umierał,
otwórzcie drzwi od balkonu.

Chłopiec je pomarańczę.
(Widzę to z balkonu.)

Żniwiarz kosi kłosy.
(Słyszę to z balkonu.)

Kiedy będę umierał,
otwórzcie drzwi od balkonu!

***

Pieśń wiosenna [fragmenty]

Między kwiatami ogrodów
idę wieczorną drogą,
wody mojego smutku
pozostawiając za sobą.
Na wzgórzu odosobnionym
sterczy wiejski cmentarzyk
jak poletko zasiane
ziarnem białych czaszek.
I wyrosły cyprysy
niby głowy olbrzyma
o pustych oczodołach,
o zielonych czuprynach,
zapatrzone w horyzont,
smutne i bolejące.
Boski kwietniu, co niesiesz
swe esencje i słońce,
zapełnij gwiazdami ze złota
te czaszki zakwitające!

***

Zmarł o świcie

Noc o czterech księżycach
i jednym drzewie,
z jednym tylko ptakiem,
z jednym tylko cieniem.
W moim ciele śladu
warg twoich szukałem.
Źródło wiatr całuje,
nie tknąwszy go nawet.
Niosę w mojej dłoni
«Nie», które mi dałaś,
jak cytrynę z wosku,
prawie białą.
Noc czterech księżyców
i jednego drzewa w mroku.
Oto na ostrzu igły
moja miłość obraca się wokół!

***

Romanca Somnambuliczna [fragmenty]

«Kumie, my się zamienimy,
dam ci za zwierciadło – siodło,
za twój dom dostaniesz konia
a za płaszcz – mój nóż ci oddam.
Kumie, idę, krwią spływając,
aż od przystani kambryjskich.»

«Spełniłbym ja twe pragnienia,
już byś ze mną targu dobił
ale ja już dzisiaj nie ja
i mój dom już nie jest moim.»

***

Śmierć z miłości [fragmenty]

Siedem krwi i siedem krzyków,
i maków podwójnych siedmioro
we wnętrzu mrocznych salonów
Kruszą zwierciadła matowe.
Pełne pociętych dłoni,
kwiatów w wianuszki splecionych,
morze gwałtownych przekleństw
huczało, gdzie – nie wiadomo.
I niebo grzmoty zsyłało
wzburzonym poszumom lasu.
Tymczasem wołały światła
pośród wyniosłych tarasów.

(…)

Czosnek ze srebra w agonii,
ubywający księżyc,
układa czupryny żółte
na wierzchołkach żółtych wieżyc.

(…)

Smutne kobiety z doliny
puszczają człowieczą krew swą, 
spokojną z kwiatu ściętego, 
a z bioder młodych – bolesną.
Starym kobietom nad rzeką
u gór podnóża łzy płyną,
opłakują niepowrotne
minuty włosów i imion.

***

Pieśń jesienna [fragmenty]

A jeśli miłość nas oszuka?
Kto życiu ma otuchy dodać,
kiedy ciemności nas pochłoną,
by nas pogrążyć w wiedzy Dobra,
co może nie istnieje wcale,
i Zła, co skrada się o schodach?

***

Ziemia sucha

Ziemia sucha,
ziemia cicha
nocy
olbrzymich.

(Wiatr wśród oliwek,
wiatr na górzystej wyżynie.)

Ziemia stara
i czysta,
gniewu
i smutku kołyska.
Ziemia 
głębokich cystern.
Ziemia
śmierci bezokiej
i strzał.

(Wiatr wiejący gościńcem.
Wiatr, co w topolach wiał.)

***

Pieśń uschłego pomarańczowego drzewa

Drwalu,
ulżyj mojej męce.
Odrąb mój cień ode mnie,
bym bez owoców nie widział się więcej
Czemu stoję między lustrami?
Dzień za dniem przy mnie wyrasta.
A noc mnie powtarza
we wszystkich gwiazdach.
Chcę żyć, nie widzący siebie.
I tylko będę śnił sobie,
że mrówki i puszki mleczów
są moim ptactwem i listowiem.
Drwalu,
ulżyj mojej męce.
Odrąb mój cień ode mnie,
bym bez owoców nie widział się więcej.

***

Café cantante

Lustra zielone,
lampy kryształowe.
Na ciemnej estradzie
Parrala prowadzi
rozmowę
Ze śmiercią.
Woła ją –
nie przychodzi.
Wołanie powtarza.
Ludzie łzy mają na twarzach.
A w zielonych zwierciadłach
długie ogony jedwabne
pełzają.

***

Symbol

Chrystus
miał lustro
w dłoniach obu.
Pomnażał,
własne odbicie.
Wyświetlał serce
w czarnych spojrzeniach.
Wierzę!

***

Chorągiewka [fragmenty]

Wspomnienia moje 
mocne mają kajdany
i uwięziony jest ptak, 
który rysuje zmierzch
trelami.

***

Pieśń jesienna [fragmenty]

Jeżeli śmierć jest śmiercią tylko,
co będzie z poetami,
co ze sprawami snów się stanie,
o których już nie pamiętamy?
O słońce żywych wciąż nadziei!
Księżycu! Czysta wodo ziemi!
O serca dzieci małych!
O szorstkie dusze kamieni!

 

Fragmenty Krwawych godów pochodzą z tomu Dramaty od Wydawnictwa Literackiego. Kraków 1968. Tekst przełożył Mieczysław Jastrun.

Zacytowane wiersze pochodzą z tomiku Poezje wybrane od PIW. Warszawa 1975. Przekłady Jerzego Ficowskiego.